W ostatnim czasie ma miejsce kilka wydarzeń wskazujących, że stłumiony bunt w PO w sprawie in vitro przeniósł się do energetyki. W środę minister Budzanowski i prezes PGE GK Kilian zgodnie stwierdzili, że nie można realizować dwóch projektów: gazu z łupków i energetyki jądrowej, wskazując na gaz z łupków, pomimo że energetyka jądrowa jest oczkiem w głowie premiera. Drugim elementem jest ostry sprzeciw w sprawie rezygnacji z budowy elektrowni Ostrołęka. Zainteresowanych tym ostatnim odsyłam do programu Pospieszalskiego „Bliżej” na stronach TVP Info.
Program energetyki jądrowej rozpoczął się w Polsce w styczniu 2009 roku jako element mający otworzyć premierowi Tuskowi drogę na stanowisko przewodniczącego Komisji Europejskiej poprzez uzyskanie poparcia Francji, od której kupiono by takie elektrownie. Pomimo powszechnej krytyki ekspertów wskazujących na nierealność programu był on kontynuowany, a PGE powołało dwie spółki: PGE Energetyka Jądrowa (córka) i PG EJ1 (wnuczka), w której to ostatnio znalazł zatrudnienie były minister A. Grada w pierwszej za 30tys., a w drugiej za 110tys. miesięcznie.
Prezes PGE Kilian popierał dosyć mocno energetykę jądrową, nawet montując konsorcjum (wrzesień – Krynica) mające finansować budowę elektrowni jądrowej, ponieważ na tyle jest realistą, że zdawał sobie sprawy, że nawet duża PGE nie jest w stanie sfinansować inwestycji. Zwrot akcji nastąpił w środę 24.10.2012, kiedy na komisji sejmowej zarówno prezes Kilian, jak i minister Budzanowski stwierdzili, że nie ma pieniędzy na atom. Na ile było w tym analiz ekonomicznych, a na ile niechęci do Grada, który się szarogęsi w PGE wykorzystując bezpośrednie kontakty z premierem do końca nie wiadomo, ale rynki finansowe przyjęły oświadczenia bardzo dobrze jako powrót do realności.
Pojawiły się głosy aby wstrzymać program jądrowy, co oznaczałoby w praktyce zwolnienie Grada. Jednak szybko zareagował premier mówiąc, że program jądrowy będzie kontynuowany, jednocześnie sprowadzając do szeregu zarówno Kiliana jak i Budzanowskiego mówiąc o ich ograniczonej autonomii w podejmowaniu decyzji. Niezależnie, że chwilowo Tusk stłumił niezadowolenie, to problem będzie powracał. Jest to pierwsze w energetyce tak jawne odmówienie posłuszeństwa premierowi.
Drugim problemem jest demonstracyjne wstrzymanie budowy elektrowni Ostrołęka. Prawdą jest, że finansowo żadna inwestycja w energetyce nie jest obecnie opłacalna, ale Ostrołęka, która położona jest w kluczowym dla bezpieczeństwa energetycznego państwa miejscu mogłaby otrzymać od PSE-Operator na budowę nowego bloku C kontrakty tzw. must-run, jakie obecnie ma istniejąca elektrownia B. Można było też zwolnić budowę tworząc jednocześnie wrażenie PR-owskie, że budowa jest prowadzona. Tak działają wszystkie firmy energetyczne deklarując, że budują elektrownie, które istnieją tylko na papierze.
Zastanawiające jest, że Energa S.A. wstrzymała budowę w Ostrołęce w sposób tak demonstracyjny. Są dwa wyjaśnienia. Pierwsze dotyczy elektrowni Północ w Pelpinie przygotowanej do budowy przez dr JK. Na budowę nie ma szans, a wydano prawie 100 mln zł na dokumentacje. Inwestor próbuje sprzedać dokumentację elektrowni Północ, ale nie ma chętnych, ponieważ budowa Ostrołęki ogranicza możliwości budowy elektrowni Północ. Rezygnacja z Ostrołęki podnosi znacznie wartość elektrowni Północ i inwestor może nawet sporo zarobić na sprzedaży dokumentacji.
Drugim wyjaśnieniem, nie sprzecznym ale bardziej długoterminowym, jest stworzenie warunków do wejścia Rosjan do Polski z ich energią z Kaliningradu. Brak elektrowni Ostrołęka i brak elektrowni Visagina na Litwie (co po ostatnim referendum jest prawdopodobne) skazuje znaczną część północno-wschodniej Polski na import energii elektrycznej z Kaliningradu. Jak wykorzystają Rosjanie sytuację przymusu zakupu energii z Kaliningradu nie trudno przewidzieć.
Powstaje pytanie: dlaczego stawiamy się w sytuacji przymusowej zakupu energii z Kaliningradu? Strach się domyślać.


Komentarze
Pokaż komentarze (2)