Lidia de los Patriotas Bravos.
Tauromaquia - pojedynek czlowieka z bykiem.Konfrontacja cywilizacji postepu,kultury i mysli z niebezpieczna bestia.El Toro.
Nieposkromnione aspiracje,ambicje i ludzka zadza dominacji w konfrontacji ze stworzeniem niezmienionym w swej formie i obyczaju.Niegdysiejszym symbolem sily i witalnosci.Zwierzeciem swietym! Dzis swietym meczennikiem!Ole!Konfrontacja postepu z zacofaniem!Ole!Konfrontacja Profanum z Sacrum!Ole!Ofiarowanie Sacrum na oltarzu wybudowanym z cegiel zdrady i konformizmu.Spojonych w bryle zaprawa pogardy dla slabszego i pokonanego.Oltarzu wybudowanym na kamieniu wegielnym polprawd,niedomowien i jawnego klamstwa.Ogien plonacy w swiatyni Novus Ordo,podsycany jest krzywda i cierpieniem Nieprzekonanych, Niepotrzebnych, Przegranych zatem Wykletych.Pojedynek postepu z zacofaniem, w imie skutecznosci nie moze byc pojedynkiem rownych szans.Strategia El Torero tego nie przewiduje.
Coz. Swiat nie jest idealny...
Byk, na 24 godziny przed walka zamkniety jest w ciemnym, ciasnym pomieszczeniu krepujacym skutecznie jego ruchy.Poddany jest "obrobce".Rogi zwierzecia sa pilowane i pozbawione ostrosci.Cios za ciosem spada na nerki.Jadra klute sa specjalna igla.Potem obijane ze szczegolna starannoscia. Bestia cierpi i traci sily.Oprawcom ciagle malo.W odpowiednim momencie pod racice wpuszczany jest amoniak.Aquarras.Pali zywym ogniem. Na koniec zrenice pokrywane sa gruba warstwa wazeliny.Zwierze jest gotowe.
Z glosnikow na Plaza del Toro plynie komunikat: Prosze Panstwa.4 czerwca 1989 roku o godzinie 12 w poludnie skonczyl sie w Polsce komunizm.
Mozna wypuszczac byka. Z pomieszczenia, w ktorym spedzil przepisowa ilosc czasu. Na bialy piasek Plaza del Toro w oslepiajace slonce poludnia, przed oczy rozbawionej gawiedzi - wybiega Demon Patriotyzmu. Wyprezony jak struna El Torero w swoim Trajes de Luces, prezetuje sie wspaniale. Ach, jaki on piekny. Jaki przystojny.Jak slicznie sie porusza salutujac tlumy. Co za gracja. Jakiz wdziek.
Byk, oslepiony swiatlem dnia, oszolomiony wolnoscia, przystaje zdezorientowany. Wazelina na oczach ogranicza, wrecz uniemozliwia rozeznanie obszaru "swobody". Amoniak w racicach sprawia, ze arena Plazy zamienia sie w kuchenna plyte. Rzuca lbem w odruchu pozbycia sie wazelinowego filtra...Patrzcie jaki on dziki! Patrzcie jaki on grozny! Przerzuca ciezar obolalego ciala z nogi na noge. Piasek parzy bezlitosnie. Pragnie znalezc odrobine ulgi dla poparzonych amoniakiem byczych stop. Kopie w piasek, probujac zzuc zdradziecka racice, ktora nie chroni juz nic, a przeszkadza tylko pozbyc sie piekielnego bolu.- aquarras.
Jaki on agresywny!! Trzeba go okielznac. Dac mu nauczke. Wyeliminowac -glos autorytetow plynie z telebimow, Jaki niebezpieczny...odrazajacy taki -podchwytuja Znawcy Wszystkich Tematow.
Plachta trzymana jest przed lbem bestii pewnymi rekami Torero. Przybliza sie, to oddala od glowy byka. Nogi i rece Kaplana Smierci pracuja w zgodnym rytmie, podlug formuly Lance La Veronica.Perfekcyjne wykonanie!Ole!
Kolor plachty, el capote, prowokuje u Byka bolesne wspomnienia. Rusza za czerwonym kawalkiem materialu. Instynktownie wyczuwa niebezpieczenstwo i pragnie je zwalczyc.
Kolejne figury El Torero nastepuja jedna po drugiej: La Media Veronica ! Ole ! Lances a Pies Juntos ! Ole ! Revolera ! Ole ! Chicuelina ! Ole ! El Farol y Gaonera ! Ole ! I ta najbardziej niebezpieczna a zarazem najbardziej widowiskowa: Porta Gayola ! Ole ! Ole ! Ole !
Pomocnicy matadora, na koniach - uzytecznych idiotach, staraja sie rozproszyc uwage byka. Boki koni chronione sa bogato zdobionymi okryciami. Piekne ochraniacze, oprocz walorow estetycznych, pozwalaja takze ukryc przed ciekawskimi oczami, blizny przeszlosci usluznych durni. Jednoczesnie zadaja bykowi rany.Nie te smiertelne jeszcze. Jeszcze nie.One maja tylko bestie oslabic.Saczy sie krew z otwartych ran. Banderillas: szyderstwa, przeklaman, osmieszenia, drwiny, pogardy i zapomnienia wbijane sa w cialo demona. Po bokach zwierzecia splywa krew zmieszana ze wspomnieniami przeszlych czasow. Wsiaka w piasek - bohaterstwo, idealy i przykazania. Miesza sie w bloto tradycja, madrosc ojcow i dorobek pokolen. Z oczu Demona plyna wazelinowe lzy. Kap - Bog. Kap - Honor. Kap - Ojczyzna. Gdzies w kasach Plaza del Toro, chciwe rece licza pieniadze.Nie ma widowisk za darmo. Z nozdrzy ofiary wylatuje purpurowa mgielka. Pluca walcza o lyk powietrza.Niebo zlote ci otworze, w ktorym ciszy biala nic. Jak ogromny dzwiekow orzech, ktory peka aby zyc. Zielonymi listeczkami, zmierzchem graniem az ukaze jadro mleczne, ptasi swist..
Publicznosc jest wniebowzieta. Wsrod widowni sa rodziny i przyjaciele Los Toreros i ich pomocnikow. Wielu mysli juz o smacznych kaskach, jakie dostana na uczcie po walce. Czesc ludzi przyszla z sympatii dla Byka. Ci sie nie ciesza.Nic nie moga zrobic. Ich glos ginie we wrzawie wiwatujacego tlumu. Po co zreszta krzyczec jesli mozna zostac skarcony:A ty czego wyjesz, wyjcu? Niektore dzieci na widowni, chca jak dorosna byc takim jak El Torero. Inne zostana z trauma, naznaczone na cale zycie. Wszyscy czekaja na finalowe pchniecie. El Momento Supremo. Tej walki nie mozna wygrac.
Zachodzi slonce na Plaza del Toro. Muly juz uprzatnely cialo demona. Z oddali slychac odglosy swietujacego zwyciestwo tlumu. Tluste paluchy przeliczaja pieniadze.Cialo byka zostalo sprzedane Nie zmarnuje sie nic. W bialy piasek wsiakla juz czerwona krew. Polska krew.
Inne tematy w dziale Rozmaitości