Bardzo to było słabiuśkie i chyba nieprzygotowane przez pana Jana Pospieszalskiego. Mesje mł. inspektor policji wykpił się w oczekiwanym z niecierpliwością programie słowotokiem, a nikt nie zadał mu elementarnych pytań dotyczących tego kto zaprosił na polskie Święto Niepodległości bandytów z Niemiec, czy wieżli oni ze sobą pałki i koktaile Mołotowa - \czy może przygotowano je w Wawce już na miejscu i skąd bandyci ci znaleźli się w wiadomym lokalu na Nowym Świecie.
Pan policjant powiedział jednocześnie, że wcześniej i on miał jakieś poglądy, ale teraz postanowił służyć państwu. Wypadało mu przypomnieć, że państwo polskie ma bardzo konkretną historię, bez której nie byłoby ani jego samego, ani służby pana mł. inspektora.
Niestety po tym programie moja wiedza jest taka sama jak trzema dniami. Nie wiem tylko , ktory z przedstawicieli policji lepszy. Czy ten mientki rzecznik główny czy dzisiejszy, wyszczekany na ostro a' la Możejko. Obaj jednak mają wspólną cechę - gadają na okrągło i nic z tego nie wynika.
Sprawę może rozwikłać w Warszawie jedynie Artur Żmijewski - aktor, gdyż z pewnością nie ten reżyser od kolorowych mszy. Przykro, że daje się ona obrócić jedynie w żart, choć wola o pomstę do nieba. Jedynym pożytkiem jest autokompromitacja kury nioski lewicowego ekstremizmu, czyli niejakiej Szczuki, paru dziennikarskich kogutów m.in. Żakowskiego i wypasionego czerwonego kapłona rodem z Kalisza, czy jakoś tak.


Komentarze
Pokaż komentarze (2)