Kaczyński odniósł sukces, gdyż za sprawą wywołania dyskusji na temat kary śmierci ożywił środowiska polityczne, kościelne, a nawet większość blogerów. Pytanie jednak kogo może interesować ta kwestia, skoro w Polsce kary śmierci się nie orzeka i nie wykonuje? Nie ma też - oficjalnie - klimatu dla kary głównej w Unii Europejskiej skoro np. Szwecja, kraj stabilnej demokracji, woli zrobić z wielokrotnego killera, przygotowującego się do popełnienia zbrodni od wielu miesięcy, regularnego wariata, niepoczytalnego w chwili popełnienia przestępstwa.
Pan Jaro prawdopodobnie podniósł tę kwestię jedynie po to, żeby jeszcze mocniej podkreślić ideową odrębność swego ugrupowania na tle innych, co też niewątpliwie mu się udało. Choć jestem przeciwnikiem kary śmierci, nie zamierzam go za to sądzić, a nawet więcej - doskonale go rozumiem, stykając z osobami, które dopuszczając się straszliwych okrucieństw, pokazały że życie drugiej osoby nie ma dla nich żadnej wartości.
Co gorsza, uważam że większość dyskutujących tę kwestię to zwykli obłudnicy, a nawet - nie wykluczone - przyszli polityczni mordercy, którzy w sytuacji zagrożenia chętnie sięgną po karę śmierci, nie oglądając zupełnie na prowadzoną wcześniej na jej temat humanistyczną gadkę-szmatkę. Pierwsze symptomy były już widoczne po zamachach na WTC. Wprowadzone wówczas prawo do szczególnego traktowania więźniów jest tego najlepszym dowodem.
Nie miejmy złudzeń - kara śmierci będzie miała jeszcze swój come back, gdyż otacza nas chaotyczny świat , z którego konsekwentnie wypierane są rzeczywiste wartości moralne, a obojętność wobec takich zjawisk jak aborcja czy eutanazja stanowi dowód na to, że społeczności mogą z łatwością wyrazić zgodę na inicjatywy prowadzące do eliminowania ludzkiego życia. I zapewne nie będzie to jej zwykły powrót.


Komentarze
Pokaż komentarze (3)