Lesnodorski Lesnodorski
562
BLOG

Kino polskie: wredna gęba, tylko czyja?

Lesnodorski Lesnodorski Polityka Obserwuj notkę 5
Istnieje pewien wątek w produkcji artystycznej, głównie filmowej, który do tej pory nie doczekał się należnego miejsca w polskiej eseistyce, zapewne ku smutkowi zaangażowanych w nią twórców. Mam na myśli obraz polskiego prostaka, rodem z zapadłej wiochy, gdzie psy wiadomo czym szczekają, i któremu słoma wychodzi nie tylko z butów. Postać pozbawioną głębszego rysu psychologicznego, której aktywność sprowadza się do kilku odruchów. Atykułującą proste dźwięki i wykonującą przy tym nieskomplikowane, najczęściej fizjologiczne czynności. Posługującą się przy tym głównie kijem, a z narzędzi bardziej złożonych – widłami lub cepem.
 
Ten szczególny rodzaj postaci widz identyfikuje jedynie dzięki gębie, jedynej w swoim rodzaju, zdradzającej bowiem bliżej nieokreślony rodzaj niedorozwoju, bezmyślnej i nieprzyjaznej. Wcielający się w taką "rolę" aktor nie ma zanadto skomplikowanego zadania. Kreując ją, bazuje przede wszystkim na własnej fizyczności. Wystarczy, że jest. W polskim filmie mamy niewielu aktorów, którzy są w stanie podołać takim zadaniom. Od lat ich ciężar dźwiga na sobie m.in. Jan Jurewicz, artysta profesjonalny. Polscy widzowie pamiętają jego kreację w „Konopielce”, gdzie gra wiejskiego głupka. W kluczowej scenie z udziałem pięknej nauczycielki wydaje z siebie głośny pierd. Z góry uprzedzą, że scena ta mnie bawi nie wiedzieć czemu, tak jak prawdopodobnie większość.
 
Z żalem muszę jednak stwierdzić że do dzisiaj nie wiem czy Jurewicz jest artystą dobrym. Tymczasem światowa kinematografia chętnie sięga do aktorów o nietypowej urodzie, którzy stając się szybko osobami powszechnie rozpoznawanymi z reguły otrzymują bardziej skomplikowane role. Należy do nich choćby Ron Perlman, którego twarz ilustrować miała w „Imieniu Róży” mroki średniowiecza, należący dziś do najbardziej rozchwytywanych aktorów (na brak ambitniejszych zadań nie mógł też narzekać wyłupiastooki Marty Feldman). Brzydale, tacy jak Jean Paul-Belmondo, Gerard Depardieu czy Jean Reno, to dziś himalaje aktorstwa. Jurowicz o takich szczytach może zapewne tylko marzyć. Czy kino polskie chce nam w ten sposób przekazać wiadomość, która w gruncie rzeczy jest komunikatem sprokurowanym przez jakowegoś zwolennika eugeniki, że niespecjalnie urodziwi aktorzy są w Polsce równie zdolni, jak kreowane przez nie postaci?
 
Od czasu Gombrowicza gęba w polskiej sztuce ma wyjątkowo wysoką pozycję. Jednak uporczywe przyglądanie się twarzom bliźnich i doszukiwanie się w nich jakichś szczególnych, typowych dla danej społeczności cech, wynika zapewne z rozmaitych kompleksów i powinno zainteresować psychologów. Piszę o tym na marginesie najnowszej produkcji Pasikowskiego, który używa debilnej gęby z upodobaniem, jako charakterystycznego elementu pozamiejskiego pejzażu w naszym kraju. Zamiast budowania postaci mamy tu oczywisty skrót. Polska wieś zamieszkiwana jest przez osobników, którzy nie grzeszą inteligencją, agresywnych i kierujących się wszelkimi uprzedzeniami. Dość spojrzeć. Pasikowski w swoim najnowszym filmie zapełnia plan postaciami widzianymi w polskim kinie właściwie tylko przy takich okazjach. Obok Jurewicza pojawiają się w nim aktorzy ponurzy jak sto nieszczęść, którzy w jakimś groteskowym thrillerze mogliby grać z powodzeniem seryjnych zabójców - m.in. Lech Dyblik, Ryszard Ronczewski i Tomasz Przybysz.
 
Czego nie widzimy w tym przypadku, choć wyczuwamy tą obecność? Wykrzywionych nienawistnie twarzy reżysera i producenta, którzy zbudowali filmową nierzeczywistość czerpiąc z najgorszych wzorców.
Lesnodorski
O mnie Lesnodorski

Tylko prawda jest ciekawa. Tego nie przeczytasz gdzie indziej. Ripostuję zwykle na zasadach symetrii. Wszystkie umieszczone teksty na tym blogu należą do mnie i mogą być kopiowane do użytku publicznego tylko za moją zgodą.

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (5)

Inne tematy w dziale Polityka