Potwierdziło się. Polityczny zombie na Ukrainie lata gdzieś pomiędzy Charkowem, a Donieckiem, zaś władzę na Ukrainie sprawuje Rada Najwyższa z Majdanem. Polski minister spraw zagranicznych, jeden z nielicznych polityków, którzy wierzyli w sens porozumienia z politycznym trupem, jakim Janukowycz stał się po wojennej burzy w centrum Kijowa, powrócił na szczęście do Rzeczypospolitej i Ukraińcy mogli w spokoju zrobić swoje.
Co miał na myśli Radek Sikorski wypowiadając na odchodnym słowa „Albo poprzecie porozumienie, albo będziecie martwi", tego trudno dociec. Brzmiały one wszak jak groźba, choć trudno stwierdzić w czyim imieniu wypowiedziana. Jeszcze dzisiaj, tj. w sobotę, szef niemieckiego MSZ-u Steinmeier domagał się realizacji zapisów porozumienia. Widać więc wyraźnie, że europejskie towarzystwo jest solidnie pogubione.
Ale wróćmy do wypowiedzi Sikorskiego. W Polsce jak pamiętamy, takie strachy na Lachy zawsze się sprawdzały. Że Ruscy wejdą, że zaatakują, że grozi nam wojna domowa...
Straszenie Polaków zdaje się od czasu, gdy straciliśmy skrzydła, honor, a może i coś więcej. bardzo skuteczną metodą rządzenia. Mam nadzieję, że jednak po Majdanie ubędzie u nas osób, które dają się nabierać na takie plewy.


Komentarze
Pokaż komentarze (6)