Wujek Władek jest wielbicielem pokoju, tyle tylko, że ma diametralnie inne niż ciotka pomysły na jego urządzenie. Sąsiedzi z oczywistych przyczyn woleliby, żeby nie rozpalał na dywanie ogniska i wrócił na swoją głuszę, ale on idzie w zaparte twierdząc, że musi ciotkę chronić, gdyż zagrażąją jej wytresowane przez sąsiadów koty i króliki.
Na razie ciotka ma związane ręce, ale za chwilę, gdy przekaże wujowi klucze, będzie mogła nawet jeść z wolnej stopy. Oczywiście pod warunkiem, że zgodzi się oddać mieszkanie Władkowi za darmo, to znaczy za dozgonną opiekę.
Niektórzy uważają, że gdyby z Władka był prawdziwy kozak to zająłby spory barak za kałużą, tyle że budynek ten jest podobno zaszczurzony przez zarządcę. W efekcie pierwszy oberwać może kaczor Donald, który przyplątał się do mamy Polci i ją dręczy, szaroogęsząc się, a właściwie szarokacząc w obejściu.
Donald nie dość, że nie potwierdził wersji wujka Władka o szkoleniu kotów i królików, to jeszcze brzydko mówi o samym wuju. A przecież wszyscy wiedzą, że w tej zagrodzie (zdaje się w Klewkach) albo szkolą terrorystów, albo ich przetrzymują.
Zresztą co to za różnica.


Komentarze
Pokaż komentarze