24 obserwujących
306 notek
358k odsłon
623 odsłony

Odszczepieńcy i ateiści z fixum-dyrdum (Woleński/Hartman)

Wykop Skomentuj12

Ki diabeł nakłonił dr. Krzysztofa Pasierbiewicza, aby wchodził w komitywę z prof. Janem Woleńskim? W Krakowie, jeśli chodzi o tzw. złe moce, trzeba mocno mieć się na baczności, zważywszy choćby na przypadek mistrza Twardowskiego. Można powiedzieć zatem, że pan Krzysztof sam sobie jest winien. Ale przecież nie do końca.

Każdy ma prawo do odrobiny ekscentryzmu, obecnie jest on nawet koronną wartością  życia publicznego. Na ogół jednak wszyscy ekscentrycy, którzy narażają widza na szwank, bacznie zwracają uwagę na kwestie odpowiednich dla siebie zabezpieczeń. Pasierbiewicz wyraźnie tę sprawę zaniedbał, wpuszczając lisa do kurnika. W finale powstał niezły ambaras, gdy okazało się, że jego gospodarz nie uznaje „wartości”, które uosabia właśnie Jan Woleński. I wywiązała się z tego ciągnąca się tygodniami polemika.

Logik Jan Woleński (obecnie na emeryturze) twierdzi, że zbiór bogów jest pusty, co już samo w sobie godne jest naukowego Nobla, a może nawet i filmowego Oscara. Nie wiem tego, i wnikać nie zamierzam, czy to właśnie dokonane odkrycie spowodowało, że Woleński został najpierw członkiem kompartii, którą następnie porzucił oraz aktywistą stowarzyszenia ateistów i wolnomyślicieli. Dobrze wiemy natomiast, że podobne decyzje podejmowało tysiące osób pokroju Jana Woleńskiego. Syreni śpiew Kołakowskiego, Baumana czy Woleńskiego ściągał potem na mielizny i rafy rzesze rozmaitych rozbitków, którzy stracili właściwy azymut.

Ostatnio, nie wiedzieć czemu prof. Woleński coraz częściej zatrąca o swe pochodzenie. I niestrudzenie odnosi swoje naukowe odkrycia do chrześcijaństwa. W polemice z Krzysztofem Pasierbiewiczem, w chwili nagłego przypływu złości na adwersarza, stwierdził nawet, przywołując jakiś szmonces, iż matce której dziecko nie wykazuje żadnych uzdolnień, rabin radzi je… ochrzcić.

Żart rozumiem, ale wytyku już nie. Woleński nie ma się nad kim pochylać w swojej odkrywczej pasji? Czyż nie powinien on prowadzić działalności wolnomyślicielskiej i ateistycznej przede wszystkim w najbliższym mu środowisku, które niestrudzenie, w swoim głównym nurcie, trwa w kulcie boskości od 5775 lat?

Prof. Jan Woleński, działacz żydowskiego B'nai B'rith nie jest jedynym naukowcem na Uniwersytecie Jagiellońskim, który ma fixum-dyrdum na punkcie chrześcijaństwa. Drugim wybitnym przedstawicielem tego samego nurtu jest Jan Hartman, również przysposobiony do Krakowa (pierwszy z naukowców wywodzi się z Radomia, a drugi z Wrocławia). Ostatnie podrygi Hartmana pod katowskim toporem w roli „pierwszego polskiego ateisty Kazimierza Łyszczyńskiego” , wyznaczają nową jakość uprawianej przez niego błazenady.

Pomyśleć, że etyk jeszcze nie tak dawno napisał w formie credo na swoim blogu: „Nie jestem żadnym „wojującym ateistą”. Jestem niewierzący, ale nigdy nie walczę o uznanie tezy, iż „Boga nie ma”. Wiele mówię o religii i Kościele (nieraz krytycznie), bronię świeckości państwa, ale żadnej wojny z religią jako taką nie prowadzę”.

Swoją "nie-wojnę" Hartman, jako działacz miłującego społeczny pokój Twojego Ruchu, prowadzi jeszcze (chwała Bogu) bez kałacha. Ale poczekajmy chwilę… Ateiści znani są z tego, że w rozmowach z wierzącymi zawsze sięgają po jakiś skuteczny, ostateczny argument. W „Newsweeku” Hartman głosi słowa „Wkrótce będziemy żyć w kraju, w którym ateiści poczują się w końcu u siebie”. Wynika z nich, że naukowiec ma bardzo krótką pamięć.  Albo, że odbiera mu ją tesknota za nie tak znów "dawnemi, wspaniałemi czasy".

Obaj profesorowie podkreślają własną żydowskość. Jest to, jak mi się wydaje czysta uzurpacja, gdyż prawdopodobnie nie są żadnym żydami, gdyż ci wyróżniają się wiarą w Boga. Odszczepieńcy, którzy wyparli się Stwórcy, zgotowali innym – w tym również swoim pobratymcom - straszliwy los. Otóż jeśli chodzi o mnie,  to jednak – gdzieś w głębi serca – nie wierzę w żaden ateizm Woleńskiego czy Hartmana, uważając, że jest on w ich rękach jedynie narzędziem do zwalczania katolicyzmu. Ci zaś ateiści, którzy są aż tak wierzący, by wierzyć obu tym panom – sami sobie są winni.

Naukowy nudziarz prof. Woleński powinien przede wszystkim postawić flaszkę dr. Pasierbiewiczowi, bowiem gdyby nie otrzymane zaproszenie na finał balangi w Jastarni, to pies z kulawą nogą nie interesowałby się dzisiaj jego publicystyczną aktywnością. A tak, z każdym zdaniem b. naukowca krakowskiej AGH, gwiazda Jana Woleńskiego jaśnieje coraz mocniej na firmamencie naukowej polit-poprawności Krakówka.

 

Wykop Skomentuj12
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale