Harcownik Harcownik
177
BLOG

Węgrzy wybrali, ale czy wygrali?

Harcownik Harcownik Świat Obserwuj temat Obserwuj notkę 10

„Dyktator na Węgrzech obalony!” – czytam podobne nagłówki i kręcę głową z niedowierzaniem. To zdumiewające, jak skutecznie można sterować opinią publiczną, celując w odbiorców o wątpliwych zdolnościach krytycznych i logicznych.
Skoro Viktor Orbán miał być dyktatorem, to jakim cudem został „obalony” przy urnie wyborczej? Dyktatur nie kończy się spokojnym wrzuceniem kartki do urny, a rzekomy tyran nie gratuluje rywalowi zwycięstwa tuż po ogłoszeniu wyników. To, co obserwowaliśmy, to standardowe procedury demokratyczne: duża grupa wyborców, która wcześniej popierała Orbána, po prostu zmieniła zdanie. Czy na lepsze? Czas pokaże, choć jedno jest pewne: drodzy Węgrzy, pilnujcie portfeli, bo taniej już było.
Zapewne wkrótce usłyszycie to samo, co Polacy po „stu dniach” i fali niespełnionych obietnic. Nie istnieje magiczna różdżka ani bogaty wujek z Zachodu, który bezinteresownie sypnie groszem na rozwój Waszego kraju. To bajki dla naiwnych, serwowane przez cynicznych populistów. Węgry, ze swoim trudnym położeniem bez dostępu do morza, mogą liczyć głównie na własną pracę, a obecna kondycja gospodarcza Europy wcale temu nie sprzyja.


Przyglądam się nowemu zwycięzcy i dziwię się po raz wtóry. Węgier to po węgiersku Magyar, a wybory wygrywa właśnie Péter Magyar. Czy naprawdę wystarczy tak prymitywny chwyt marketingowy? Czy przykładowo w Polsce wystarczyłoby „wystrugać z patyka” kogoś na kształt nawet nie konferansjera popularnego programu rozrywkowego, tylko nazwać go Piotrem Polakiem i przypiąć mu biało-czerwone serduszko, by wygrać wybory? Przecież według tej logiki każdy, kto na takiego „Polaka” nie zagłosuje, naraża się na zarzut braku patriotyzmu. To przerażający poziom medialnej manipulacji i prymitywizmu dialogu społecznego.
Z lewej strony sceny politycznej słychać zachwyty nad Magyarem. Nie dziwi mnie to – liberalno-lewicowe środowiska potrafią przymykać oko na pijaństwo, przemoc wobec kobiet czy skandale obyczajowe, o ile dotyczą „swoich”. Nie ma tematu, jak w Kłodzku czy wcześniej w Szczecinie. Jeśli wierzyć relacjom żony Magyara oraz dowodom krążącym w sieci, ten człowiek ma sporo na sumieniu. Jednak dla lewicowej moralności liczy się tylko jedno: pokonał nielubianego prawicowca, okrzykniętego wcześniej dyktatorem.

Sam Péter Magyar, goszcząc w Polsce, zapowiedział już ekstradycję dwóch polityków, którym węgierski sąd – po analizie argumentów – przyznał azyl. Choć okoliczności sprawy się nie zmieniły, ten rzekomy demokrata już teraz, przed jakimkolwiek wyrokiem, nazywa ich przestępcami i podważa decyzje niezawisłego sądu.
Podsumowując: po tym człowieku nie należy spodziewać się niczego obiecującego. Ciekawe, jak szybko Węgrom znudzi się ten wybór? Sądzę, że otrzeźwienie przyjdzie znacznie szybciej niż po szesnastu latach. Chyba, że zostaną wprowadzone takie mechanizmy kontroli i zniewolenia, cenzury kanałów informacyjnych (od telewizji po internet) oraz presji na wyborców, że wolność słowa i demokracja staną się farsą.

Harcownik
O mnie Harcownik

Grafika z akcji #GermanDeathCamps. fot. Tomasz Przechlewski / CC 2.0 Akcja SEAWOLF - konkretny wymiar pamięci.

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (10)

Inne tematy w dziale Polityka