Dzisiaj odbędzie się kolejna debata organizowana przez "Dziennik". Slavoj Źiźek, Agata Bielik-Robson i prof. Andrzej Walicki dyskutować będą o przyszłości lewicy.
Słoweński filozof wzbudza liczne kontrowersje. Odrzuca estetycznie nastawionego do życia prof. Michała Markowskiego, fascynuje młodych adeptów polskiej lewicy, prowokuje nielicznych, pobudza na pięć minut ospałych konserwatystów. Ten "bicz na lewicę" nie daje o sobie zapomnieć. Między innymi dzięki lewicowym fascynacjom intelektualnym naczelnego "Dziennika" i twórcy inteligenckiego dodatku "Europa" Roberta Krasowskiego, który pisze otwartym tekstem, że ciekawa intelektualnie w Polsce jest jedynie myśl lewicowa: "Źiźek szydzi, kłuje, a lewica i tak musi go słuchać. Kiedy krytykuje jej oportunizm i puste szuflady, brak już nie tylko Marksa, czyli dobrej krytycznej teorii, ale nawet Lenina, czyli politycznej praktyki. Dlaczego i dla nas, zewnętrznych, liberalnych obserwatorów, takie krytyki są ciekawe? Bo dzisiejsza prawica - i to nie tylko polska - nie ma na temat lewicy nic ciekawego do powiedzenia."
Już widzę ten grymas moralnego zniesmaczenia moich konserwatywnych kolegów budujących nowego człowieka prawicy w Klubie Jagiellońskim czy w "PRESSJACH". "A po jaką cholerę mamy miec coś do powiedzienia na temat bredni, jakie produkuje "Krytyka Polityczna" czy "Ha!art"? Co nas obchodzi karierowicz Sierakowski? "Czy musimy komentować każdy poroniony pomysł rewolucjonistów z ul. Chmielnej? Dlatego dzisiaj głos byłego rzecznika premiera Marcinkiewicza, Konrada Ciesiołkiewicza brzmi w ich uszach groteskowo: "Prawdziwym przeciwnikiem polskiej prawicy nie będzie za kilka lat Wojciech Olejniczak czy Jerzy Szmajdziński, ale ideowe środowisko skupione wokół Sławomira Sierakowskiego i jego "Krytyki Politycznej". To z nimi, a nie z cyniczną SLD-owską wierchuszką, prawica będzie toczyć "wojnę o Polskę." Młoda prawica, przynajmniej ta, którą skupiają krakowskie KJ, ITM, czy zmieniające profil i format kwartalnik "PRESSJE" zdaje się tym raczej zbytnio nie przejmować. Głosy przeciwne skutecznie uciszyła, wysyłając na emigrację towarzyską czy do świata pożytecznych dla lewicy idiotów.
"Intelektualny banał dzisiejszego konserwatyzmu brzmi: lewica to nihilizm, lewica to grzech... ale dlaczego? Trudno by szukać na łamach "Frondy" tak wnikliwych dyskusji o współczesnej myśli lewicowej, jakie "Krytyka Polityczna" poświęca współczesnej prawicy. Są oczywiście stronnicze, agresywne, ale konserwatystów tam się przynajmniej czyta, podczas gdy - powtarzam, nie tylko - korzystając z politycznej przewagi utracili wszelką ciekawość teorii. Dlatego najciekawsze krytyki lewicy pochodzą dzisiaj właśnie z lewa." - pisze Krasowski, jeden z byłych członków nieistniejącego dzisiaj Klubu Warszawskiej Krytyki Politycznej, do którego należały takie osoby, jak Marek A. Cichocki, Dariusz Karłowicz, Dariusz Gawin, Paweł Paliwoda, Janusz Ostrowski, Andrzej Gniazdowski, Tomasz Merta. I trudno naczelnemu "Dziennika" odmówić racji.
Carl Schmitt - konserwatywna bomba intelektualna (wpierw tłumaczony i wprowadzony do polskiego obiegu intelektualnego przez Marka A. Cichockiego) zostaje detonowana w serii wydawniczej "Krytyki Politycznej" i "Ha!artu". Staje się lewicowym orężem w wojnie ideologicznej, która już się toczy - czego prawicowe środowiska nie zauważają, a ich prominentnych przedstawicieli stać tylko na wyprodukowanie jakiegoś intelektualnego gniota na łamach "Rzeczpospolitej" jako głosu młodej polskiej prawicy przed Kongresem Obywatelskim.
Żałość serce ściska. Tym bardziej, kiedy większość tych osób, które problem rosnącej w siłę nowej lewicy publicznie ignoruje, w prywatnych rozmowach przyznaje, że jest za cienka intelektualnie, że "z czym do ludzi". No właśnie...
Wypatruję chwili, w której młoda polska prawica (cokolwiek się pod tym kryje) wyrośnie ze swojego wielkiego kompleksu i weźmie się za intelektualną robotę. Bo na razie to żałość serce ściska, jak się ją - z nielicznymi wyjątkami - słucha i czyta.



Komentarze
Pokaż komentarze (18)