13 obserwujących
238 notek
129k odsłon
456 odsłon

Fender Srakokaster i - nastoletnie dziewice

Wykop Skomentuj2



notka noworoczna

Jeżeli coś bezdyskusyjnie pozytywnego wynikło z najazdu białych łapserdaków, szubrawców i krzywoprzysiężców na Amerykę Północną, to muzyka. Jazz, blues, wcześniej gospel, odmiany pośrednie, poboczne, jak rock i w efekcie ekspansji trzyfunkcyjnej dwunastotaktowej frazy – większość muzyki rozrywkowej.

Geneza tego gatunku muzyki przypisywana jest Czarnym niewolnikom i ich potomkom – jednak nie do końca jest to prawda. W rzeczywistości sprowadzano więcej Czarnych mężczyzn, niż kobiet, z kolei na kontynencie z powodu nieustającej eksterminacji Indian przez szlachetnych miłujących pokój i Jezusa białych chrześcijan – występowała przewaga czerwonoskórych kobiet. I te nacje – krew nie woda – miały się ku sobie, krzyżowały, miały potomstwo.

Tytułowy Fender Srakokaster – to oczywiście Fender Stratocaster – ideał i symbol gitary elektrycznej (w niczym nie ujmując Gibsonowi) – posiadany i maltretowany przez niezliczone rzesze gitarzystów na całym świecie. Ale tak naprawdę kojarzony nieomylnie z jednym tylko gitarzystą – pół Afrykańczykiem pół Indianinem, muzycznym analfabetą, który zrewolucjonizował grę na tym instrumencie i do dziś jest jej, tej gry – niedościgłym wirtuozem. Nazywał się ten człowiek James Marshall Hendrix, potocznie nazywany Jimim Hendrixem.
Wysoki, przystojny o ruchach drapieżnego kota (komandos) i charakterystycznej przyciągającej uwagę aparycji i fantastycznych strojach – przyciągał uszy i oczy, w tym niewieście i widokiem i brzmieniem swojego połączonego i ubarwionego ówczesnymi nowinkami technicznymi Stratocastera. Brzmieniem aż kipiącym od charakterystycznej dla gospel i bluesa zmysłowości. Zaś Fender, normalnie, w rękach gitarzysty praworęcznego zwieńczony u szczytu gryfu główką będącą wariacją na motywie klucza wiolinowego – odwrócony w rękach leworęcznego Hendrixa do góry nogami – jako żywo przekształcił się w dumnie celujący w niebo wibrujący i twardy jednocześnie – symbol falliczny. Zatem dziewczyny, głównie niewinne dziewice z dobrych domów – oszalały na samą myśl o muzyce Jimiego, a zwłaszcza o jego gitarze.

To szaleństwo było tym powszechniejsze, że co bardziej dociekliwe z dziewic z dobrych domów, postanowiły rzecz całą zbadać, jak to się mówi u źródeł, organoleptycznie i - wielodrożnie. I w wyniku tych (pogłębionych) badań skonkludowały, że Fender Fenderem – ale Jimi nosi przy sobie – w spodniach - drugi równie jak gryf Fendera pokaźny i podobnych walorów instrument  - i specjalnie nie wzbrania się udostępniać go dziewicom z dobrych domów – do dalszych badań.

Skutek tego był taki, że podczas gdy młodzi gitarzyści słuchali muzyki i usiłowali naśladować mistrza gitary, dziewice z dobrych domów zgodnie olały muzykę, za to urządzały istne zawody i polowania na Jimiego i drugi z jego sprzętów. Z opowieści zarejestrowanych znamy historie o dzwonkach o  poranku do drzwi Jimiego – a gdy zaspany otwierał, za nimi stała jedna, lub dwie dziewice, mówiły Hay, a’m Stella, Suzie, czy jak tam…. I pakowały się bez dalszych wyjaśnień – do łóżka. Mało tego, że poruszały się grupami, to z czasem uznały, że ćwiczenia to za mało, potrzebne jest trwalsze udokumentowanie ich dorobku naukowego i – w tym celu – zaczęły wykonywać odlewy swojej ulubionej lalki-zabawki. W stanie gotowości, oczywiście.

Tak to wyglądało, tabuny dziewcząt szalały za Hendrixem, zaś Jimi z czasem coraz mniej szalał na punkcie ich fascynacji.

Z tego, co wiemy dzisiaj, można powiedzieć, że miał szczęście umierając w 70tym – bo gdyby dożył dnia dzisiejszego, nie wychodziłby z sądu, a może i więzienia, nieustannie oskarżany o brutalne gwałty przez te wszystkie hordy niegdysiejszych dziewic z dobrych domów, a dziś stare prukwy, o których kobiecości dawno zapomniano.

To tak tytułem dygresji do niedawnych historii o męskich gwałtach, skrzywdzonych dziewicach i burzliwych latach dzieci kwiatów. A także przyczynek do historii muzyki uważanej za muzykę Czarnych – a dziś kształtującej muzyczne brzmienia na całym świecie.

A dziewice? We Wrocławiu, z którego pochodzę jest taki sławny most wiszący – most Grunwaldzki. I on jest nitowany. O takich dziewicach (zwanych niekiedy srakami – stąd tytuł) we Wrocławiu mówiło się, że miały tyle (tego w tym- nie będziemy obrażać niewinnych uszu niewieścich), co most Grunwaldzki – nitów.

Dziękuję za uwagę

Wykop Skomentuj2
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale Kultura