10 obserwujących
211 notek
116k odsłon
152 odsłony

Między szczękami żarłacza Żezabell a-mieczem oślepłej Temidy

Wykop Skomentuj1

...tak wpadać w objęcia kobiet, by nie dostać się w ich ręce...


Szanowni Państwo, tekst z maja br, przywołany dziś na okoliczność perypetii i oświadczenia byłego premiera - bohatera romansu bez happy endu
 

Między szczękami żarłacza Żezzzabell a – mieczem oślepłej Temidy

 

 

To jest naprawdę trudne do uwierzenia, jak się patrzy teraz na Neon, ale spróbujcie Państwo uwierzyć na słowo – że kiedyś, gdy ten portal nie był jeszcze tak sprawnie i profesjonalnie kierowany jak obecnie, to dynamika notek, ich tempo pojawiania się, przemieszczania i znikania – było takie same, jak na innym portalu na który ostatnio czasem zaglądam. Tam średnio co kwadrans wchodzi nowy tekst – przypomina to Państwu coś?

 

Zaglądam tam - i z tego zaglądania zrodziła mi się taka refleksja, która spróbuję, jakoś nie zanadto może obrażając - wyartykułować.

 

Bo, sami Panowie wiecie, no może pan Robert/Roberta nie wie – z babami lekko nie mamy. Człowiek już tak jest jakoś skonstruowany, że od małego go ciągnie i ciągnie i nie chce puścić. Gapi się człowiek i gapi i myśli, że widzi, ba! jest pewien, że widzi. Dałby sobie głowę uciąć, że widzi. Albo dałby się zabić w jakim pojedynku, jak nie przymierzając Zbyszko za Danuśkę, a może za Jagnę, za to co myśli, że widzi.

 

Lekarstwo na to widzenie pozorne wbrew pozorom nie przychodzi wraz z coraz mocniejszym wpatrywaniem się – nie, ono przychodzi nieco później po tym jak człowiek dostanie to, za czym tak wypatrywał gały. Dostanie i ma – na co dzień, na stałe, do oporu. I może się tym swoim szczęściem nacieszyć do woli.

 

Na tym portalu, co go wspomniałem dla kontrastu, jest stale relacjonowana taka historia. Jest facet i jest młodsza od niego kobieta. Facet był żonaty, dzieciaty, ale że zrobił karierę, postanowił zmienić żonę jak to się mówi na nowszy model. Cała Polska żyła tym romansem, facet się z poprzednią żoną rozwiódł i – ożenił z tym nowszym modelem. Czyli dostał czego chciał. Przy okazji dostał też, można powiedzieć, że w pakiecie, choć tego zapewne już nie chciał – następny etap wtajemniczenia. Jak mawiają na Dalekim Wschodzie, tam, gdzie jeszcze są prawdziwe religie, doświadczył opadania zasłony Maji – ułudy.

Dowiedział się tego, czego dowiedziało się wielu przed nim i dowie się wielu po nim. Że nie należy brać życzeń za rzeczywistość, ani złudzeń za realność.

Że nie ma żadnej tajemnicy do której warto dążyć by ją posiąść. Jedyna tajemnica, jest taka, że nie ma żadnej tajemnicy, że to marny piar - a w rzeczywistości pod mniej czy bardziej atrakcyjnym designem skrywa się podstawowy najtańszy procesor – taki z prostego kalkulatora. Świetnie sobie radzi z dodawaniem, mnożeniem i procentami. Z resztą działań słabo – a o dzieleniu to już całkiem należy zapomnieć. Jeżeli zaplątał się inny bardziej wyszukany scalak, to był to najpewniej wynik błędu na taśmie. Lub bałaganu w magazynie scalaków.

 

Dobrze jest uzyskać tą wiedzę, będąc wolnym – natomiast znacznie gorzej, gdy owa konstatacja dociera do nas, gdy jesteśmy w kleszczach, tzn w związku. Wtedy, jak to się mówi: nie ma zmiłuj, widziały gały co brały... Jest czas siewu i jest czas zbiorów. Dla niej nadszedł właśnie czas zbiorów.

 

Tak też się stało z bohaterem naszej opowieści. Dostał, czego chciał, więc przyszedł czas, by i ona dostała czego chciała. On był zamożny, znany, choć nie przesadnie szanowany – ale zapraszany do telewizji, biorący udział w życiu publicznym. Ona – szara myszka, do tego latka lecą... - a że frajer pod ręką aż się prosił o oskubanie. Przyszedł czas na rozwód. To też jest nieporównywalne przeżycie: człowiek patrzy na wulkan nienawiści, słucha jakichś obłąkanych zarzutów i myśli sobie: i ja TO kochałem? całowałem? pożądałem? Gdzie oczy, gdzie rozum?

 

Tymczasem procesor działa nieustannie, kalkulator liczy koszty, straty, wydatki, odszkodowania, zadośćuczynienia – zębate kółeczka skrzypią z wysiłku, ale grzechoczą dzień i noc. Jeżeli są dzieci, to już całkiem przepadłeś. Jeżeli nie ma, to i tak nie ciesz się, nie szkodzi, są inne patenty.

 

W tym przypadku piękność(?) zaniemogła gwałtownie i długotrwale. Zaniemogła, więc utraciła możliwość zarobkowania, była przecież inwalidką, osobą niepełnosprawną. Z tego powodu budzącą współczucie i wymagającą opieki – również od Państwa Polskiego.

 

Inwalidka wystąpiła więc do sądu - o alimenty. Z powodu swego inwalidztwa. A sąd, wyrokiem, można się założyć pani sędzi, te alimenty zasądził. I tak, nie mając dzieci i rozwodząc się ze zdrową żoną, nasz bohater wpadł w prawdziwe kłopoty. O tyle nieuzasadnione, że charakter owego schorzenia powodującego inwalidztwo jest taki, że dawno powinien zostać wyleczony, albo powinna nastąpić jakaś radykalna zmiana chorobowa, postęp choroby. Ani to ani to jednak nie nastąpiło.

 

Albo – i tu dochodzimy do sedna rzeczy – mamy do czynienia z ewidentnym oszustwem. Z celowym działaniem w zamiarze przestępczym polegającym na wyłudzeniu nienależnego świadczenia. Poprzez podawanie fałszywych informacji o stanie zdrowia, poprzez fałszowanie przez lekarza/lekarzy dokumentów poświadczających ów stan zdrowia, czy raczej – dalece wątpliwy - stan choroby.

 

Nasuwa się również pytanie: czy w owym przestępczym procederze bierze udział również wymiar sprawiedliwości? Sędzia, biegli – czy przekracza granice ich możliwości intelektualnych skuteczne stwierdzenie, czy owa inwalidka nie udaje, symuluje, okłamuje wszystkich wkoło w jednym jedynym celu – wyrwać pieniądze, oskubać frajera. A wszyscy wkoło sprawiają wrażenie jakby chcieli jej w tym pomóc.

 

Zamiast zdrową babę ukarać za próbę oszustwa – a jest na paragraf w Kodeksie Karnym, mogłaby pójść siedzieć - i pogonić do roboty.

 

 

Tymczasem młyny sprawiedliwości mielą naszego delikwenta powoli, luba inwalidka niespiesznie delektuje się swoją zemstą, wiele na pewno jeszcze przed nami, publika czeka, przyjmując zakłady, czy były luminarz wyląduje pod mostem. Tylko sprawiedliwości w tym jakoś za cholerę nie widać.

 

Patrzę sobie na to wszystko, a gdzieś w tylnym planie przewijają mi się różne obrazy z przeszłości, te różne lube, którym chciało się nieba przychylić – a potem zawsze okazywało się, że chodziło o coś innego: ta nie miała gdzie mieszkać, innej ogród się bardzo podobał, kolejna leciała wprost na pieniądze, tamta kombinowała jak wyrwać ładną działkę...

 

Pamiętam taką jedną – przyszła do mnie, wzięła prysznic, wskoczyła do łóżka – i powiedziała mi że ona lubi, żeby ją tak siłą brać. Zacisnęła nogi, ręce i zabawa. Szczęśliwie jakoś tak szybko odeszła mi ochota, rzuciłem jej ciuchy, powiedziałem, że mam ważne spotkanie (północ się zbliżała) odprowadziłem do bramy, dalej poszła sama.

 

Potem mnie olśniło, bo to była żydówka, nie kryła się z tym – jakbym się bardziej postarał, w końcu jestem byłym karateką, trochę siły mam – to ona rano miałaby piękne sińce na całym ciele, ślady po gwałcie i próbki nasienia. Aż by się prosiło, by je zanieść na policję. Zrobić obdukcję.

I opowiedzieć o swych strasznych przeżyciach, również prokuratorowi. Nie wypłaciłbym się do końca życia.

 

 

 

Szczęśliwie bóg Słowian i Lechitów czuwał nade mną jak to zwykle chyba robi, bo wychodzę cało z dziwnych i groźnych opresji -

 

    czego i Państwu życzę, byście nie musieli o sobie czytać w konwencji wyżej przytoczonej

 

 

 

Tę historię i całą opowieść przytaczam w dzień, w którym każdy kto ma odrobinę oleju w głowie powinien protestować przeciw gigantycznej próbie oszustwa i ograbienia całego Naszego Narodu. Może z niej wynikać również i taki morał, że nie warto za bardzo wierzyć w to, co ktoś nam mówi – znacznie większą uwagę zwracajmy na to, co – często za naszymi plecami – robi.

 

 

 

Dziękuję za uwagę

Wykop Skomentuj1
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale