Wojciech Olejniczak naiwnie myśli, że odmawiając udziału w konsultacjach w Pałacu Prezydenckim na temat otwarcia teczek wymusił na premierze i rządzie szybsze opublikowanie wyroku TK kwestionującego lustrację w "Dzienniku Ustaw". Jeśli Kaczyńscy przy podejmowaniu takich decyzji zwracaliby uwagę na Wojciecha Olejniczaka to byliby naprawdę marnymi politykami. Tak, czy inaczej pan Wojciech chyba zdania nie zmieni, a jego bezkrytyczni zwolennicy uważać go będą za swego rodzaju spiritus movens, który jest w stanie wpłynąć na szybkość prac Urzędu Rady Ministrów. Proponuję więc, aby w ramach kolejnego zadania dopilnował przetargów na budowę dróg i całą operację rozbudowy infrastruktury na EURO 2012. Jako kibicowi na pewno mu na tym zależy, więc do dzieła, panie wicemarszałku!
Pan Wojciech nie przyszedł na spotkanie tak naprawdę dlatego, że nie miał nic nowego do zaoferowania poza pomysłem, na który żadna partia się nie zgadza. Nie mieliby poparcia nawet u PSL, gdyby na spotkaniu u prezydenta kolejny raz powiedzieli, że chcą wieczystego zamknięcia teczek w archiwum państwowym. Musieliby się pewnie przy okazji tłumaczyć, czemu tak szybko zmienili zdanie, aczkolwiek znając ich sztukę retoryki zapewne łatwo wybrnęliby z tego tematu.
Poprzez swój obywatelski protest przewodniczący Sojuszu naraził się na gniew miłościwie nam panującego pana prezydenta i w obliczu groźby ukorzył się, deklarując chęć uczestnictwa w kolejnym spotkaniu na Krakowskim Przedmieściu.
Pisałem wczoraj o tym, że ociąganie się przy publikowaniu wyroku TK uważam zwyczajnie za żenadę, dzisiaj myślę, że te spokojne deklaracje pana Dziedziczaka, pana premiera były po prostu prowokacją. W przypadku szefa SLD prowokacją udaną. Premier od początku wiedział, że druk ukarze się jeszcze dzisiaj, a wprawianie w niepewność opinii publicznej było tylko małą gierką. Też zresztą nie do końca uczciwą.
Zachowanie Wojciecha Olejniczaka po objęciu funkcji prawie-przewodniczącego SLD ma swoją specyficzną linię. Linię odziedziczoną po swoich politycznych mentorach z całym "dobrodziejstwem" inwentarza. Bardzo dobrze zapowiadający się minister rolnictwa bardzo ubrudził się politycznie po objęciu tytułu przewodniczącego SLD. A szkoda.


Komentarze
Pokaż komentarze