Gdyby na szczycie w Luksemburgu zjawił się polski Prezydent oznaczałoby to olbrzymie prawdopodobieństwo jakiegokolwiek kompromisu. Premier bowiem podkreślał już, że prezydent urzęduje dłużej i ma więcej do zaryzykowania. Czy to znaczy, że nasz rząd boi się konsekwencji własnego weta? Jeśli tak to bardzo niedobrze. Nie tylko dla rządu, ale także dla nas wszystkich.
Przed chwilą w porannym "Kurierze" pojawiła się wiadomość o tym, że Polska na czwartkowym spotkaniu przedstawicieli państw UE chce postawić postulat zniesienia zasady wyższości prawa unijnego nad prawem państwowym. Chyba rozumiem intencje. Polska chce bronić się przed tym, aby za kilkanaście lat nie musiało nas obowiązywać jakieś prawo kompletnie nieprzystosowane do naszej rzeczywistości i mentalności. Pewnie ważna jest tu kwestia mniejszości seksualnych. Aczkolwiek takie tłumaczenie wydaje mi się dość pokrętne, ponieważ przecież my też mamy kształt na kształtowanie się prawa unijnego i to w gestii polskich eurodeputowanych, którzy z każdą, mam nadzieję, kadencją będą coraz lepsi, lepiej przystosowani do pracy w Brukseli i Strasburgu. Ważne jest tylko to, czy będziemy mieć dostateczną ilość głosów, aby mieć realny wpływ na inicjatywy UE. I dlatego ten cały bój o pierwiastek. W moim przekonaniu, ważniejszy i bardziej zdroworozsądkowy, niż spór o zniesienie wyższości prawa unijnego nad krajowym.
Mało tego, przecież zasada wyższości prawa unijnego jest jedną z podstawowych zasad Unii, a premier nie może sobie uzurpować prawa do żądania kształtu Unii pod własne dyktando. Nasz rząd powinna porywać się z motyką na słońce i burzyć zasadę, która trzyma w ryzach państwa członkowskie.
Polskie społeczeństwo jest jednym z najbardziej entuzjastycznych jeżeli chodzi o obecność swojego kraju w Wspólnotach Europejskich. Niestety można odnieść wrażenie, że rząd jest w tym wypadku wyjątkiem od reguły. Przynajmniej, jeżeli chodzi o sposób traktowania instytucji unijnych, ponieważ antyeuropejskość można zarzucać zdecydowanie Romanowi Giertychowi i umiarkowanie Andrzejowi Lepperowi.


Komentarze
Pokaż komentarze (10)