SLD foruje tezę jakoby Polska musiała wykorzystać czas funkcjonowania systemu Nicejskiego na zawieranie sojuszy, które pozwolą nam w przyszłości mieć siłę na przebicie, czy zablokowanie niekorzystnej propozycji. Owszem, szeroka współpraca Polski z innymi krajami jest przecież niezbędna, ale kwestia zakładania sojuszy w UE jest sprawą złożona.
Doskonale wiadomo, że Unia Europejska jest maszyna do realizowania narodowych interesów poprzez ustanawianie swobód wolnego handlu, przepływu kapitału, usług i ludzi. Członkowie UE nie są filantropami, którzy swoje uczestnictwo w wspólnotach traktują jako organizację charytatywną.
Wobec tego nie mamy się co łudzić, że szeroko pojęte sojusze, które miałaby zawierać Polska, będą traktowane jako instrument, który zadziała w razie niekorzystnych dla Polski propozycji. Główna podstawą do tworzenia sojuszy są partykularne interesy, co pokazała chociażby ostatnia sprawa dotycząca definicji wódki, gdzie porozumiała się m.in. Wielka Brytania z Hiszpanią, czy Włochami, tylko dlatego, że dla ich interesów było to korzystne. Polska, która działała np. w sprzymierzeniu z Finlandią.
SLD musi więc wymyślić coś lepszego, jako recepta na czas od 2017 roku, kiedy Nicea przestanie obowiązującym systemem głosowania.


Komentarze
Pokaż komentarze (2)