198 obserwujących
947 notek
2004k odsłony
1297 odsłon

Świat nauki a Ewangelizacja

Wykop Skomentuj63

Być może, profesor – mój oponent był w jakiejś mierze świadomy tego wszystkiego (trudno bowiem tkwić w świecie nauki i nie widzieć oczywistości), ale nie chciał „robić przykrości Ojcu Świętemu”. Ja z kolei pragnąłem przekazać papieżowi tę informację, gdyż uważałem, że wiele jest do zrobienia pod tym względem. Postanowiłem więc sięgnąć po środek nadzwyczajny.

Pożyczyłem od jednego z astronomów – Amerykanina! – z Watykańskiego Obserwatorium (które mieściło się dwa piętra wyżej od sali, w jakiej odbywało się seminarium) koszulkę – T-shirt z pięknie wymalowanym na przedzie wykresem Hertzsprunga-Russella. Jest to znany w astronomii diagram, przedstawiający ewolucję gwiazd. Nałożyłem tę koszulkę, a na nią duży pektorał z koloratką, który zakrywał cały wykres. Na to wszystko ciemna marynarka.

Do swojego odczytu wplotłem wątek o dwu światach i dwu różnych mentalnościach. W odpowiednim momencie powiedziałem, że sam jestem rozdarty pomiędzy te dwa światy. Gdy w Tarnowie wykładam w Seminarium Duchownym, mówię i myślę jak inni seminaryjni wykładowcy. Natomiast gdy jestem w Krakowie w Obserwatorium Astronomicznym lub na naukowym seminarium, myślę i mówię jak inni tam obecni. Ale w pociągu między Tarnowem i Krakowem, gdzieś w połowie drogi, koło Bochni, muszę się przeobrazić. W tym momencie zdjąłem czarny pektorał i pod marynarką ukazał się wykres Hertzsprunga-Russella. Gdy umilkł rzęsisty śmiech (papież także wydawał się rozbawiony), wróciłem do głównego wątku mojego wykładu i, posługując się diagramem na moim brzuchu, dalej wyjaśniałem coś na temat ewolucji gwiazd.

Jak dziś wygląda sytuacja „dwóch światów”? Czy przechodząc z oratorium do laboratorium nadal trzeba zmieniać skórę i sposób myślenia? Tu leży istotny problem nowej ewangelizacji. Nauka i dziś cieszy się ogromnym prestiżem. W dalszym ciągu ważne jest twierdzenie: jaki dzisiaj jest świat nauki, taka jutro będzie reszta świata. Laicyzacja Europy zaczęła się od tego, że w osiemnastym i dziewiętnastym wieku inteligencja naukowa i techniczna odeszła od Kościoła. A więc, jak dziś wygląda sytuacja?

Należy rozróżnić dwie rzeczy: stosunek do Boga i stosunek do chrześcijaństwa. Myślę, że gdy chodzi o stosunek do Boga (czy może lepiej do Absolutu, bo dla niektórych słowo „Bóg” bywa obciążone negatywnymi znaczeniami) sytuacja nie jest zła. Ludzie nauki, zwłaszcza przedstawiciele nauk ścisłych, są niejako z natury bardziej skłonni uznawać istnienie czegoś, co ich przerasta. Nawet Richard Dawkins, sztandarowy współczesny ateista, w publicznej dyskusji z arcybiskupem Rowanem Williamsem przyznał, że uważa, iż prawdopodobieństwo nieistnienia Boga wynosi 6,9 w skali 7-stopniowej.

Z chrześcijaństwem sprawa przedstawia się zasadniczo inaczej. Wiara chrześcijańska domaga się przyjęcia całego szeregu prawd i wydarzeń, które wykraczają daleko poza możliwości ludzkiego rozumu, niekiedy mogą wydawać się z nim sprzeczne, a w dodatku obrosły one (lub wręcz zrosły się z) tradycją i zwyczajami często o charakterze folklorystycznym. Jest to bardzo obce duchowi myślenia naukowego, które charakteryzuje się krytycyzmem i nieufnością do wszystkiego, co jest niewystarczająco uzasadnione. Nie znaczy to, że w świecie nauki nie ma wierzących i praktykujących chrześcijan, ale to nie oni kształtują myślowy profil tego świata.

Trzeba sobie jasno powiedzieć, metody nowej ewangelizacji, tak jak są obecnie praktykowane, „rozmijają się” ze światem nauki. Jeżeli ktoś uważa, że jest inaczej, to widocznie spotykał tylko tych nielicznych ludzi nauki, którzy ewangelizacji nie potrzebują. W dalszym ciągu pragnę zarysować kilka metod, które mogłyby stać się podstawą (naprawdę) nowej ewangelizacji świata nauki. Podkreślam – nie chodzi mi o jakieś techniki czy chwyty duszpasterskie, lecz o zwrócenie się ku źródłu obecnego stanu rzeczy.

A źródło jest takie, że drogi myślenia „świata nauki” i „świata Kościoła” zaczęły się rozchodzić na początku czasów nowożytnych, gdy kształtowały się nauki empiryczne. Sprawy Galileusza i Darwina były słupami milowymi tego rozchodzenia się. Wiele wskazuje na to, że kolejnym tego rodzaju słupem milowym będzie „sprawa duszy i nauk neurokognitywnych”. Owszem, nie brakowało prób ze strony Kościoła, by ten stan przezwyciężyć, było też wielu wybitnych uczonych, których zasług na tym polu trudno przecenić. Ale proces rozchodzenia się dwu mentalności jest historycznie tak zadawniony, że potrzeba metod, sięgających znacznie bardziej w głąb, by go zahamować lub przynajmniej złagodzić jego skutki.

Doraźne inicjatywy, takie jak encyklika Fides et ratio czy rehabilitacja Galileusza, są ważne, ale niewystarczające, właśnie dlatego, że są doraźne. Potrzebne są działania długofalowe i sięgające podstaw, by wyhamować i stopniowo odwracać procesy narastające od stuleci.Jak zwykle, kluczową sprawą są ludzie; w tym przypadku „ludzie pomostowi”, którzy funkcjonowaliby w dwu światach, umownie nazywanych przeze mnie „światem nauki” i „światem Kościoła”. Nie wystarczy, by byli to światli teologowie lub filozofowie, którzy się wyspecjalizowali w zagadnieniu „nauka a wiara”. To muszą być ludzie Kościoła, którzy sami twórczo uprawiają naukę. Jeden duchowny, ks. Georges Lemaître, współtwórca współczesnej kosmologii relatywistycznej, więcej zdziałał w sprawie „nauka a wiara” niż dziesiątki teologów, którzy pisywali tomy na ten temat. "

......................................

Wykop Skomentuj63
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale Technologie