Dziwna jest determinacja premiera Tuska aby umieścić nasz kraj w centrum czarnej dziury jaką jest strefa euro i tym samym oddać nas w ręce brukselskich technokratów nie pochodzących z wyboru. Tym dziwniejsza, że okazaliśmy się stosunkowo odporni na wstrząsy, jakie strefę ero dotknęły. Unia Europejska już dziś poprzez stwarzane swoje przepisy czyni nasze życie coraz bardziej uciążliwym. Konsekwencją wtłoczenia nas w strefę jeśli propozycje Niemiec będą przyjęte jako sposób na wyjście z kryzysu, będzie przyjmowanie decyzji podejmowanych z pominięciem debaty publicznej. Argumentem było by określenie arbitralnych decyzji jako "uzdrawiające gospodarkę".
Działania rządu są dobrze przemyślane i konsekwentne w omijaniu debaty publicznej na tematy Unii, problemów nurtujących społeczeństwo oraz dotyczące kierunku rozwoju naszej gospodarki. Język nasycony pogróżkami jest znakiem rozpoznawczym, że sytuacja zmienia się raczej w kierunku dyktatury niż demokracji. Widać jak straszeni są lekarze. Podobne zawoalowane grozby kierowane są przez ministra Sikorskiego celem natarczywego wzywania do wstąpienia do strefy euro.
Sytuacja w kraju staje się coraz bardziej niebezpieczna. Ekipa rządząca troszczy się o losy Włoch, Grecji, a u nas kryzys w prokuraturze, rozkład służby zdrowia i służb mundurowych , afery korupcyjne, wirtualna księgowość, a premier na urlopie. Przerywa urlop tylko dla przekazania Danii prezydencji.
Odrobiliśmy chyba lekcję historii z której wynika, że żaden kraj ani żadna instytucja polityczna nie powinna mieć dominującej roli w podejmowaniu decyzji, dotyczących całej Europy.


Komentarze
Pokaż komentarze