wyższe podatki, niższe o połowę wypłacane świadczenia, wyższy VAT, tak argumentuje premier konieczność podwyższenia wieku emerytalnego. Dlaczego premier tak uparcie twierdzi, że będzie bardzo niski przyrost naturalny, że w 2040 roku będzie nas bardzo mało, że tylko 1/3 Polaków będzie pracować.
Pokazuje jakieś tabelki, wyliczenia, jednocześnie stwierdza, że chodzi o naszą reputację. Czy determinacja z jaką chce wprowadzić ustawę wynika tylko z konieczności załatania dziury i dania sygnału rynkom, że coś reformujemy aby odsunąć w czasie spadek ratingu, co ujawniło by stan faktyczny budżetu.
Nie sądzę, że obecny rząd tak martwi się wysokością naszych przyszłych emerytur. Reformę zaczynamy od dupy strony tj. tylko od podwyższenia wieku. Wystarczy sprawdzić jak to robią inne kraje. Ważne są zmiany prowadzące do zwiększenia miejsc pracy, niższe koszty działania państwa itd. Decyzję premier bierze na klatę, konsultacj społeczne są fikcyjne.


Komentarze
Pokaż komentarze