Stało się, zapoczątkowana została w praktyce era gazu łupkowego w Polsce. Według komunikatu Lane Energy Poland 16 czerwca w sołeckiej wsi kaszubskiej Łebień rozpoczął się poszukiwawczy odwiert gazu łupkowego. Potężne urządzenie wiertnicze Massarenti 5000 DE wyposażone w unikalną głowicę Top Drive zagłębiło się w ziemi, drążąc otwór, mający oficjalną nazwę „Łebień LE1”.
Poprzedniego dnia została ostatecznie przygotowana wielometrowa wieża wiertnicza. Odwiert wykonuje polska firma Nafta-Piła z Grupy PGNiG.
Wieża wiertnicza na Kaszubach, bez odkrywki
W grudniu ub.r. podpisała ona kontrakt z firmą Lane Energy Poland Sp. z o.o., która wspólnie z firmą ConocoPhillips ma koncesję na prace wiertnicze w Polsce. Konsorcjum Lane Energy-ConocoPhillips powołano w lipcu 2009 r. Kontrakt przewiduje, że Nafta-Piła wykona od jednego do trzech otworów w rejonie Gdańska i Lęborka. – Od wstępnych wyników tego pierwszego testowego odwiertu zależeć będą kolejne – mówi „Gazecie Polskiej” Agnieszka Honkisz z Lane Energy Poland. – W planach przewidziane są trzy. W innych miejscowościach kaszubskich pewnie niedługo też pojawią się ekipy wiertnicze. Według komunikatu Lane Energy Poland odwierty są lokalizowane „w lądowej części basenu Morza Bałtyckiego”, a ich celem są „łupki syluru i ordowiku”. Już wcześniej przedstawiciele Lane Energy i ConocoPhillips stwierdzili, że ich podejście oznacza zupełnie nową metodykę poszukiwań w Polsce gazu łupkowego.
Nie tylko w Łebieniu
Do warszawskiej siedziby Lane Energy Poland dodzwoniliśmy się z trudem. – Media potraktowały ten odwiert jak sensację. Telefony się urywają. Na początek mogę powiedzieć, że będziemy wiercić do głębokości 3500 m. Zajmie to sześć do ośmiu tygodniu – powiedziała nam Agnieszka Honkisz, przedstawicielka firmy. Dodała, że jeszcze w tym roku Lane Energy chce zacząć kolejny odwiert w Cedrach Wielkich, również w powiecie lęborskim. Nie ujawniła, ile kosztują poszukiwania. Ekspertyzy geologiczne stwierdzają, że potencjalnie trzy czwarte województwa pomorskiego może być położone na złożach gazu łupkowego. I taki teren obejmują koncesje wydane na poszukiwania. Na pierwsze odwierty wytypowano oprócz Łebienia (w gminie Nowa Wieś Lęborska) także gminę Cedry Wielkie. Wójt tej gminy, Janusz Goliński, powiedział mediom, że informacja o ewentualnych złożach jest dobra dla gminy, ale woli na razie studzić emocje niż planować wydatki. Choć spodziewa się pieniędzy. Będzie to duży impuls dla gminy, w której większość rolników żyje z dopłat unijnych. Polskie firmy już zarabiają na boomie poszukiwań łupków. Oprócz spółki Nafta-Piła należąca także do PGNiG spółka Geofizyka Toruń wykona wstępne sejsmiczne prace poszukiwawcze na polu, na które ma koncesję Lane Energy/ConocoPhillips w okolicach Cedrów Wielkich. Zgodnie z prawem zawarte umowy są tajemnicą handlową, ale dowiedzieliśmy się od specjalistów, że to „dobry interes i bardzo dobre pieniądze. Nieporównywalne z pieniędzmi, jakie otrzymują inne firmy od partnerów spoza USA”.
Kto się boi polskich łupków?
Szacunki polskich zasobów gazu zgromadzonego w łupkach w dalszym ciągu odbijają się szerokim echem na świecie. – W Stanach Zjednoczonych gaz łupkowy faktycznie dokonał rewolucji – przyznaje dr Marian Kiełt, kierownik Ośrodka Interpretacji Geofizyki Otworowej w Geofizyce Toruń, który od lat uważnie obserwuje rozwój zainteresowania tym surowcem. – Z importera gazu Stany stały się eksporterem.
W ciągu kilku ostatnich lat ceny gazu w USA spadły nawet o dwie trzecie. Nic dziwnego, że Amerykanie postanowili wykorzystać swą unikalną technologię wydobywczą także w Europie. Ale to coraz bardziej denerwuje Kreml. Rosyjski dziennik „Kommiersant” poinformował ostatnio, że rosyjski rząd i Gazprom z niepokojem śledzą doniesienia dotyczące polskiego gazu. Jeśli prognozy się potwierdzą, to zasoby tego surowca w Europie okazałyby się większe aż o 47 proc. Według rosyjskich ekspertów i komentatorów, Gazprom mógłby wtedy stracić pozycję wiodącego dostawcy błękitnego paliwa. Premier Litwy Andrius Kubilius już stwierdził, że prawdopodobieństwo znalezienia w Polsce złóż gazu w skałach łupkowych rodzi potrzebę budowy gazociągu polsko-litewskiego. W takie możliwości nie wierzą niektórzy eksperci i doradcy rynku paliw i gazu związani z PGNiG. Reprezentatywna jest dla nich ocena Andrzeja Szczęśniaka. Jego zdaniem nie ma szans na uniezależnienie się Polski od dostaw importowych gazu ziemnego. Nowe złoża, jeśli ich zasobność się potwierdzi, dostarczą trochę więcej własnego gazu. To, ile faktycznie tego gazu jest, okaże się za kilka lat. Jego wydobycie mogłoby się rozpocząć za 10–15 lat, pod warunkiem że będzie to technologicznie możliwe i opłacalne. Sukcesu na skalę amerykańską, gdzie gaz z łupków pozyskuje się w gigantycznych ilościach, nie powtórzymy. Perspektywy na to są słabe.
Według Szczęśniaka, przeszkodą jest odmienna w Europie struktura geologiczna. Pokazały to już próby pozyskania metanu z węgla. Na kontynencie amerykańskim jest to ogromny biznes. W Polsce podobne projekty zachodnich koncernów się nie powiodły.
Podpisać zły kontrakt?
Natomiast niedawno premier Donald Tusk zapowiedział, że odkrycie zasobów gazu łupkowego może skłonić rząd do rewizji umowy z Rosją o zwiększeniu i wydłużeniu do 2037 r. zakupów od Gazpromu. Umowę, jak wiadomo, przez rok negocjował wicepremier Waldemar Pawlak. Na jej podpisanie rząd przystał na początku lutego. Ale premier Rosji Władimir Putin podobno dopiero 13 kwietnia zgodził się dokończyć z Polską negocjacje gazowe. Wtedy za kontrolę tej umowy wzięła już Bruksela. KE podejrzewa, że łamie ona prawo europejskie, gwarantując Gazpromowi do 2045 r. ulgowe opłaty za tranzyt gazu i monopol na używanie rury do Niemiec. Po trwających ponad rok rozmowach z Rosją teraz pojawiają się głosy o możliwej renegocjacji warunków kontraktu. I to z ust samego premiera. Jednak premier ponoć mówi na wyrost: – Aby renegocjować umowę, Ministerstwo Gospodarki musi mieć rządowe instrukcje, w jakim kierunku miałyby iść kolejne negocjacje. Na razie takich wytycznych nie ma – powiedział nam nasz informator z resortu gospodarki. A resortem kieruje właśnie wicepremier Pawlak, który odpowiada za całość polityki energetycznej państwa.
Brak gazu gorszy od powodzi
Oczywiście, potencjalne bogactwo łupkowe mogłoby stać się kartą przetargową w negocjacjach z Rosjanami. Jednak szczegóły ewentualnych zmian, jakie rząd polski chciałby wprowadzić w umowie, nie są mediom znane. Zawarcie wiążącego kontraktu z Gazpromem jest podobno pilną sprawą. Przedstawiciele Ministerstwa Gospodarki twierdzą, że jeśli do października nie podpiszemy nowej umowy na dostawy większej ilości surowca, gazu zabraknie. – Deficyt może sięgnąć ponad 1,5 mld m3 gazu. W br. Polska będzie potrzebować co najmniej 9 mld m3 błękitnego paliwa. Tymczasem obecna umowa zapewnia nam jedynie 7,5 mld. Do czasu wydobycia gazu łupkowego musimy się zaopatrywać z tych źródeł, które mamy – uważa Maciej Kaliski, dyrektor Departamentu Ropy i Gazu w resorcie gospodarki. Kaliski bardzo krytycznie odnosi się zarówno do krótkoterminowych umów na dostawy gazu, jak i do niepewnych perspektyw własnego gazu z łupków. Jego zdaniem, jeśli nie podpiszemy traktatu z Rosją – jesienią czeka nas brak gazu, co jest gorsze niż powódź.
Słowa premiera wzburzyły Pawlaka, który zapowiedział, że umową gazową z Rosją zajmie się podległy premierowi zespół ds. bezpieczeństwa energetycznego. Według naszych informacji – jeszcze do końca czerwca. W konflikcie z premierem dodatkowych argumentów dostarczyła Pawlakowi Grupa Lotos. W ubiegłą środę gdańska rafineria podpisała kontrakt z PGNiG na dostawy ok. 400 mln m3 gazu rocznie przez pięć lat – począwszy od końca 2011 r. Lotos twierdzi, że zarobi na umowie, bo gazem zastąpi paliwa i sprzeda je, zamiast spalać. Danych potwierdzających te obietnice Lotos nie przedstawił. Umowa ta oznacza jednak, że PGNiG już w najbliższym czasie będzie potrzebować znacznie więcej gazu, aby zrealizować umowę z Lotosem.
Dlaczego Amerykanie?
– W Ameryce shale gas, czyli gaz łupkowy, faktycznie dokonał rewolucji – przyznaje dr Marian Kiełt, kierownik Ośrodka Interpretacji Geofizyki Otworowej w Geofizyce Toruń, który od lat uważnie obserwuje rozwój zainteresowania tym surowcem. – Z importera gazu Stany stały się eksporterem. W ciągu kilku ostatnich lat ceny gazu w USA spadły nawet o dwie trzecie. Nic dziwnego, że Amerykanie postanowili wykorzystać swą unikalną technologię wydobywczą także w Europie.Ale to bardzo niepokoi Kreml.
Teresa Wójcik


Komentarze
Pokaż komentarze (4)