Contra
Co prawda polityka to z zasady zróżnicowanie zdań i opinii, ale zadekretowano nam kicz „zgody”. I z miejsca (nawet pomijając wiceprzewodniczącego klubu PO) mechanizm ruszył do przodu, że aż hej. Pierwszy zdefiniował istotę „zgody” T. Mazowiecki, stwierdzając, iż nastąpiłaby, gdyby J. Kaczyński nie kandydował. Bo inaczej – w imię zgody – zostanie odstrzelony. A mający niesłuszne poglądy będą – jako podludzie – wytępieni. W noc wyborczą Niesiołowski wypluwał z siebie listę proskrypcyjną polityków, publicystów, intelektualistów, których trzeba usunąć z życia publicznego. Żakowski wskazywał Komorowskiemu konieczność „dorżnięcie zarazy” (jak widzimy, polityka miłości, czyli „dorzynania”, ma się dobrze). Ów prezydencki giermek Tuska obiecał zgodę narodową z Wałęsą i Kwaśniewskim. Tusk, wielce przejęty „prostym, serdecznym hasłem, iż zgoda buduje”, zapewnił, że będzie w zgodzie z Komorowskim budował zgodę. Wielkie media też są coraz bardziej zgodne i z zachwytem piszą o prezentowanej zgodzie Tuska ze wszystkimi, którzy się z nim zgadzają. Ze szczególnym patosem uroczystość ku czci orwellowskiej (M. Król nazywa ją „europejską”) wersji demokracji przedstawiła „Rzeczpospolita”. Jeszcze tylko PiS musi się zgodzić przestać być PiS-em. A 8 milionów wyborców J. Kaczyńskiego zrozumieć, że do nowo krojonego Frontu Zgody Narodowej nie nadają się i – zamilknąć. Komorowski chce Polski ponad podziałami – ponad podziałem między Palikotem a Wachowskim. Będzie miło. Specjaliści od rozpalonej do białości nienawiści nazywanej elegancją, od miotania inwektywami w imię „niedzielenia Polaków”, dysponują władzy monopolem. Mimo tylu złych doświadczeń w ciągu 20-lecia nie przypuszczałem, że naszym krajem, a więc i mną, rządzić będą podobni osobnicy.
ODCINKI
Smoleńsk i USA
Można mieć satysfakcję z powodu projektu rezolucji kongresmena Petera Kinga w sprawie konieczności przeprowadzenia niezależnego, międzynarodowego śledztwa w sprawie Smoleńska. I inicjatywę rozgłaszać. Choć z góry jest pewne, że nic z tego nie będzie. Nie wiadomo nawet, czy komisja spraw zagranicznych Izby Reprezentantów rezolucją się zajmie. Demokraci do tego nie dopuszczą. Osobiście cieszy mnie jednak, że mimo ogromnych problemów wewnętrznych moja opinia, iż b. wielu oponentów Obamy zupełnie inaczej niż prezydent ocenia sytuację naszego regionu i obecny stosunek Ameryki do Rosji, znalazła potwierdzenie. Zwłaszcza że P. King żadnym konserwatystą nie jest. PS. Polska prokuratura zwróciła się do USA o pomoc prawną w sprawie tragedii. Nieco późno, prawda?!
Życzenia
Z jakichś powodów dopiero teraz (choć pełni ten urząd od dłuższego czasu) do Komorowskiego spływają gratulacje. Ja też je szykuję i to nic tam elektronicznego – lecz ozdobną depeszę. Z pełnym podpisem, choć tylko na górze. Zdradzić treść? Proszę bardzo. „Serdecznie życzę mało bolesnego, sprawnego impeachmentu”. Dinozaur.
Szczerze
Ile lat będę się musiał martwić rządami Tuska? Czy dożyję momentu dla Polski niezbędnego, podstawowego – odsunięcia Donalda Tuska i jego kliki od władzy? To politbiuro jest tak samo nie do zniesienia jak uprzednie.
Partia hańby
W dzień po wyborach jeden z przywódców Platformy Obywatelskiej o nazwisku Palikot przekroczył wszelkie dopuszczalne w cywilizowanym świecie granice podłości i nikczemności. Całkowicie zgadzam się z A. Nowakiem. Dalsze wysługiwanie się Palikotem przez PO ukaże, że Tusk, Komorowski, Gowin, cała ta formacja hołduje podłości i nikczemności. A podżyrowuje je nie tylko każdy dziennikarz rozmawiający z tym nikczemnikiem, ale i wyborcy Platformy. A nawet PiS rozmawiając z klubem, którego Palikot jest wiceprzewodniczącym. Żadne upomnienia, nagany, przesunięcie z kierownictwa, lecz wyrzucenie z partii na zbity łeb. Tak byłoby wszędzie na Zachodzie, na który lubią się namiętnie powoływać politycy PO, z Sikorskim na czele. Jeśli Tusk nie wykona tego kroku (w co nie wierzę), utwierdzę się w mniemaniu, iż „sympatyczny”, popularny, niebieskooki „nasz premier” wyprany jest z podstawowych uczuć ludzkich. I rację miał A. Rybczyński, pisząc w „GP” parę tygodni temu, że w przyszłości wstydem będzie przyznanie się, iż należało się do partii o nazwie Platforma Obywatelska. Zostawiając dosłownie wszystko na boku, stwierdzam, że poparcie dla PO byłoby dla mnie, będzie zawsze, poniżające i ubliżające. Jest więc wykluczone. PS. Co zrobiła „Rzeczpospolita”? Ano, w myśl swej zasady: „są różne opinie”, „sprawa, jak inne, jest kontrowersyjna” (to ostatnie słowo zaczyna wchodzić do kanonu nowomowy, jak uprzednio „tolerancja”, potem „godność”, a dziś również „zgoda”) pomieściła zaprezentowane w beznamiętny sposób opinie Kutzów i Żakowskich oraz publicystów tłumaczących mętnie, czemu z Palikotem rozmawiają. Dla tej gazety to już „normalka”, dla mnie – kompromitacja pisma, której nie zamaże parę felietonów.
Spokój
Reformy bywają najczęściej bolesne, a więc politycznie kosztowne. „500 dni” Tuska oznacza – dajcie mi teraz święty spokój, muszę przygotować się do wyborów, by dalej rządzić. Nawet w przycięcie nieco biurokracji, ułatwienia dla przedsiębiorców itd. nie wierzę. Miał dość czasu. Podejmie wiele pozorowanych kroków. Umizgiwanie się w Moskwie, Berlinie i Brukseli i tak zajmie mu wiele czasu.
Wszędzie TVN
Już nie tylko „Fakt” czy inna „Polska” ma nowego współpracownika. Andrzej Morozowski prezentuje się także i na łamach „Rzeczpospolitej”. Porusza oryginalny/świeży temat: zmianę/niezmianę Kaczyńskiego. W sposób budzący podziw. Oskarża szefa PiS, że tylko na czas kampanii zawiesił coś tak karygodnego i ohydnego, jak stawianie pytań o katastrofę smoleńską. Oraz atakowanie Donalda Tuska, który – jak wiadomo – na spędzie swej partii niezwykle dżentelmeńsko potraktował J. Kaczyńskiego. Na tym orwellizm autora się nie kończy. Po wyborach, w których szef PiS otrzymał 8 milionów głosów, funkcjonariusz TVN pisze o nim, że to polityk „z małym poparciem”. O haniebnej wypowiedzi Palikota pisze tylko w kontekście „drażnienia Kaczyńskiego”, zupełnie jej nie wartościując. Swoją drogą mantra o „sprowokowaniu” J. Kaczyńskiego robi się nudna. Wiadomo przecież, że polityk opozycyjny nie może dać się sprowokować i zacząć krytykować rząd. Powinien ogłosić, że wielbi Tuska i kocha wszystkie jego posunięcia. Ostatecznie na tym zasadza się rola partii opozycyjnych na całym świecie. Pan Morozowski – podobnie jak jego stacja – prezentuje najwyższą klasę. A „Rzeczpospolita” coraz bardziej przypomina otwartą oborę, do której wpuszcza się absolutnie każdego. Zmienia się. Całościowo. Autentycznie. Czyli bardziej niż Kaczyński.
Ludzie wielcy
Poparcie przez Kwaśniewskiego i Wałęsę Komorowski nazwał podjęciem „wielkiego zobowiązania”. Z niewiadomych przyczyn pominął zobowiązanie wobec tak wielce mu życzliwego i tak zasłużonego dla Polski gen. Dukaczewskiego.
Cacanki
Pani Monika Olejnik twierdzi: „Rozliczymy PO z tego, co zrobi”. A wie Pani, ani za grosz tej zapowiedzi nie wierzę. Chociaż niewątpliwie gruszki czasem wiszą na wierzbach.
Postęp
W „Rzeczpospolitej” z uznaniem o konferencji zorganizowanej przez E. Radziszewską, pełnomocnika rządu ds. „równego traktowania”, pn. „Jak ustrzec dziecko przed stereotypami” (czytaj – poglądami rodzinnego domu). Czyli wpoić mu, że prawda nie istnieje, nauczyć stereotypowego myślenia poprawnego. W tekście termin „stereotypy” występuje ok. 20 razy. Sprawa jest bowiem ważka. Dzieci należy jak najwcześniej tresować w myśleniu postępowym. Znormalizowany postęp jest wszakże naszą przyszłością. Łączy się to jak najbardziej z przeraźliwą ustawą szwedzkiego upaństwawiania dzieci, w istocie walką z instytucją rodziny (pod szczytnymi hasłami). Pisaliśmy o tym, ale do tej makabrycznej ustawy trzeba stale wracać. Promowanej przez PO, ale, uwaga, z poparciem tak ważnej postaci (chyba nielewackiej) jak p. Kluzik-Rostowska, która stwierdziła, że to “pierwszy krok” (Boże drogi!). Janusz Kochanowski chciał zaskarżyć nowelizację-potworka do Trybunału Konstytucyjnego. Ale Janusz Kochanowski nie żyje.
Media–partie
Krystyna Grzybowska ma świętą rację. Otwarta krytyka jednych mediów przez inne to na Zachodzie rzecz zupełnie wyjątkowa. Gdy raz „Wall St. Journal” (jego strona opinii różna od całego pisma i w pełni dostępna wyłącznie w amerykańskich wydaniach gazety) nie wytrzymał i wytknął – nazywając tę wielką amerykańską „WybGazetę” po imieniu – „NYTimesowi” wręcz otwarte wspieranie wroga w czasie wojny w Iraku, stało się to wielką sensacją. Ale cóż, polskie media z organem Agory na czele odgrywają rolę central politycznych. Poza tym Polacy wciąż nie są tak uodpornieni na propagandę jak wielu na Zachodzie. I jak próbować z tym walczyć? Skoro to tak istotne. Osobiście staram się, zapewne w końcu bezskutecznie, by chociaż jedną gazetę w Polsce dało się czytać.
Medialna równowaga
Czy normalna jest sytuacja, gdy 8 milionów Polaków nie dysponuje żadnym wysokonakładowym pismem (poza biuletynami przykościelnymi) a 9 – trzydziestoma czy czterdziestoma różnego typu?
Środa i PO
„Wygrana Komorowskiego daje Polsce pewną ochronę przed autorytarnymi zapędami PiS” (Magdalena Środa, „filozof, etyk i publicystka” w dzienniku „Fakt”, jak najzupełniej poważnie). Informuję p. Środę, która sama jest autokratką co się zowie, że aktualny, jedyny Wódz nazywa się Tusk.
Czwarta
Pojęcie IV RP stało się terminem-wytrychem, oznaczającym wszelkie możliwe zło. Niczym posługiwanie się, także w kwestiach zupełnie z tematem niezwiązanych, epitetem „rasizm” w Ameryce. „Czy nie boi się pan powrotu IV RP?”– pyta rozmówcę reporterka. „Rzeczpospolitej”, a jakże. Numeracja to czysta symbolika, ale mam nadzieję, marzę, chociażby z wymienionych względów i wbrew wielu, że kiedyś powstanie Polska, którą nazwie się z dumą „IV Rzeczpospolitą”.
Wybór
„Media dla polityków czy dla twórców”. Tzn. dla Tuska czy dla Żakowskiego. Zaiste, duży to problem. Ogromny wybór. Symbol różnorodności. Wszelako przy całej genialności Żakowskiego należy pamiętać o majestacie Naszego Rządu.
Zasłużony
Andrzej Wajda, wykorzystując mit o swojej inteligencji, wysmażył w walce politycznej kolejne łgarstwa nt. Polski, tym razem w prasie włoskiej. Na panu Wajdzie można niezawodnie polegać.
Ochroniarze
Uzupełniam. Notki z uprzednich tygodni, m.in. „Życie W-wy” informowało 25 maja pt. „Ekologowie kontra wały”: „W Wilanowie pilnego remontu wymaga Wał Zawadowski. Od ośmiu lat odkładana jest budowa zapory przy zoo. Urzędnicy twierdzą, że inwestycje hamują ekolodzy. Ci bronią się, mówiąc, że ochrona przyrody wymaga poświęceń”. Dokumentacja wału broniącego zoo przy Wybrzeżu Helskim była gotowa już w 2000 r. Zaskarżyło ją [skutecznie] Ogólnopolskie Towarzystwo Ochrony Ptaków. I projekt osiem lat leży na półkach. „Ochrona przyrody wymaga poświęceń”. Niech giną też ludzie z powodu braku obwodnicy, ważniejszy jest rzadki okaz żabek. W Szwecji aresztowano członków międzynarodówki Greenpeace (zatrzymany Polak posłużył się gazem łzawiącym) protestującej przeciw czystej ekologicznie elektrowni atomowej. Moje wycieczki przeciw reprezentantom tej nowej (zielono-fioletowo-czerwonej) świeckiej religii są raczej (mówiąc delikatnie) usprawiedliwione. Jej głównym organem – bo to wszystko krewniacy – jest Greenpeace. „Organizacja pozarządowa”, równie nieszkodliwa i sensowna, jak np. scjentolodzy. Chyba że komuś doskwiera brak transcendentalnego celu w życiu. I chce zmienić wyznanie.
Świat uporządkowany
Warto przypomnieć piękny cytat z Obamy: „Kiedyś Roosevelt, Stalin i Churchill w jeden dzień ustalili porządek świata, dziś sprawy są bardziej skomplikowane”. Może jeszcze uda się rzecz uprościć, przynajmniej na obszarze naszej cywilizacji. UE, Putin i Obama mogliby tego dokonać. A my byśmy grzecznie posłuchali. Odpowiedzialnie. Jak przystało.
Nowomowa
Wiedzą Państwo, jak Obama polecił nazywać wojnę z terrorem (takie terminy jak „islamizm” czy „dżihad” są też tabu w jego Ameryce)? „Zagraniczne nieprzewidziane działania przeciw spowodowanym przez człowieka katastrofom” („Overseas Contingency Operations against Man-Caused Disasters”; to niemal jak „walka z ociepleniem”). Odcinki są znów nietypowe, więc korzystam, że ten jest o zagranicy, by dodać finalne zakończenie do niedawnego tekstu o Kolumbii. Wybraniec b. prezydenta Uribe wygrał śpiewająco i został jego sukcesorem. PS. Tylko Polski przy takich okazjach szkoda.
Nic
Tzw. Wspólnota Demokracji oczywiście nic nie znaczy. Nic. (to á propos notatki z ub. tygodnia).
Demokraci
Nawet Łukaszenka, nadal zatrzymując działaczy ZPB, jest zachwycony wyborem Komorowskiego. Niestety, nie znam reakcji bin Ladena. Ani nawet Ahmadineżada. Rysuje się też pewno szansa na „nowe otwarcie” z Koreą Płn. O ile Niemcy zaakceptują ten krok.
Gwiazdor
Wydawnictwo Axel Springer wypuściło na rynek nowe pismo o celebrytach (bo za mało ich na rynku) pn. „Gwiazdy exclusive”. W numerze oprócz różnych panienek któż inny, jak nie Janusz Palikot. Ładne, prawda? I gustowne.
Wolni, swobodni inaczej
Rozmyślnie o czym innym. Niemal taśmowo odchodzą aktorzy, dawne gwiazdy. Jak np. Elżbieta Czyżewska czy (jakiś czas temu) brytyjska gwiazda amerykańskiego kina o ogromnym dorobku Jean Simmons. Doskonała szczególnie w filmach „mniejszych”, jak pokazywana do niedawna w TCM „Ta noc”. Niedawno zmarł Dennis Hopper, sława „pokoleniowego” „Easy Rider”, niejako symbolu „buntu” lat 60.–70. Ale nie każdy wie, że Hopper już jakiś czas temu „przeszedł” na konserwatyzm, prawicowość. Więcej, prawicę w ogóle popierają dziś „wolni jeźdźcy motocyklowi”! Dodam, iż jeden z najsłynniejszych gwiazdorów powiedział (oczywiście anonimowo) znanemu publicyście: „W Hollywood w trosce o karierę trzeba hałaśliwie demonstrować lewicowość. Ale nikt przecież nie wie, jak głosuję”
Jacek Kwieciński.


Komentarze
Pokaż komentarze (4)