Contra
90 lat temu. Kolejna wielka polska rocznica, symbolizowana datą 15 sierpnia. Pamięć o niej na Zachodzie nie istnieje. Właśnie dlatego musimy się postarać, by nie poszła w zapomnienie wśród naszych nowych pokoleń, które będą zapewne coraz bardziej „europejskie”. Parę słów nieco innej natury. Nic wspólnego z mą religijnością nie ma sprzeciw wobec terminu „cud nad Wisłą”. To określenie, podobnie jak próby powrotu do „francuskiego autorstwa” (mimo że zostało to już całkowicie zdyskredytowane), jest dziełem przeciwników Józefa Piłsudskiego. To nie był „cud”. Genialny manewr znad Wieprza, potem nieco powtórzony nad Niemnem, został w wielkiej księdze wybitnego brytyjskiego historyka wojskowości Johna F.C. Fullera zaliczony do najwspanialszych w historii. U nas są i tacy, którzy chcieliby nasze zwycięstwo „odbrązowić”. – Sowieci nie rzucili wszystkich sił, w razie czego Zachód wcale nie był tak zagrożony – mówią. Nie na podstawie emocji uważam, że się mylą. Wiemy o probolszewickich rewoltach w Bawarii czy na Węgrzech. Ogólne rozprężenie panowało nie tylko w Niemczech. Jakie prądy są zawsze potężne we Francji czy Włoszech (nie mówiąc już o Hiszpanii), jest powszechnie znane. Na nawałnicę bolszewicką, wzmocnioną powojennymi nastrojami, Zachód był całkowicie nieprzygotowany. W Europie nie było Amerykanów. Nawet gdyby zdecydowali się pomóc Europie, to choćby ze względu na ówczesne warunki logistyczne byłoby za późno. A bolszewicy nie skrywali, że Polska nie jest bynajmniej ich końcowym celem. To dopiero po polskim doświadczeniu na długie lata ograniczyli się na zewnątrz wyłącznie do propagandy i sabotażu, budując komunizm w „jednym imperium”. Zaiste, zachodnia Europa winna nam dziękować. Choć sama o tym nie wie.
Odcinki
Rocznice
W „Contrze” piszę szerzej o rocznicy 15 sierpnia. Wielu jest zdania, że za dużo mamy tych rocznic, że zbytnio je celebrujemy. Bo trzeba raczej patrzeć w przyszłość itd. Nie zgadzam się. Właśnie takie daty jak 15 sierpnia należałoby jeszcze przez długie lata świętować b. uroczyście. Naród bez pamięci o przeszłości, o wydarzeniach, dzięki którym zachowaliśmy Polskę, nie istnieje. A powstanie jakiegoś internacjonalistycznego, przepojonego amnezją e-świata, w którym całkowicie „zanurzą się” młode i przyszłe pokolenia polskie, to groźba realna.
Sukces biurokracji
VAT-y VAT-ami, ale gdzie są oszczędności w administracji? Gdzie jest zmniejszenie biurokracji? Ograniczenie armii urzędniczych funkcjonariuszy? PO to żaden „liberalizm” – udawany, prawdziwy, dogmatyczny, uwzględniający realia Polski, jakikolwiek. We wszystkich państwach, które podwyższyły (czy podwyższą) VAT, towarzyszyły temu cięcia biurokracji. U nas brak jakichkolwiek oznak, które by na to wskazywały. Będziemy więc mieli dalszy wzrost podatków – uderzający w najuboższych, najsłabszych a także wprowadzany chyłkiem, „bokiem”, by nie zaszkodziło to szansom wyborczym. A twierdzenie, że podwyżka VAT jest „tymczasowa”, to kpiny. PS. Tnie się wydatki tylko tam, gdzie to najmniej wskazane – w armii.
Bez wizji
Program, który (mówiąc językiem Puchatka) najmniej w zeszłym tygodniu oglądałem: orędzie obrońcy WSI oraz inne ceremonie. Nic by mnie do tego nie zmusiło. Postaram się tego pana oglądać jak najrzadziej, najlepiej wcale. Co nie oznacza, że zamierzam obrzucać go inwektywami. Wiem, że przed B. Komorowskim zadanie wielkie, prawie niewykonalne: starać się, aby w przyszłych podręcznikach nie było o jego prezydenturze jednej linijki. Lecz półtorej.
Pasuje
Fetę z okazji swojego wyboru B. Komorowski planuje na 15 sierpnia. Pasuje idealnie. Niepodległość i ulubieniec gen. Dukaczewskiego – połączenie wzorcowo ilustrujące niezawisłą, suwerenną Polskę.
Prawda, czyli warcholstwo
Chcę zwrócić uwagę p. Lisickiemu, że domaganie się pełnej prawdy o katastrofie smoleńskiej nie jest „radykalizmem”. Nie jest też równoznaczne z „teoriami spiskowymi”. Chociaż p. Lisicki już prawdę zna. O jakiejkolwiek winie jakiegokolwiek typu ze strony rosyjskiej wspomina, pośrednio, co najwyżej w trzech słowach długich zdań, dotyczących głównie naszej polskiej „tromtadracji”. Cieszy niezależność p. Lisickiego. Oto Tusk odkrył (po paru miesiącach, biedaczek), że Rosjanie w całym śledztwie „robią nas w konia” (a tak ufał Putinowi!). A za nim, jak za panią matką, te zaiste rewelacje podchwyciły nagle usługowe wobec rządu media. Tylko p. Lisicki nadal prawi niemal wyłącznie o polskim „niechlujstwie” itp. PS. Oczywiście, nowa postawa np. „G. Wyborczej” jest tylko częściowo „nowa”. Bo zarazem pisze się tam, co „ustalił MAK”. A to, co „ustalił” ów MAK, jest funta kłaków niewarte. Prok. Seremetowi co jakiś czas „wydaje się” to lub tamto. A min. Miller próbuje omawiać w Moskwie powstałe „problemy”. Itd.
Na drodze do tuskizmu
W swoich wysiłkach p. Lisicki jest niezmordowany. Minimalizowanie niesłychanych braków śledztwa rosyjskiego (i nieodpowiadania na polskie „prośby prawne”) posuwa do granic absurdu. A w dniach, gdy PO zawłaszcza, co się tylko da („Rzeczpospolita” może i powinna wspomóc te działania), straszy „oszalałymi religiantami”, którzy już-już narzucą siłą swoją dyktatorską wolę społeczeństwu. Pisanie zaś o przerażeniu „tylu Polaków” tym, „co teraz pomyśli o nas Europa”, jest absurdem podwójnym. 1. Musimy się wyleczyć z kompleksu „co pomyślą o nas inni”. 2. Europa na kwestie polskie, które porusza p. Lisicki, nie zwraca nawet cienia uwagi. Stwierdzenie p. Lisickiego jest wariantem równie idiotycznego refrenu, że ciągle „kompromitowaliśmy się” czy „kompromitujemy”. Owszem, ale wyłącznie wśród poprawnych polskich żurnalistów. Do których dziarsko dołączył szef „Rzeczpospolitej”.
Pornografia
Gazeta o nazwie jakby na ironię „Polska” eksponuje, reklamuje, lansuje Palikota (ostatnio na okładce swego tygodniowego magazynu). To jest niszczenie polskiego życia politycznego, polskiego parlamentaryzmu. To jest kpina z tego, co kiedyś nazywano dziennikarstwem. Z połączenia „linii” ul. Czerskiej z dziennikami bulwarowymi wyszła pornografia polityczna. To coś znacznie więcej niż utrwalanie kompletnej nierównowagi politycznej (a także kulturowej) na polskim rynku medialnym (o czym napiszę innym razem). Niedawno naczelny tego organu wezwał J. Kaczyńskiego do rezygnacji z polityki „dla dobra Polski”. Więc ja wzywam go do rezygnacji ze stanowiska – dla dobra polskiej kultury politycznej. Choć wiem, że wyraźna zmiana profilu ideowego „Polski” to nie (wyłącznie) jego dzieło. Co bardziej litościwi twierdzą, że ta gazeta to nie neo-„Wyb.”, lecz tylko kalka „Dziennika”, pod kierownictwem Krasowskiego–Michalskiego. Który w imię „nowoczesności” zwalczał wówczas „zatęchłą” polską tradycję. To dużo lepiej? PS. W czwartek, 5 sierpnia, „Polska” publikuje kolejny wywiad z Palikotem. Spija z jego ust każde słowo. Chcę uświadomić znanym publicystom tej gazety, że firmują postępowanie ohydne i haniebne.
Strategia?
Przykro mi, ale nie wydaje mi się by PiS miał dobrą strategię (jeśli ma jakąkolwiek). Taka strategia wymaga istnienia nie tyle „gabinetu cieni”, ile przygotowanych, prawdziwych fachowców w każdej dziedzinie. Samo wytykanie niedotrzymanych przez PO obietnic nie wystarczy. Trzeba dysponować własnymi rozwiązaniami alternatywnymi. Czasem nawet z wyprzedzeniem. Być w ofensywie. Starać się, na ile to jest możliwe dla dziko zwalczanej opozycji, przejmować inicjatywę. Nie być monotematycznym, nawet jeśli chodzi o najważniejszą sprawę. Wykorzystać wszelkie, różne nowe siły. Także spoza „kadry partyjnej”. W Polsce naprawdę nie brak ludzi mądrych, również wśród młodszych. Poza tym – nowe sposoby kontaktu z ludźmi. Obecność J. Kaczyńskiego na „przystanku Woodstock”, u boku Obciacha, byłaby zawsze szokująca. Ale przecież są i inne tłumne imprezy młodzieżowe, niekoniecznie religijne. Jestem też pewien, że możliwe jest wykorzystanie internetu do cotygodniowych wystąpień (wizualnych) lidera PiS, w których komentowałby stale bieżące wydarzenia. O podobnych kwestiach będę oczywiście jeszcze wiele pisał.
PO-lider
„Przegląd wet poprzedniego prezydenta”. Nigdzie w świecie cywilizowanym nie słyszałem o czymś podobnym.
Abdykować
Nie chodzi o „kraj zaludniony przez powstańców warszawskich i rozmodlony na wałach jasnogórskich” (Piotr Skwieciński), nie chodzi nawet o „powoli laicyzującą się Polskę”. Lecz o importowanie, głównie z zewnątrz, zestawu opresyjnych nakazów prowadzących do soft-totalitaryzmu czy też autokratyzmu. A przede wszystkim – to wobec polityków – o rzeczywiste przywiązanie lub nie do suwerenności i podmiotowości Polski. Niezależnie od tego, jak się aktualnie partie się zowią. Oczywiste jest, że świat się zmienia, co może się nam podobać lub nie. Ale czy naprawdę traktowanie np. patriotyzmu jako „obciachu” musi bezapelacyjnie w zakres owych zmian wchodzić? Swoją drogą, byłoby wspaniale, gdyby „oskarżenia” T. Mazowieckiego (pod adresem J. Kaczyńskiego) były prawdziwe. Bo jego poprzedni „rokosz” przeciw pełnej dominacji „filozofii rządu T. Mazowieckiego” był wskazany, niezbędny. I zakończył się sukcesem. Przynajmniej na tym polu.
My, Europejczycy…
W 1950 r. został podpisany układ o Europejskiej Wspólnocie Węgla i Stali. Ale może warto by uczcić i inne europejskie osiągnięcie z tego roku. 13 marca francuskie Zgromadzenie Narodowe uchwaliło ustawę (wysuniętą przez komunistów, popartą przez „Le Monde” i „prawicową” partię premiera Bidault). Przewidywała „zakaz importu, produkcji i sprzedaży Coca-Coli we Francji, Algierii i Imperium Francuskim”. Wynik głosowania 366:202. „Le Monde”: „[W zakazie] chodzi mniej o sam napój, bardziej o cywilizację, styl życia, jakiego jest znakiem i symbolem”. Przedstawiciel firmy: „Coca-Cola nie szkodziła zdrowiu i stylowi życia żołnierzy amerykańskich, którzy wyzwalali Francję”. Tak czy inaczej, jest to wspaniała okazja do pięknego europejskiego święta, niechby o parę miesięcy opóźnionego.
Zmiana?
Ledwo napisałem o wielkich listopadowych szansach oponentów Obamy i jego pomagierów, a tu ten sam, podobno niezależny, specjalista po dwóch tygodniach odnotował (co prawda ze znakiem zapytania), że szarża Republikanów się zatrzymała. Choć nie zdarzyło się nic, co mogłoby to tłumaczyć. W normalnych okolicznościach wyjaśniłbym to standardowo: nieco przedwcześnie nastąpił szczyt (tzw. peak) sprzeciwu/notowań. Jak w przypadku b. kandydata na prezydenta H. Deana, jak wyprorokowałem J. Rokicie przed wyborami 2005. Ale okoliczności nie są normalne. Jeśli Demokratom uda się zachować większość w Kongresie, będzie to fatalne nie tylko dla Ameryki. Sądzę, że wówczas na 20–30 lat cała nasza zachodnia cywilizacja podupadnie. No, ale może chodzi tylko o to, że mamy lato…
Terroryści
A ja nie mam nic przeciw lotom, a nawet bazom CIA w Polsce. Kwestionuję też (mimo że oczywiście były pomyłki, nadgorliwość etc., bo zawsze są) ogólne określenie „podejrzani [tylko] o terroryzm”. Nawet gdyby w Polsce okresowo przetrzymywano terrorystów, traktowałbym to jako formę współpracy wywiadów. Oczywiście są i tacy (dużo ich), dla których już terminy: „CIA” i „zbrodnia wojenna” są tożsame. Określenia „tortury” czy sama nazwa „Guantanamo” obrosły mitami. Znanej proweniencji. Tu nie chodzi o „prawa człowieka”, lecz obecny obyczaj stawiania sprawcy wyżej niż ofiary. Chciałbym wiedzieć, kto ew. był w Polsce. „Mózg” ataków z 11.09.01, ten „bojownik”, który w Afganistanie zabił przesłuchującego go spokojnie (na otwartym terenie) oficera? Nt. sposobów przesłuchiwania tych, którzy za swój cel życiowy uznali mordowanie „niewiernych”, tych, którzy – co było udokumentowane – mieli krew na rękach, toczyły się w USA we wczesnych latach 2000 długie dyskusje, debaty (także prawne). Paru przesłuchujących niezgodnie z wdrożonymi przepisami zwolniono. Owszem, bodaj dwóch terrorystów „podtapiano”, ale po tym porównano ich zeznania do złamania kodu Enigmy. Mieli wiedzę o kilkunastu projektach zamachów – wiadomo już publicznie, o jakich konkretnie – niektóre udaremniono w ostatniej chwili. Uratowano dziesiątki, a może setki niewinnych istnień ludzkich. Walka z terroryzmem islamskim jest inna niż wszystkie poprzednie. To nie są zwykli jeńcy wojenni. Warto wziąć to pod uwagę.
By zmądrzeć
„Jeśli nie chcesz, by największe autorytety nazywały cię bydłem, studiuj codziennie »Gazetę Wyborczą«” (reklama).
Uczyć się będę
Chamstwo jest dziś wielce modne. Aktywnie wspomaga tę modę władza, jej pracownicy i podwładni: rządowi, medialni, partyjni. Chcę być trendy, chcę się uczyć i nauczyć. Może więc zapiszę się do mającej powstać – jak słychać – Akademii Chamstwa. Nawet nie na kurs wyższy – dla dziennikarzy, ale ten zwykły, powszechny. Lista wykładowców już obecnie prezentuje się imponująco. Nawet kurs podstawowy ma zaszczycić swoją obecnością R. Sikorski. Będzie miał wykłady nt. „Jak zostać chamem oxfordzkim – etapy”. Słone opłaty za naukę w Akademii mają być wykorzystane jako „cegiełki wyborcze” PO. No cóż, mówi się trudno. Każdy wszakże chce być modny.
Nasze czasy
Jeśli jest jeszcze jakieś tabu, należy je wyeliminować. Wypalić gorącym żelazem. Świat bez jakichkolwiek tabu to nasza wspaniała przyszłość, to nowoczesność, postęp, modernizacja.
Szybsze
Powiedzenie: kłamstwo już jest daleko, aktywnie działa, podczas gdy prawda dopiero się ubiera, wydaje mi się trafniejsze niż to znane o „krótkich nogach” (kłamstwa).
Najlepiej…
Warto kierować się zasadą: gdy nie wiesz, jak postąpić, zachowaj się przyzwoicie. Piszę oczywiście do tych, którzy rozumieją jeszcze termin „przyzwoitość”. Nie jest on dla nich archaizmem.
Przesadzą?
Niektórzy mówią, że internacjonalistyczni budowniczy nowego świata, kapłani politycznej poprawności w końcu przeholują. I świat nie zidiocieje, nie znormalizuje się ostatecznie. A zacznie się proces odwrotny.To jest – tak dla odmiany – notatka optymistyczna.
Jacek Kwieciński


Komentarze
Pokaż komentarze (4)