Publikacje Gazety Polskiej Publikacje Gazety Polskiej
379
BLOG

SKANSEN PO I REWOLUCJA PIS

Publikacje Gazety Polskiej Publikacje Gazety Polskiej Polityka Obserwuj notkę 7

Biznesmeni w wieku emerytalnym, z sygnetem na palcu, bywalcy solarium, których małżonki zaczytują się prasą kolorową – to ich interesy realnie reprezentuje PO. Studenci prawa dyskryminowani przez korporacje, doktoranci harujący za półdarmo, absolwenci bez znajomości robiący na kasie, młodzi przedsiębiorcy gnębieni przez lokalne sitwy – to niewykorzystane zaplecze PiS.

PiS to moherowy skansen. PO to partia młodych, wykształconych, z wielkich miast. Ta śpiewka upowszechniana jest przez media. Ale gdy zadać pytanie, czy w czasie swoich rządów PO poprawiła sytuację swojego młodego wyborcy tak, by odczuł to na własnej skórze, odpowie głucha cisza.

Dlatego PO stara się rozniecać emocje młodzieży wokół kwestii ideologicznych i obyczajowych, buntując ją przeciwko moherom. Ta atmosfera sprzyja zepchnięciu na drugi plan niewygodnych dla władzy pytań.

Skansen niemoherowy

Dlaczego PO nie zrobiła, choćby na złość moherom, dobrze własnemu młodemu elektoratowi? Odpowiedź zawarta jest w łatwych do odnalezienia w internecie w newsach dotyczących tego, jakie środowiska biznesowe popierają PO. Trzy najbardziej znane to Polska Konfederacja Pracodawców Prywatnych, Business Center Club i Krajowa Izba Gospodarcza. Ile lat mają ich liderzy? Po kolei. Henryka Bochniarz, lat 63, była działaczka PZPR. Marek Goliszewski, lat 58, były działacz PZPR. Andrzej Arendarski, lat 61, w PZPR nie był, ale jego związki biznesowe są bodaj bliższe byłym komunistom niż w przypadku poprzednich nazwisk. Dodajmy dla porządku, że wymieniona trójka to we własnym środowisku raczej wyszczekani... młodzieżowcy, wystawieni do kontaktów z mediami przez starszych kolegów, mniej kumatych w nowych (czyli tych po 1989 r.) obyczajach. Podobnie wygląda to, gdy chodzi o najbogatszych bliskich Platformie biznesmenów. Jan Kulczyk to 60-latek, Ryszard Krauze czy Zygmunt Solorz są tylko kilka lat młodsi.

Kluczowe pytanie brzmi: czy jest możliwe, by PO reprezentowała jednocześnie interesy Kulczyka, Krauzego, Solorza, Bochniarz, Goliszewskiego czy Arendarskiego oraz przeciętnego studenta albo absolwenta?

Twierdzę, że to interesy znacznie bardziej sprzeczne niż w krajach, które nie mają za sobą komunizmu. PO nie działając dla dobra własnego młodego elektoratu, postępuje w pewnym sensie racjonalnie. Wyżej stawia interes tych, którzy mają kasę, a więc zapewniają jej pozytywny wizerunek w mediach i mieszanie z błotem przeciwników. Uznając, że studentów i tak owinie sobie wokół palca dzięki socjotechnicznym zagrywkom.

Strach biznesowego skansenu przed młodymi

Jaki interes mają do władzy najbogatsi Polacy w 2010 r.? Wszyscy oni zawdzięczają swoją dominację nie lepszemu od innych obywateli zrozumieniu zasad wolnego rynku, lecz uprzywilejowanej pozycji z czasów Jaruzelskiego. To w czasach generała w ciemnych okularach Jan Kulczyk zakładał „Interkulpol”, Ryszard Krauze „Prokom”, a Zygmunt Solorz „Solpol”. Podobnych przykładów można podać setki. W czasach kartek na mięso, kolejek, kłopotów z paszportem, powszechnej inwigilacji esbecji, pojawiła się ni stąd, ni zowąd grupa przedsiębiorców, którym pozwolono nie tylko wyjeżdżać, ale i zarabiać bajońskie na owe czasy sumy na zakazanym dla innych handlu z Zachodem. Zakładali oni tzw. firmy polonijne. Romuald Szperliński, szef Wielkopolskiego Klubu Kapitału, przyznał kiedyś w rozmowie ze mną: wszyscy podpisywaliśmy zobowiązania do współpracy z SB. Dodał, że nie oznaczało to, że wszyscy donosili.

Wydaje się oczywiste, że żaden z dużych polskich kapitalistów nie miałby szans na sukces, gdyby musiał wybijać się w Ameryce, Wielkiej Brytanii, Niemczech czy Francji. Tam potrzebne są do tego zupełnie inne zdolności. W jaki sposób szkodzi w Polsce fakt, że tego typu biznesmeni rządzą u nas kasą, a przy jej pomocy polityką?

„Czego Jaś się nie nauczył, tego Jan nie będzie umiał” – głosi przysłowie wymyślone na długo przed pojawieniem się Jana Kulczyka. Czołowy polscy biznesmeni, którzy za młodu nauczyli się, że duże pieniądze robi się dzięki specjalnym układom z władzą, klonują ten model w nowym systemie powstałym po 1989 r. Jego głównym założeniem jest ograniczenie wolnej konkurencji, stanowiącej zagrożenie dla uprzywilejowanych. Zdają sobie sprawę, że młodsi, lepiej wykształceni, znający języki w warunkach autentycznej konkurencji wygraliby z obecną elitą biznesową wychowaną na reklamach „Prusakolepu”. Dlatego od sponsorowanej przez siebie władzy wymagają by wspierała ich samych, a jednocześnie blokowała możliwość awansu młodym, z wyjątkiem oczywiście własnych potomków.

PO stara się sprzedać młodym wizerunek swojej partii jako liberalnej, czyli takiej, która dzięki niższym podatkom ułatwi im możliwości startu. Piszę te słowa w momencie, gdy partia zabrała się właśnie za podwyższanie podatków. Obniżył je PiS za czasów minister Zyty Gilowskiej, znanej z liberalnych poglądów gospodarczych byłej polityk PO. O obietnicy podatku liniowego wszyscy dawno zapomnieli. Straszenie przez PiS liberalizmem PO to gruba przesada. Partia ta ma zdecydowanie inne priorytety.

Platorma – obrońca korporacji

Ani PiS, ani PO nie jest partią liberalną. Praktyka pokazała, że PO nie zrobiła więcej od PiS w sprawie podatków czy walki z biurokracją. Ze względu na związki biznesowo-polityczne jest natomiast zwolennikiem utrwalania innych, pozapodatkowych barier utrudniających życiowy start młodym Polakom.

To PiS, a w szczególności Zbigniew Ziobro, podjął działania na rzecz otwarcia korporacji prawniczych, czyli spowodowania, by atrakcyjne zawody prawnicze nie były dostępne tylko dla krewnych i znajomych królika. Czytaj – wielopokoleniowej prawniczej sitwy rodem z PRL. Udało mu się przeforsować trochę pozytywnych zmian, inne przyblokował Trybunał Konstytucyjny, który pokazał tym samym, że jest lobbystą wspomnianej sitwy. Skutkiem tego są wysokie opłaty za prawnicze usługi i niski poziom wielu sędziów czy prokuratorów, którzy swoje stołki zawdzięczają rodzinnym koneksjom. Po wyroku Trybunału Ziobro podjął kolejne próby w tej kwestii, jednak rządy PO zepchnęły je w niebyt.

Korporacji zawodowych, nie tylko prawniczych, blokujących awans młodych jest bardzo wiele. Skalę patologii pokazuje sprawa dostępu do bardzo atrakcyjnego zawodu biegłego rewidenta – gdzie średnia wieku go wykonujących waha się na oko ok. 65 lat.

O tym, co znaczy opór profesury wykształconej w PRL przed konkurencją, mogą opowiedzieć wiele pracujący za półdarmo doktoranci czy odbywający po studiach darmową praktykę farmaceuci. PO jest klasycznym reprezentantem interesów owych korporacji.

Olbrzymia liczba młodych ludzi po uniwersyteckich studiach pracujących w supermarkecie na kasie wynika nie z ich niskiej przebojowości, lecz faktu, że w postkomunistycznym skansenie atrakcyjna praca jest bardzo często tylko dla tych z odpowiednich rodzin. Reszta może albo uzyskać zarobki niepozwalające na założenie rodziny, albo wyjechać na zmywak. Mogę też wskazać wiele przykładów moich znajomych po studiach, którzy w Polsce nie mieli szans na pracę w swoim zawodzie, a znaleźli ją np. w Wielkiej Brytanii.

Jak w soczewce widać te zależności na prowincji, np. w kilkutysięcznych miasteczkach, gdzie wszyscy się znają i wiedzą, że duże pieniądze mają tylko byli esbecy oraz partyjni prominenci i ich dzieci. Dlatego prowincja popiera PiS. W mieście jest to o wiele bardziej rozmyte. Do tego wielkie firmy i korporacje, choć postkomunistyczne wpływy są w nich silne, potrzebują świeżej krwi i zatrudniają trochę młodych fachowców niemających politycznych umocowań.

Miasteczku Wilanów krzyż na drogę

PiS w minionej kampanii wyborczej chciał pozyskać wyborców, także młodych, swoim złagodzonym wizerunkiem. Z miernym skutkiem. Co powinien zrobić w opisanej wyżej sytuacji?

Joanna Lichocka opublikowała w „Rzeczpospolitej” tekst zatytułowany „Jak trafić do serc nowych wielkomiejskich”. Opisała w nim warszawskie „Miasteczko Wilanów”, gdzie „Bronisława Komorowskiego w dwóch komisjach zlokalizowanych przy Świątyni Opatrzności Bożej poparło ponad 80 proc. mieszkańców”. Postawiła tezę: „Jeśli Jarosław Kaczyński chciałby jeszcze ze swą partią wygrywać wybory, musi znaleźć klucz do dusz mieszkańców Miasteczka Wilanów i dziesiątek tysięcy innych wielkomiejskich osiedli wyrosłych w ostatnich kilku latach”.

Nie zgadzam się z tą tezą. Myślę, że zainteresowanie „Miasteczkiem Wilanów” będącym przeciwieństwem „dziesiątek tysięcy innych wielkomiejskich osiedli” to dla PiS strata czasu. Nie twierdzę, że wszyscy wprowadzający się tam nowobogaccy to dzieci esbeków i komunistycznej nomenklatury, ale jest pewien, że ich odsetek jest tam nieporównywalnie wyższy niż na innych osiedlach. Nie ma co o nich zabiegać. Krzyż na drogę – chciałoby się powiedzieć, gdyby nie zostało to przez tamtych odebrane jako naruszenie neutralności światopoglądowej. Rafał Ziemkiewicz sugerował jakiś czas temu, również w „Rz”, że porażki PiS to wynik tego, iż zadowolonych jest w dzisiejszej Polsce więcej niż niezadowolonych.

Twierdzę, że jest odwrotnie. Młodych mających poczucie, że ich szanse na rozwój są ograniczane, jest zdecydowanie więcej niż zadowolonych. Wielu z nich nie głosuje na PiS z dwóch powodów. Po pierwsze, działa na nich medialna propaganda antymoherowa. Po drugie – PiS, choć ma w programie walkę z układami utrudniającymi start młodym, nigdy jej nie dopracował oraz nie przedstawił w formie głośno rozreklamowanej marketingowo propozycji.

Twierdzę, że powinien to zrobić i to w formie ofensywnej, a nawet agresywnej. Sformułować np. dziesięć konfrontacyjnych wobec dotychczasowych układów postulatów. Nie gwarantuje to powodzenia, a dotychczasowe starcia z prawniczą czy uniwersytecką kliką wspieraną ostentacyjnie przez media nie nastrajają optymistycznie. Ale też PiS nigdy nie przypisywał tej sprawie wystarczającej wagi, nie postawił jej na ostrzu noża. Być może powinien zrobić to teraz? Poza wszystkim, chyba nie ma lepszego wyjścia. 

Piotr Lisiewicz 

 

JESTEŚMY LUDŹMI IV RP Budowniczowie III RP HOŁD RUSKI 9 maja 1794 powieszeni zostali publicznie w Warszawie przywódcy Targowicy skazani na karę śmierci przez sąd kryminalny: biskup inflancki Józef Kossakowski, hetman wielki koronny Piotr Ożarowski, marszałek Rady Nieustającej Józef Ankwicz, hetman polny litewski Józef Zabiełło. Z cyklu: Autorytety moralne. В победе бессмертных идей коммунизма Мы видим грядущее нашей страны. Z cyklu: Cyngle.Сквозь грозы сияло нам солнце свободы, И Ленин великий нам путь озарил Wkrótce kolejni. Mamy duży zapas.

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (7)

Inne tematy w dziale Polityka