Contra
Co roku nadchodzi czas, gdy ta rubryka, z konieczności, nie zajmuje się bieżącymi wydarzeniami. Tym razem chcę poruszyć kwestie, które nigdy i absolutnie zdezaktualizować się nie mogą. Tę małą serię mógłbym zatytułować: „Szczerze”. Szczerze o mej zasadniczej, niezmiennej, ogólnej postawie politycznej. Wykraczającej zdecydowanie poza jakiekolwiek bieżące „upartyjnienie”. Wielokrotnie pisałem, że jestem absolutnym, zdecydowanym przeciwnikiem obecnie rządzącej partii, jej polityki i porządków, jakie zaprowadza. Wielu pojąć nie może, iż nie musi to wynikać z bezkrytycznego uwielbienia Jarosława Kaczyńskiego. Mam krańcowo złe zdanie o dziś władających, zwłaszcza dlatego, że ich panowanie uważam za wyjątkowo szkodliwe dla Polski, dla interesów Polski, dla tożsamości Polski, dla podmiotowości Polski, dla przyszłego oblicza Polski, dla polskiej racji stanu. Muszę to jeszcze raz powtórzyć tutaj po to, aby stwierdzić wyraźnie, iż do powyższych ocen żaden PiS potrzebny mi nie jest. Gdyby go w ogóle nie było, sądziłbym najdokładniej to samo. Nie jestem więc „pisowcem”, ale przecież żadnej innej alternatywy dla politycznego tworu Tuska nie ma. PiS może mieć liczne braki i słabości. W różnych kwestiach z jego stanowiskiem mogę się nie zgadzać. Ale w kwestiach, które uważam za najważniejsze, jest mi zdecydowanie bliższy niż jego oponent. Toteż w żadnej mierze, pod żadnym pozorem nie będę stosował totalnej „symetryczności” oceny. Jest to obiektywizm wobec samego siebie. Wobec mych poglądów, które zawsze były, są i będą takie same. Od początku z lekka niepełnej reaktywacji Polski byłem przeciwnikiem (zdecydowanym, takim „od podstaw”) partii podobnych do PO. Łatwo je rozpoznać. A ja swego światopoglądu nie zmienię.
Odcinki
Nie potratujcie się
Ależ tłok. Wśród stale nowych żurnalistów. Pragnących kadzić reżimowi. Ścisk jest taki, że grozi zapadnięciem się platformy.
Bez radości
Minął 15 sierpnia. Od dawna, od bardzo dawna nie był dla mnie tak przepojony nastrojem smutku i przygnębienia. Tu i teraz, by zastosować retorykę premiera.
Sam
Zdarza się to tej rubryce. Notki marnie oceniające postawę Pawła Lisickiego pisałem spontanicznie, „z marszu”. Bez najmniejszej świadomości, że prezes PiS wda się, zresztą niepotrzebnie, z Lisickim w polemikę. PS Jeszcze raz podkreślam, że „Odcinki” są pisane ze sporym wyprzedzeniem czasowym.
Dla Putina – wszystko
– Kto na własnej ziemi stawia pomnik najeźdźcy... nie, nie będę kończył. Zadbana mogiła poległych pod Ossowem czerwonoarmistów całkowicie by wystarczyła. Stopień rusofilstwa obecnego rządu, przypodobywania się czekistowsko-imperialnym władzom moskiewskim jest przerażający. I niebezpieczny dla Polski. Towariszczu Sikorski.
Demagog
Pan Lisicki napisał, że to, co obserwowaliśmy na Krakowskim Przedmieściu, dla jednych było działaniem heroicznym, dla innych – oszalałym. Jakichkolwiek pośrednich określeń nie użył. Jeśli to nie jest demagogią, to nie wiem, co nią może być. Gdy ktoś pragnie poznać całą prawdę o Smoleńsku, p. Lisicki „uzupełnia”: „Cała prawda? A więc spisek” (z udziałem Tuska). To wyzbyty jakiejkolwiek logiki „przeskok myślowy” i kolejny popis demagogii. A może p. Lisicki uważa, że „całą prawdę” ustaliła już tow. Anodina (bo jak ognia unika choćby napomknienia o przynajmniej współwinie Rosji). Rozumne to, pojednanie z płk. Putinem i jego czelistami – ułatwiające.
Szansa psychuszek
Termin „oszalali” stwarza duże, przyszłościowe możliwości. Czytamy, że „podobno” niektórzy z tych, co stali stali pod krzyżem, byli leczeni psychiatrycznie. „Jarosław Kaczyński stracił rozum”. I „kontakt z rzeczywistością”. A to, iż jest paranoikiem, skonstatował taki fachowiec jak Jan Lityński (produkujący się oczywiście na łamach „Rzeczpospolitej”). Piotr Semka analizuje szanse „obrony Polski rozumnej” (nie zaopatrując dwóch ostatnich słów w cudzysłów). Gdzie jest miejsce dla ludzi rozumu wyzbytych? W psychuszkach oczywiście. Ale nierozumnych Polaków jest znacznie więcej (już fakt, że nie cenią „Gazety Wyborczej”, świadczy, że są nienormalni). W miarę możliwości logistycznych należy coś z tym zrobić. PS Tylko kłótnia Łukaszenki z Moskwą przeszkodziła uznaniu gazety opozycyjnej za stanowiącą „zagrożenie dla zdrowia psychicznego”. Ale przyszłość przed nami. Jest realne, że krytycy Putina, Janukowycza, Łukaszenki zostaną uznani za psychicznie chorych. A Tusk jest jeszcze powszechniej kochany.
„Nocna akcja”
Było ich wiele, ale ten nocny (10.08) „happening”, imprezka, „karnawał” (P. Bratkowski w „Rzeczpospolitej”) na Krakowskim Przedmieściu pobił wszelkie rekordy. Kiedyś, niezależnie od swego stanowiska wobec meritum sprawy (a może właśnie dlatego), taka „Rzeczpospolita” skwitowałaby te kpiny z religii, tę ohydę, tę wulgarność przynajmniej felietonikiem. Nie dziś. A jej wspaniali reporterzy (z nowego naboru) piszą o „Nocnej akcji pod krzyżem”. Pomieszczając „neutralne” uwagi typu: „Wśród przeciwników krzyża dominował rozbawiony tłum młodzieży. – Bawię się jak na koncercie – wołała młoda dziewczyna, która podskakiwała...”. „Fajne”, prawda? Wróciły hasła o „bydle”. Niejaki Bartoszewski ma pojętnych uczniów. A p. Lisicki milczy. Bo jeszcze „Polska rozumna” mogłaby go oskarżyć o wspieranie oszalałych talibów. Tę obelgą, wymierzoną w chrześcijaństwo, nie posługuje się nawet Zapatero. Media PRL-bis, z ochoczą partycypacją „Rz” – tak. Również w tej gazecie produkuje się facet z „Krytyki Politycznej”. Kto, w istocie, pracuje na rzecz zapateryzmu w Polsce? PS Tylko przyzwoitością, a nie dążeniem do uzyskania „zdolności koalicyjnej” za wszelką cenę, można pobudzić tych Polaków, którzy dotąd milczeli. A Polska to nie tylko Warszawa.
Tusk rozbawiony
Nocne (10.08) wyczyny tłuszczy, wykrzywione mordy, urocze dziewczątka kpiące z naszej religii, drwiące z majestatu śmierci, ten pokaz ohydy, przeraźliwej wulgarności rozbawił Pana Premiera. „Zachowajmy poczucie humoru” – stwierdził. Ze smakiem i subtelnością. Tusk nie mógł potępić tej podpitej bandy i jej „fajnych haseł”, bo niezależnie od tego, kto był organizatorem tego faszystowskiego „happeningu”, ta tłuszcza to jego elektorat. Twarz PO. Spalikotyzowana Polska. A kto jest zwierzchnikiem Palikota?
Dwugłos
„PiS w ogóle nie podjął kwestii krótkowzrocznej polityki finansowej rządu Tuska, zajmuje się tylko krzyżem” (P. Gabryel, „Rzeczpospolita”, 11.08).
„Nasza sobotnia konferencja poświęcona była dwóm tematom – ustawie kompetencyjnej, która zmniejsza znaczenie Polski na forum UE (sprawa, którą zajmował się Trybunał niemiecki, a która u nas została całkiem zapoznana. Tusk jest wszakże »Europejczykiem« de luxe) oraz drenażowi naszych kieszeni przez rząd. To dziennikarze pytali o Smoleńsk i Bronisława Komorowskiego” – (Mariusz Błaszczak, szef klubu sejmowego PiS,„Fakt”, 10.08). Ludzie PiS stale mówią o różnych poczynaniach rządu, ale ten ma to w nosie. Wydawało się, że obowiązkiem Gabryelów i Gursztynów jest nagłaśnianie tego. Ale wolą być głusi. Zamiast tego p. Gursztyn (nie znam jego „osobistego nastroju”) próbuje dyktować PiS-owi, kto powinien być we władzach partii, kto mu się podoba. Czy nie prościej byłoby stworzyć ugrupowanie własne – rozumnych, „liberalnych”, nowoczesnych żurnalistów?
Skansen – stadny
Piotr Skwieciński stwierdza, że PiS może skończyć jako partia-skansen. Możliwe. Ja natomiast wiem, jak skończy „Rzeczpospolita”. Rozważania, czy także ją przejmie Nasz Ukochany Rząd, są bezprzedmiotowe. Sama dobrowolnie dołączy. Pod przewodem P. Lisickiego, I. Janke czy może C. Michalskiego. P. Skwieciński żartuje, mówiąc, że dotąd „Rz” krytykowała „aktualną linię” PiS. Była dodatkową trybuną dla ludzi nawołujących do ostatecznego zniszczenia tej partii. Podobnie popisywała się w sferach obyczajowych, kulturowych. To ja, właśnie ja „jestem przeciw polityce Platformy, a jednocześnie krytyczny wobec PiS-u”. Nie Kuczyński, Wołek, Lityński, niejaki Makowski, ludzie z TVN czy Polsatu. P. Skwieciński żartuje także, twierdząc, iż „Rz” ostatnio się nie zmieniła, dodatkowo nie „poprawiła”. Wystarczy spojrzeć na drugą stronę tej gazety. O ile mnie pamięć nie myli, p. Skwieciński w czasach „Nienawiści” Szymborskiej także produkował się stadnie (w „Życiu Warszawy”). Jest więc absolutnie przygotowany, by znów podjąć, w dawnym stylu, „wyzwania współczesności”.
Bezczelny i wspaniały
Czegoś takiego jak premiera otwarcie ogłaszającego, że żadnych specjalnych reform nie przewiduje, bo liczy się „tu i teraz” (tj. wybory), więc furda, że nasi potomkowie będą mieli kłopoty – nigdy i nigdzie dotąd nie słyszałem. A tutaj nasz Wspaniały Wódz został nawet pochwalony w reżimowych mediach, jaki to on zręczny. A nawet, jak umiejętnie potrafi „zamieść pod dywan” wszystko, co dlań niewygodne. Co bardziej podziwiać? Ukochanego Premiera Prawomyślnych Polaków czy imponujące nasilenie padania przed nim na twarz?
Skupić subtelnych
Byłoby świetnie, gdyby B. Komorowski „oparł się na ludziach Kwaśniewskiego” (ale czemu także nie Wałęsy?). A w szczególności na Marku Siwcu, prekursorze subtelnego „żartowania” z Jana Pawła II, na ziemi kaliskiej. Wspaniale pasuje do epoki Palikota – kumpla Pana Prezydenta i równie błyskotliwych „happeningów” dzisiejszych. Zawsze wiedziałem, że Komorowski ma dobry smak. Tylko musi go jeszcze – poza rusofilstwem – nieco skrywać (do czasu). Nie byłby to żaden „samodzielny krok”, ale próba generalna historycznego porozumienia. Naturalnych aliantów. Tego, co nie w pełni wyszło w latach 90. Tylko J. Kaczyński znów zawadza. PS Ani jotę nie wierzę, że „prezydent stał się równorzędnym w stosunku do premiera ośrodkiem władzy”. Ale bardzo to emocjonuje p. Lisickiego. Niemal tak jak stan psychiczny tych rodaków, którymi gardzi.
Klęska
W batalii o pamięć i godne uczczenie śp. Lecha Kaczyńskiego oni już przegrali. Tylko o tym nie wiedzą. A w tej niewiedzy utwierdzają ich wielkie przekaziory.
Przekrój Ludu
Okładka „Przekroju”. Z oddali wydawało mi się, że jest na niej Rokossowski. Potem, iż Bierut. Ale nie. To Jego Ekscelencja Komorowski. Portret zaopatrzony jest nawet w rymowankę: „Panie Prezydencie, przyjmij portret w prezencie”. A mnie przypomniała się wczesna młodość. Atoli także portrety Bieruta w moim domu nie wisiały.
Czekamy...
Wajda otrzymał moskiewski order. To jeszcze nic. Kiedy Polska będzie wolna, kiedy będziemy wszyscy mogli być naprawdę dumni? Wtedy, gdy Kreml udekoruje prezydenta bratniej Polski specjalnym odznaczeniem „zasłużonego dla przyjaźni polsko-radzieckiej”. Imienia, na przykład, Andropowa.
Świński ryj
Pamiętajmy: Polska nie jest najważniejsza. Polskości należy się wstydzić. Tak twierdzą najrozumniejsi. Ładnie komponuje się to z „zajawką” „Gazety Wyborczej”: „Popkultury gry z krzyżem”. Bo wiadomo, że ta pierwsza jest i ważniejsza, i o wiele bardziej nowoczesna. W pełnym nowoczesności pięknie.
Palikatozory
Czy np. „Rzeczpospolita” nie ma świadomości, że ponosi cząstkę odpowiedzialności za palitolizację nie tylko polityki, ale i życia społecznego w Polsce? Czy szefostwo gazety nie czyta swego dodatku kulturalnego, z werwą współpropagującego ohydę – satanizm, gothic music, gangsta rap? Postępowo-propagandowe filmy, filmiki i „dokumenty”, wulgarny „nowy teatr” itd. Wszystko, co niszczy gust, a nawet poczucie przyzwoitości. W każdej dziedzinie. Spójrzcie na siebie, zanim zaczniecie psychoanalizować polityków tudzież elektorat.
Ani w ząb
Bez echa przeszła u nas informacja, że japoński tankowiec został uszkodzony przez terrorystów. Choć ukazuje to, o jak globalne, wszechstronne niebezpieczeństwo chodzi. A nie o problem wyłącznie amerykański. Rozgrywający się na Księżycu.
Warunkowo
Głównodowodzący w Afganistanie gen. D. Petraeus nie czuje się związany Obamy „datą wyjścia” (do końca 2011 r.). „Jeśli uznam, że misja nie została wykonana, powiem o tym politykom w Waszyngtonie (i członkom NATO). Tu nie chodzi o żadną datę” – mówi. PS Organ z ul. Czerskiej twierdzi, że „talibowie zabijają swoich”. To nieprawda. Bardzo mało Afgańczyków jest talibami.
Obama w dół
Już, już blisko. Do wymarzonej przeze mnie granicy popularności Obamy (poniżej 40 proc.). Według ostatnich badań poparcie dla polityki Baracka Obamy („approval”) w społeczeństwie amerykańskim spadło do 41 proc. Co prawda przy „imperialnym sądownictwie” głos obywateli waży mało, ale ostatnio 78 proc [!] mieszkańców Missouri wypowiedziało się przeciw tzw. indywidualnemu mandatowi – podstawie gigantycznej „reformy zdrowotnej” Obamy. (Istniejący w Massachusetts ów mandat radykalnie podwyższył koszty leczenia). Prezydent ponadto, kompletnie nie zważając na opinię społeczną (a Republikanów traktując jak PO – PiS), kontynuuje keynesowskie „napędzanie gospodarki”. (Mimo rezolucji, apeli, analiz wskazujących np., że gdy w 1990 r. Japonia zastosowała podobne metody, straciła całą dekadę. Bez sukcesu). Nadchodzą wieści, że w okresie senackich wakacji Obama zamierza, chyłkiem, wprowadzić tzw. podatek energetyczny. A dziwaczna płynność sondaży coś nam przypomina, prawda? Wszelako kandydaci demokratyczni nie chcą, by wybory były plebiscytem nt. Obamy. Nie za bardzo pragną, by im pomagał.
Zaczerpnąć oddechu
„Odcinki” przez dłuższy czas będą pozbawione reakcji na bieżące wydarzenia. Jak corocznie. Wiem, że 2010 r. jest szczególny. Ale właśnie dlatego, iż czeka nas wytężone, długotrwałe, teraz prawie samotne zmaganie polityczne i ponadpolityczne, wręcz muszę nabrać nieco nowych sił, energii. Dłuższe notki, które na ogół wypełnią rubrykę, mogą zapewne wydać się niektórym zbyt oderwane od naszej bieżącej rzeczywistości. Tylko pozornie. Prawda historyczna, bezpieczeństwo naszego świata, jego rysujący się kształt są tematami uniwersalnymi. A kiedy rubryka wróci do zwykłej formuły, autor może nawet zdoła wykrzesać z siebie niełatwy optymizm.
Jacek Kwieciński


Komentarze
Pokaż komentarze (7)