Publikacje Gazety Polskiej Publikacje Gazety Polskiej
171
BLOG

JACEK KWIECIŃSKI PISZE

Publikacje Gazety Polskiej Publikacje Gazety Polskiej Polityka Obserwuj notkę 4

Contra

W związku z obecnym kryzysem wiele napisano, często z satysfakcją (także u nas) o zmierzchu, kresie, upadku, końcu „kapitalizmu”, zwłaszcza „typu amerykańskiego”. A ja napotkałem nieco inną opinię. Zgodnie z nią – mimo mody (np. w części Ameryki Łacińskiej) na jego podróbki, namiastki – pełny, komunizujący „socjalizm” nie ma żadnej przyszłości. Batalia toczy się między innymi siłami: kapitalizmem państwowym a w miarę jeszcze normalnym, tj. opartym głównie na własności prywatnej, wolnym rynkiem. „Państwowy kapitalizm” to żadna nowość. Dzisiaj ma się dobrze. Jego symbolem stały się Chiny i od nich zależy przyszłość tego systemu. Ma zwolenników nawet w USA: twierdzą oni, że brak podstawowych wolności jest OK, o ile towarzyszy temu wzrost gospodarczy. Oczywiście przy wielkiej partycypacji państwa – bo to też popierają. Na razie ChRL idzie dobrze, ma ogromne zapasy „dewiz”, wszyscy ją hołubią, a USA zapożycza się tam na potęgę. Ale kapitalizm państwowy (obecny przecież i gdzie indziej, chociaż w nieco mniej „chińskiej” formie) na dłuższą metę zniekształca procesy gospodarcze. Jest też z reguły mniej lub bardziej autorytarny. A w danym kraju przynosi rozwój nierównomierny. Być może Pekin zada temu ostatniemu kłam, ale na razie daleko mu do tego. Jakby nie było, nadmierne uzależnianie się od Chin wydaje się wręcz niebezpieczne. Nie tyle kryzys (miał skomplikowane, sięgające daleko w przeszłość przyczyny), ile globalizacja spowoduje, że normalność, czyli „kapitalizm”, nieco się zmieni. Ale mimo prób przejściowej postaci – Obamy – upaństwowienia ustroju wciąż zdecydowanie największej gospodarki świata nie sądzę, by „model amerykański”, choć przeregulowany, przegrał, a chiński totalnie zatriumfował. Oczywiście mogę się mylić. 

Odcinki

Nowa M. Thatcher – w Norwegii!

Przyjemnie jest dowiedzieć się, że nawet w Europie, ba, w do gruntu socjalistycznej Skandynawii istnieje partia thatcherowsko-reaganowska. Wręcz ostentacyjnie niepoprawna politycznie. W gabinecie szefowej tego norweskiego ugrupowania, pani Stiv Jensen, króluje popiersie Reagana i mała flaga Izraela. „Jest to w tamtejszej atmosferze politycznej coś bardziej skandalicznego niż udekorowanie scenami pornografii dziecięcej swego biura przez amerykańskiego senatora” – zauważa dziennikarz „National Review”, który odwiedził Oslo.

Taka partia musi stanowić w Norwegii kompletny margines, prawda? A właśnie że nie!

Ugrupowanie pani Jensen jest drugą najsilniejszą partią w tamtejszym sejmie (Storting), a w wyborach 2009 r. uzyskało 23 proc. poparcia. Ona sama zaś mówi, że będzie premierem, jak jej wzór osobowy M. Thatcher, i to już w 2013 r.!

Norwegia jest dość małym krajem, pewno dlatego dotychczas o tej partii nie słyszałem. Do następnego politycznego „rozdania kart” jeszcze tam daleko, wiadomości czerpię z drugiej ręki, toteż na razie piszę o tym tu, a nie w dziale „Świat”. Czemu jednak tak długo zwlekam z podaniem nazwy partii? Bo jest „dziwna”, stanowi jakby przeciwieństwo jej przesłania. Zwie się bowiem „Progress” (postęp). Jej amerykańscy przyjaciele, mówiąc o członkach partii, używają skrótu „Progs”. Nazwy to zresztą rzecz względna. W Stortingu jest reprezentowanych siedem partii (trzy z nich tworzą obecną koalicję rządową), sześć z nich, łącznie z tą, która nazywa się „konserwatywną”, są w różnym stopniu socjalistyczne. Siódma to Progs.

Amerykański dziennikarz poszedł na mały bankiet urządzony przez panią Jensen. Oprócz niego obecna była para polityków z Tajwanu. W Norwegii wręcz bojkotuje się towary z Izraela (był to pierwszy pozaislamski kraj, który uznał Hamas), a podobnie „kocha się” tam innego pariasa „społeczności międzynarodowej” – Tajwan. Antyamerykanizm zaś jest nie tyle trendy, ile raczej obowiązkowy. „Socjalistyczna Lewica”, najradykalniejszy członek rządowej koalicji, ma zapisane w swoim manifeście programowym, że – mówiąc skrótowo – USA są największym złem na ziemi. Obecność na bankiecie pary z Tajwanu nie była przypadkowa. Menu składało się zaś – co z naciskiem podkreślono – z żywności wyprodukowanej w Izraelu, kończąc na pomarańczach prosto z Jaffy. Oraz na „naszym ulubionym napoju” – jak powiedziała p. Jensen – czyli coca-coli (cola jest traktowana w Norwegii tak jak kiedyś była w ZSRR). Wręcz bezwstydne uwielbienie Ameryki – wciąż dla nich krainy wolności – jest też otwarcie i demonstracyjnie okazywane przez Progs. Tzn. amerykańskiej prawicy. Pani Jensen była gościem konwencji amerykańskich Republikanów, norwescy „konserwatyści” natomiast uczestniczyli w konwencji Demokratów.

W 2008 r. pani Jensen na czele delegacji swojej partii odwiedziła izraelskie miasto Sderot. I wraz z jego mieszkańcami uciekała do schronu, gdy zaczęły na nie spadać rakiety wystrzelone z Gazy (tego dnia nikt nie zginął, ale już następnego tak). W tym roku przywódczyni Progs była na Tajwanie i wróciła pełna jeszcze większego podziwu dla tego małego, naprawdę wolnorynkowego, odważnego kraju.

Gdy w 2009 r. wybuchła wojna Izraela z Hamasem, w Oslo doszło do demonstracji antyizraelskich. A pani Jensen, w samym ich centrum, przed parlamentem, wygłosiła do rozjuszonego tłumu mowę w obronie Izraela. Mimo gróźb, wyzwisk, wręcz fizycznego zagrożenia powiedziała do końca wszystko, co chciała. – Nigdy nie byłam tak niepewna życia – mówiła. I dodała, że czuła się też z lekka surrealistycznie, bo Norwegia zawsze była oazą spokoju.

„Progress” powstał w 1973 r. Z głównym przesłaniem, iż o swoim losie powinni przede wszystkim decydować ludzie, a nie państwo za nich. Że każdy człowiek jest różną, unikalną istotą, a nie częścią masy. Była to jak na Skandynawię postawa wręcz rewolucyjna (bądź kontrrewolucyjna). Czemu stała się konserwatystką? „Bo dorastałam w kraju socjalistycznym. Czułam się stłamszona, pozbawiona prawdziwej wolności” – mówi Stiv Jensen. „Nasze sukcesy są dowodem, że coraz więcej Norwegów ma dość socjalizmu” – dodaje. „Będę premierem, i to już po wyborach w 2013 r.”. „Konserwatyści” będą zmuszeni wejść z nami w koalicję – twierdzi optymistycznie.

W 2008 r. brytyjski magazyn „Standpoint” nazwał p. Jensen „norweską Margaret Thatcher”. Wobec różnych osób szermuje się nazwiskiem b. brytyjskiej pani premier. Ale w tym wypadku, w odróżnieniu np. od A. Merkel, to porównanie jest w pełni uprawnione.

Progs występują też zdecydowanie przeciw islamistom. Nie tylko w imieniu Norwegów, ale także tych muzułmanów, którzy schronili się w kraju fiordów właśnie przed terroryzmem, gloryfikowaniem śmierci. Także dla nich p. Jensen, niewahająca się w zrównaniu radykalnych islamistów z komunistami i narodowymi socjalistami, protestuje przeciw okazywaniu im ustępliwości. To też novum w Skandynawii.

Wszystkie siły postępowe, wszystkie media (są bez wyjątku państwowe i – jak mówi p. Jensen – „bardzo czerwone”) wręcz nienawidzą Progs. Nie sposób znaleźć choćby jednego (!) pozytywnego programu czy artykułu na ich temat. Wyzywani są od rasistów, ksenofobów, islamofobów itd. Największą zabawę ma wówczas ich spec od polityki zagranicznej. Mówi wtedy: „czy mogę przedstawić was swojej żonie?”. Jego żona jest muzułmanką.

Skąd więc to poparcie społeczne? „Bardzo pomógł nam internet” – mówi pani Jensen. I stwierdza, że gdy dojdą do władzy, dużo zmienią w Norwegii. Przywódczyni Progs, podobnie jak jej współpracownicy, tryska inteligencją, optymizmem, a także dowcipem, raczej mało skandynawskim.

Dopiero odwiedziny w biurze sejmowym pani Jensen uświadamiają w pełni niezwykłość partii, której przewodzi. To chyba najmniej politycznie poprawne pomieszczenie w całej Skandynawii.

Oprócz popiersia Reagana, flagi izraelskiej, foto M. Thatcher, jest wypełnione innymi symbolami. Plakat z napisem „Viva Reagan Revolution!”, nawet zdjęcie tego, który był (w 1964 r.) Reagana przegranym, poprzednikiem – Barry’ego Goldwatera (z jego ówczesnym hasłem: „w głębi serca wiesz, że mam rację”). Figurka przedstawiająca G. Washingtona oraz – co wydało mi się wręcz wspaniale niepoprawne – G.W. Busha! Flaga GOP z maskotką Republikanów – słoniem. I wiele „symboli” amerykańskiego kapitalizmu, łącznie ze zdjęciem... bombowca Stealth.

Nic nie wiem o obyczajowych poglądach Progs, ale obawiam się... cóż to jest Skandynawia. Mam jednak nadzieję – to popiersie Reagana! – że ich stosunek do Moskwy jest przynajmniej sensowny (warto przypomnieć, że Norwegia nie należy do UE). Ale i tak ów norweski „Progress” to partia zaiste wyjątkowa. I te 23 proc. poparcia, 41 miejsc w 169-osobowym Stortingu...

Warto też zwrócić uwagę, że w gabinecie p. Jensen tak wielbiącej Amerykę, pewno zresztą właśnie z tego powodu – portretu Obamy brak. A eksponowane są nazwiska, kraje, pamiątki, jakby (przepraszam za brak skromności) przepisane ode mnie. Gdybym był Norwegiem, natychmiast zapisałbym się do partii pani Stiv Jensen.

Norweskiej Margaret Thatcher życzę, ze szczególnym uwzględnieniem pola politycznego, wszystkiego najlepszego. Może, choć jeszcze nie jutro, będzie można powiedzieć: „Jeszcze Europa nie zginęła”.

Powrót

Ależ oczywiście, że wraca podział na „my” i „oni”. Nie jest przejawem radykalizmu. „Oni” to (nieodmiennie) ci, którzy dążą do pełnego zmonopolizowania władzy, którym wszystko wolno. Proste.

Twarz Tuska

Trzy różne osoby (w tym dwie znające go blisko, będące bezpośrednimi świadkami jego działań) określiły Tuska nie tylko jako najbardziej bezwzględnego, ale wręcz „okrutnego” lidera partyjnego ostatnich lat. To w dodatku do wszystkiego innego. Gdy pomyślę, że ten osobnik może rządzić jeszcze z 10 lat, robi mi się słabo. Z obrzydzenia. Niech sobie gadają o kłótniach w PO, o triumwiracie, o czymś tam jeszcze. Głównym wrogiem nie jest Schetyna czy Komorowski. Rzekomą „sympatyczność” Tuska trzeba demaskować. Stale i wciąż. Byłoby to zapewne „obraźliwe” dla władzy Polski, jak to ujmuje p. Gowin (nie mówiąc już o Niesiołowskim). Ale jest niezbędne. To car Tusk i jego wizerunkowa popularność buduje jedność razem ze zgodą. Czyli imperium PO.

Szacunek

Te „Odcinki” są już mniej niż superaktualne. Ale dotyczą na ogół tematów, które będą aktualne. Zawsze. Niczym festiwal radziecki w Zielonej Górze, „Czterech pancernych” w TV i moskiewski symbol neowarszawiaków – Pałac, darowany nam przez największego przyjaciela Polski – J. Stalina. PS. „Zasługuje na szacunek” – mówi pewna studentka. „Pałac Kultury w kwiatki” – to z „WybGazety”. A może ul. Czerska w czerwone gwiazdki, co?

Obiecujące

Nałęcz (a nie Michnik!) od historii, Kuźniar od antyamerykanizmu. Komorowski buduje.

Podróbki

Wolę Putina. Od Tuska. Oryginał to jednak nie podróbka. Wolę Ziuganowa od pani Holland. Ta ostatnia, poza swoim rodowodem i sympatiami, myli się zbyt często. Jarosław Kaczyński to nie drugi Stalin. Tylko Czyngis-chan.

Z definicji

„Dziennikarze z definicji muszą być liberałami, jeśli nimi nie są, nie są też dobrymi dziennikarzami” (Walter Cronkite). Dodam, że w USA „liberał” znaczy lewicowiec, a dziś przede wszystkim ktoś „poprawny”, we wszystkim. Czyż nie jest to uniwersalne określenie różnorodnego, prawda, obiektywnego dziennikarstwa? Do zastosowania przy uwzględnieniu lokalnych warunków, wszędzie? Wskazane nawet w odległych od USA demokratycznych, prawda, krajach? Jednolite stado wspierające jedynie rozumny rząd. PS. U szczytu monopolu w USA trzech stacji Walter Cronkite (CBS) był „człowiekiem budzącym największe zaufanie”, gwiazdą bezapelacyjnych Właścicieli Słowa. Audycje-dzienniki kończył słowami „i tak to jest”. A „tak” wcale nie było.

Dorówna?

Palikot pozostaje podporą prezydentury Komorowskiego. A idolem wielbiciela WSI jest wygłaszający coraz bardziej głębokie sądy – Lech Wałęsa. Który tak wspaniale spisał się jako prezydent RP. Czy Komorowski mu dorówna?

Opozycja=bunt

Powiedzenie „rokosz” T. Mazowieckiego robi karierę (powtarza je np. bez komentarza P. Semka). T. Mazowiecki ma doświadczenie w podobnie dialektycznie pojmowanej demokracji. Z lat 90. Wtedy też jakakolwiek opozycja równała się „rokoszowi”. Współpracownica „WybGazety” (w „Rzeczpospolitej” oczywiście – brawo, brawo!) uważa, że próba polityka (niewłaściwego) „przedstawienia się w świetle jak najlepszym” to niespotykany, naganny fenomen. „A ostatnio doszło [nawet] do tego stworzenie ruchu przeciwko podatkom”. Śmiać się chce. W USA Republikanie utworzyli z pięć „ruchów przeciw podatkom”. Ale ludzie „WybGazety” mają podobne podejście do istoty parlamentaryzmu, co T. Mazowiecki. Upowszechnia je m.in. organ p. Lisickiego.

Meksyk czy Białoruś

Polsce grożą rządy autorytarne. Pozorna tylko demokracja, reglamentowana suwerenność, jednolity głos medialny (z „ozdóbkami”). My z prób wyjaśnienia tragedii smoleńskiej nie zrezygnujemy. Z przeciwstawienia się tworzeniu soft-dyktatury – też. Ale jakże wielu z tego, co powinno być ich ponadpartyjnym obowiązkiem, de facto zrezygnowało. Monopol władzy im „pasuje”. Dostosowują się do tej perspektywy.

Wszystko jest względne

Niewiarygodne! Publicysta „Rzeczpospolitej” Igor Janke wyraził dezaprobatę wobec wykpiwania zmarłych, drwin z krzyża. Ale zaraz, chwileczkę. Zakończenie tekstu to krytyka opozycji (czyli PiS-u, bo „symetryczność” jest obowiązkowa). A tuż obok od razu kontra. Pani „socjolog, działaczka społeczna” pisze o „fajnych ludziach pod krzyżem”, „radosnych dzieciach oświecenia”. I wraz z przeprowadzającym wywiad gromi „fundamentalistów” (którzy są „głęboko niespełnieni”). Różnorodność (równowaga) opinii – obowiązuje. Z pewnością także w kwestiach takich jak nekrofilia czy kazirodztwo.

Jacek Kwieciński

 

JESTEŚMY LUDŹMI IV RP Budowniczowie III RP HOŁD RUSKI 9 maja 1794 powieszeni zostali publicznie w Warszawie przywódcy Targowicy skazani na karę śmierci przez sąd kryminalny: biskup inflancki Józef Kossakowski, hetman wielki koronny Piotr Ożarowski, marszałek Rady Nieustającej Józef Ankwicz, hetman polny litewski Józef Zabiełło. Z cyklu: Autorytety moralne. В победе бессмертных идей коммунизма Мы видим грядущее нашей страны. Z cyklu: Cyngle.Сквозь грозы сияло нам солнце свободы, И Ленин великий нам путь озарил Wkrótce kolejni. Mamy duży zapas.

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (4)

Inne tematy w dziale Polityka