Publikacje Gazety Polskiej Publikacje Gazety Polskiej
1208
BLOG

ZYZIU NA KONIU HYZIU

Publikacje Gazety Polskiej Publikacje Gazety Polskiej Polityka Obserwuj notkę 18

„Działając wspólnie i w porozumieniu z inną nieustaloną osobą, znieważył publicznie premiera Federacji Rosyjskiej poprzez przybranie wizerunku członka męskiego z pionowym napisem PUTIN” – o takie przestępstwo, zagrożone 5 latami więzienia sopocka prokuratura podejrzewała blogera Michała Rachonia. Śledztwo trwało rok. Jak wynika z akt, penisa na trawniku przed hotelem Sheraton dostrzegł Artur Stefaniak, naczelnik Sekcji Kryminalnej sopockiej policji. Prokuratura zdołała ustalić tożsamość dolnej połowy członka. „Nie zdołano natomiast ustalić personaliów kobiety, która siedziała na barkach Michała Rachonia” – pisze prokurator Agnieszka Gorczyńska. Zidentyfikowano za to Jakuba Świderskiego, który stwierdził, iż „Putin to penis”. Zatrzymano go na 48 godzin. W sprawie powołano biegłego bioetyka (!), który ustalił, że „nazwanie kogoś <<penisem>> i przybieranie wizerunku członka męskiego z nazwiskiem konkretnej osoby, to są zachowania jednoznacznie obraźliwe”. Zatrzymanym policja chciała postawić zarzut znieważenia głowy państwa, jednak podejrzany Rachoń wyjaśnił policjantom, że w Rosji jest nią Dmitrij Miedwiediew. W październiku 2009 r. prokuratura oskarżyła ich o znieważenie „osoby korzystającej z ochrony międzynarodowej”. Sprawą zajęła się wówczas „GP”. Wykazaliśmy, że prokuratura zignorowała fakt, iż polskie prawo chroni przedstawicieli obcych państw jedynie na zasadzie wzajemności. A rosyjskie naszych nie chroni. Po artykule Prokuratura Krajowa nakazała objęcie śledztwa nadzorem. Wtedy sopocka prokuratura zmieniła decyzję. Uznała, że samodzielne ustalenie, czy Rosja gwarantuje nam wzajemność, przerasta jej możliwości. Zwróciła się w tej sprawie o pomoc do Rosji. Wreszcie 20 sierpnia, po otrzymaniu pisma z Rosji potwierdzającego ustalenia „GP”, prokurator Gorczyńska umorzyła sprawę, pouczając pokrzywdzonego Putina, że może pozywać Świderskiego i Rachonia prywatnie.

Kiedy przeczytałem na jednym z portali newsa, że amerykański senator Peter King, który domaga się, by międzynarodowa komisja zbadała smoleńską katastrofę, to skandalista i zwolennik terrorystów, pomyślałem to, co każdy z Państwa. Że jakiś cyngiel ubekistanu został oddelegowany, by zniszczyć próbę ustalenia prawdy. Jak bardzo się myliłem! Okazało się, że to nie żaden cyngiel, lecz Łukasz Słapek z dziennika „Polska The Times”. Symbol wolności słowa w czasach kaczystowskiego terroru, który jako dziennikarz „Wiadomości” odważnie wysunął oskarżenia przeciwko Patrycji Koteckiej.

„Wyjdą znów szkodniki znane niszczyć pola ziemniaczane” – pisał Jan Brzechwa. „Zgnieciemy szkodników” – głosił socrealistyczny plakat. Wypowiedź Stefana Niesiołowskiego o szkodniku Kaczyńskim z niczym się naszym komentatorom nie skojarzyła.

Sprawa pozwu, jakim grozi „Gazecie Polskiej” szwajcarski adwokat spadkobierców Goebbelsa, wzbudziła niemałe poruszenie wśród berlińskiej palestry. Tymczasem w polskich mediach cisza. Przypomnijmy, że spadkobiercy Goebbelsa poczuli się urażeni porównaniem go do Palikota. Zainteresowanie sprawą w Niemczech już przynosi efekty. Tuż przed zamknięciem numeru otrzymaliśmy od mecenasa Bernharda Genoud propozycję ugody. Proponuje on, by „GP”, słusznie potępiając zbrodnie, za które współodpowiedzialny był Goebbels, przeprosiła spadkobierców niemieckiego polityka za użycie zbitki „Goebbels-Palikot”, sugerującej, że pomiędzy politykami zachodzi pełna analogia. „Niezależne Wydawnictwo Polskie spółka z.o.o. przeprasza za nieuprawnione uogólnienie przypisujące dr. Goebbelsowi ogół cech kojarzonych z Januszem Palikotem, jak chamstwo, tchórzostwo, bezideowość czy niski poziom inteligencji” – tak brzmi fragment ugody proponowanej przez adwokata. „GP” ma ustosunkować się do niej w terminie 14 dni.

Serial newsów w lokalnych mediach na temat Filipa Rdesińskiego, prezesa wielkopolskiego publicznego Radia Merkury, zaczyna przypominać filmowy horror „Koszmar z ulicy Wiązów”. Może dlatego, że radio mieści się przy ulicy Berwińskiego, tuż obok XIX-wiecznego Parku Wilsona, w którym wiązów nie brak. Kolejne mrożące krew w żyłach wydarzenie opisał Tomasz Cylka z lokalnej „GW” w tekście „Rozrzutny prezes Merkurego i jego podróże”. Obok tekstu umieszczono zdjęcie Rdesińskiego, na którym wygląda on jak naćpany psychopata. „Pracownicy są oburzeni rozrzutnością prezesa, który np. zamiast jechać do Gdańska pociągiem, wybiera prywatny samochód” – czytamy. Każdy poznaniak, który jechał kiedyś pociągiem do Trójmiasta, wie, że nie zdarza się tam pasażerom dotrzeć szybciej niż w sześć godzin, co niekoniecznie pasuje komuś, kto jedzie tam w interesach. Dodam, że pracownicy Agory są oburzeni chamówą odwalaną przez Cylkę i prosili mnie, żebym o tym napisał.

Co do mnie, to jak pamiętają uważni Czytelnicy jakiś czas temu pojechałem do Trójmiasta pociągiem, by odwiedzić pirata Jacka Karnowskiego. I ta podróż nie spowodowała oszczędności. Ponieważ rano mieliśmy być na sesji rady miejskiej, przyjechaliśmy poprzedniego dnia. W wyniku czego w nocy spożywaliśmy alkohol z Kubą Świderskim, któremu prokuratura odpuściła teraz nazwanie Putina penisem. Wszystko to, kolego Cylka, koszta. „Kosztem po kosztach jak Rui Costa” – jak zauważa Rychu Peja.

Zauważyłem tydzień temu, że polska lewica niepostkomunistyczna nie stanęła na czele wrogów krzyża. Mimo że mogła brylować w mediach. Ostatni tydzień dał tego kolejne przykłady. Donos młodzieżówki SLD na obrońców krzyża, zarzucający im m. in. nielegalne zgromadzenie, spotkał się z odpowiedzią Młodych Socjalistów, którzy napisali o zarzutach młodzieżówki: „podobne są do tych z lat 80., kiedy państwo bało się niezależnych działań obywateli i chętnie używało przeciwko nim aparatu represji (...) zwierzęcy antyklerykalizm nie jest ani tożsamy lewicy, ani nie służy idei świeckiego państwa”.

Lech Poznań wyeliminował Dnipro Dniepropietrowsk. Teraz pora rozgromić Juventus Turyn i dokopać Manchesterowi City. W grupie jest jeszcze Red Bull Salzburg. Myślę, że wobec pewnych wygranych z pozostałymi rywalami Austriakom można szlachetnie odpuścić i wystawić rezerwowy skład.

Nosił wilk raz kilka... Pamiętam, jak wiele lat temu pisałem tekst o Jacku Kurskim i ten nakrzyczał na mnie, bym nie wspominał o jego relacjach z bratem, dziennikarzem „GW”. W poniedziałek „Rz” podała, że mój brat Paweł, z którym poglądy różnią mnie jak braci Kurskich (jeśli nie bardziej), ma pracować w Kancelarii Prezydenta. Czytelników, którzy zasłabli po przeczytaniu tytułu „Lisiewicz w kancelarii Komorowskiego”, uspokajam: to jednak nie o mnie. Liczę natomiast, że Komorowski w dowód wdzięczności za życzliwą krytykę jego poczynań, powierzy mi dowództwo wojsk lądowych. Do marynarki się nie nadaję. Pływać nie umiem.

Wyimek:

„Działając wspólnie i w porozumieniu z inną nieustaloną osobą, znieważył publicznie premiera Federacji Rosyjskiej poprzez przybranie wizerunku członka męskiego z pionowym napisem PUTIN” – o takie przestępstwo, zagrożone 5 latami więzienia sopocka prokuratura podejrzewała blogera Michała Rachonia.

 

Piotr Lisiewicz

JESTEŚMY LUDŹMI IV RP Budowniczowie III RP HOŁD RUSKI 9 maja 1794 powieszeni zostali publicznie w Warszawie przywódcy Targowicy skazani na karę śmierci przez sąd kryminalny: biskup inflancki Józef Kossakowski, hetman wielki koronny Piotr Ożarowski, marszałek Rady Nieustającej Józef Ankwicz, hetman polny litewski Józef Zabiełło. Z cyklu: Autorytety moralne. В победе бессмертных идей коммунизма Мы видим грядущее нашей страны. Z cyklu: Cyngle.Сквозь грозы сияло нам солнце свободы, И Ленин великий нам путь озарил Wkrótce kolejni. Mamy duży zapas.

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (18)

Inne tematy w dziale Polityka