Publikacje Gazety Polskiej Publikacje Gazety Polskiej
2335
BLOG

TVN O „BOLKU”

Publikacje Gazety Polskiej Publikacje Gazety Polskiej Historia Obserwuj temat Obserwuj notkę 4

Życie pełne jest niespodzianek, ale filmu o domniemanej współpracy Lecha Wałęsy ze Służbą Bezpieczeństwa realizowanego przez stację TVN chyba nikt się nie spodziewał. Być może doczekalibyśmy się kolejnego „półkownika”, gdyby nie wyciek części dokumentu do internetu

O współpracy Lecha Wałęsy ze Służbą Bezpieczeństwa pisano książki, realizowano telewizyjne dokumenty, publikowano dziesiątki, a może nawet setki publikacji prasowych. Pomimo to co chwila pojawiają się nowe materiały. Niektóre bardzo długo skrzętnie skrywane. Jak choćby realizowany od wielu miesięcy film dla TVN-u, o którym Polacy dowiedzieli się dopiero, gdy jego fragmenty trafiły do sieci.

Sensacyjna informacja wybuchła na początku ubiegłego tygodnia. W internecie pojawił się film o agencie PRL-owskich służb specjalnych o pseudonimie „Bolek”, utożsamianym przez autorów tego filmu z Lechem Wałęsą. Dokładnie to jego części, które ktoś wykradł z krakowskiej siedziby TVN. Materiał przygotowywany przez trójkę tamtejszych dziennikarzy zamieszczono na YouTube, który natychmiast ściągnęły rozmaite serwisy i portale. Polskie i zagraniczne. Cieszyły się ogromnym zainteresowaniem, ale TVN zareagował błyskawicznie. Jeszcze tego samego dnia film został zablokowany „na mocy praw autorskich”.

– Bo był to materiał skradziony – tłumaczy „Gazecie Polskiej” Karol Smoląg, rzecznik prasowy TVN SA.

Pomimo to tysiące Polaków zdążyło obejrzeć materiał. Usłyszeli m.in. relację Janusza Stachowiaka, byłego funkcjonariusza Służby Bezpieczeństwa. Tego samego, który prowadził teczkę personalną Lecha Wałęsy. I tego samego, co zeznawał w procesie Lecha Wałęsy przeciwko Krzysztofowi Wyszkowskiemu, który nazwał go „Bolkiem”. Wyszkowski proces wygrał. W materiale TVN też nie pozostawia wątpliwości, że „Bolek” i Wałęsa to ta sama osoba.

Oprócz esbeka w dokumencie wypowiadają się politycy, historycy, a także byli stoczniowcy. Niektórzy z dawnych kolegów Lecha Wałęsy nie mają wątpliwości, że przywódca „Solidarności” był agentem Służby Bezpieczeństwa o pseudonimie „Bolek”. Po zapoznaniu się z donosami agenta esbecji są pewni, że podawał on fakty, które znał jedynie Lech Wałęsa.

Po raz kolejny pojawiły się także informacje o skaperowaniu Wałęsy przez Wojskowe Służby Wewnętrzne, gdy ten odbywał zasadniczą służbę wojskową. To także ujawnił Janusz Stachowiak. Krakowscy dziennikarze współpracujący z TVN rozmawiali również z Edwardem Graczykiem, byłym funkcjonariuszem Służby Bezpieczeństwa, który miał osobiście w 1970 r. zwerbować Wałęsę do współpracy z SB.

Do publikacji nieznanych materiałów zdobytych przez TVN odniosły się niemal wszystkie media w Polsce. „Rzeczpospolita” stwierdziła, że „dziennikarze podczas pracy nad nim doszli do podobnych ustaleń, co wcześniej autorzy głośnej książki „SB a Lech Wałęsa”, historycy Sławomir Cenckiewicz i Piotr Gontarczyk.

– Nie można wygłaszać takich tez, bo film nie został dokończony – mówi Smoląg.

Warto przypomnieć, że publikacja Cenckiewicza i Gontarczyka była wielokrotnie krytykowana na antenie TVN. Pomimo bogatej dokumentacji „autorytety” zapraszane do studia stacji należącej do ITI podważały jej wartość. Tym razem jej dziennikarze przygotowali film, w którym ją uwiarygodnił. Co ciekawe, według „Rzeczpospolitej” materiały, jakie wyciekły do Internetu, były gotowe już w marcu. Od tamtej pory leżały na półce. Dlaczego? Przedstawiciele TVN cały czas powtarzają, że film nie był gotowy. Nie było m.in. komentarza Lecha Wałęsy. Nie brakuje jednak sceptyków, którzy uważają, że przyczynami przedłużającej się realizacji dokumentu była niewygodna prawda o Lechu Wałęsie. Tym bardziej przed sierpniowymi obchodami 30. rocznicy „Solidarności” trudno sobie wyobrazić emisję takiego filmu na antenie TVN.

Krakowscy dziennikarze, którzy przygotowywali film o „Bolku”, zajęli się również wątkiem nie do końca wyjaśnionym od niemal dwudziestu lat, czyli zagarnięciu przez Lecha Wałęsę, gdy był prezydentem, dokumentów dotyczących jego współpracy ze Służbą Bezpieczeństwa.

Rzecznik prasowy TVN nie chce rozmawiać o okolicznościach kradzieży filmowego materiału ani ujawnić, czy wiadomo już, kto wyniósł go z siedziby stacji.

– O popełnionym przestępstwie powiadomiliśmy policję i prokuraturę. Jakiekolwiek spekulacje na ten temat mogłyby utrudnić prowadzone śledztwo – tłumaczy Karol Smoląg.

Z kolei Monika Góralewska, która – wraz z dwójką kolegów – zbierała materiały do filmu, w wypowiedzi dla „Rzeczpospolitej” nie potrafiła powiedzieć, kiedy dokument będzie gotowy. Nie chciała również komentować, dlaczego montaż trwał tak długo.

„Gazeta Polska” próbowała porozmawiać z Ewą Stankiewicz, współautorką głośnego dokumentu „Trzech kumpli”, w którym także ujawniono wiele sensacyjnych informacji. Dopytywaliśmy o sposób przechowywania materiałów przez TVN podczas przygotowywania filmu.Niestety, i ona odmówiła rozmowy .

Grzegorz Broński

 

Protokół zeznania Janusza Stachowiaka, b. funkcjonariusza SB

Z nazwiskiem powoda zetknąłem się po raz pierwszy w dniu rozmowy pozyskaniowej, jaka odbyła się w gmachu przy ul. Okopowej 9, a następnie po świętach Bożego Narodzenia w trakcie opracowywania dokumentacji nowo pozyskanego TW ps. „Bolek”. Moje zadanie polegało na tym, że otrzymałem pierwszą informację pozyskaną w trakcie rozmowy pozyskaniowej – zobowiązanie, które nie było typowym zobowiązaniem do współpracy, ale zobowiązaniem do zachowania w tajemnicy faktu udzielania pomocy SB i podpisane było „Lech Wałęsa – Bolek” – zeznał Janusz Stachowiak, który uczestniczył w pozyskaniu Lecha Wałęsy do współpracy z SB. Przytaczamy cały protokół, z jego przesłuchania przed Sądem Okręgowym w Gdańsku.

 

PROTOKÓŁ

 

Dnia 15 kwietnia 2010 r.

 

Sąd Okręgowy w Gdańsku I Wydział Cywilny w składzie następującym:

 

Przewodniczący:

SSO Urszula Malak

Protokolant:

st. sekr. sąd. Iwona Mrajska

 

na posiedzeniu jawnym rozpoznał sprawę

z powództwa: Lecha Wałęsy

przeciwko: Krzysztofowi Wyszkowskiemu

 

[…]

Sąd postanowił:

oddalić wniosek o odroczenie rozprawy,

dopuścić dowód z zeznań świadka Janusza Stachowiak na okoliczność kontaktów z powodem.

Staje świadek Janusz Stachowiak, pouczony o odpowiedzialności karnej za składanie fałszywych zeznań, okazuje dowód osobisty […] – po okazaniu zwrócono, podaje: […] niekarany, obcy, za zgodą stron bez przyrzeczenia zeznaje: wiem, w jakiej sprawie zeznaję. Od 01.11.1968 r. byłem zatrudniony w Komendzie Wojewódzkiej Milicji Obywatelskiej w Gdańsku w pionie SB. Pracowałem tam do roku 1975 r. Nie miałem bezpośrednich kontaktów z powodem i nawet go bezpośrednio nie znałem. Miałem kontakt z nazwiskiem powoda od strony dokumentacyjnej. Ja wówczas pracowałem niecałe dwa lata w służbie w grudniu 1970 r. Jako młody funkcjonariusz wykonywałem zadania polegające na formułowaniu dokumentacji z prowadzonych rozmów z zatrzymanymi osobami z wydarzeń grudniowych, jak również wykonywałem techniczne opracowania dokumentacji pozyskanych źródeł informacji. Z nazwiskiem powoda zetknąłem się po raz pierwszy w dniu rozmowy pozyskaniowej, jaka odbyła się w gmachu przy ul. Okopowej 9, a następnie po świętach Bożego Narodzenia w trakcie opracowywania dokumentacji nowo pozyskanego TW ps. „Bolek”. Moje zadanie polegało na tym, że otrzymałem pierwszą informację pozyskaną w trakcie rozmowy pozyskaniowej – zobowiązanie, które nie było typowym zobowiązaniem do współpracy, ale zobowiązaniem do zachowania w tajemnicy faktu udzielania pomocy SB i podpisane było „Lech Wałęsa – Bolek”. Te dokumenty otrzymałem od pracownika, któremu bezpośrednio podlegałem, tj. nieżyjącego już, a będącego wówczas kapitanem – Zenona Ratkiewicza. Z dokumentów, jakie otrzymałem, wynikało, że TW „Bolek” został pozyskany wspólnie przez kapitana Henryka Rapczyńskiego z Olsztyna i kapitana Edwarda Graczyka z tej samej jednostki. Na postawie tych dokumentów musiałem dokonać tzw. procesu opracowania źródła polegającego na zleceniu przeprowadzenia wywiadów środowiskowych w miejscu obecnego zamieszkania, poprzednich zamieszkań, sprawdzenia w kartotekach operacyjnych milicji WSW i służby, i tego dokonywałem. W trakcie sprawdzeń otrzymałem z zarządu WSW w Warszawie informację, że Lech Wałęsa figuruje jako były tajny współpracownik WSW. W związku z tym wystosowałem pismo do tej jednostki, tj. jej archiwum, skąd otrzymałem kartę ewidencyjną źródła. Nie pamiętam, jaki pseudonim tam był określony. W każdym razie była to karta koloru morskiego, formatu A4. Były tam wszystkie dane żołnierza służby zasadniczej oraz dane dot. przebiegu współpracy ze źródłem, tj. data pozyskania, kto pozyskał, w jaki sposób, przebieg krótki współpracy, data i powód zakończenia współpracy. W związku z tym, że ten dokument musiałem bezwarunkowo zwrócić do WSW, sporządziłem notatkę z przeglądu tego dokumentu, tj. w sumie opisałem cały dokument. To była sprawa WSW. Z notowań operacyjnych prowadzonych przez Centralę – Biuro C, tj. archiwum milicyjne rejestracji, wynikało, że Lech Wałęsa figuruje również jako byłe źródło informacji. Nie pamiętam dokładnie miejsca, ale chodzi chyba o rejon Lipna, tj. jedna z jednostek tego rejonu zarejestrowała Lecha Wałęsę jako byłe, krótkotrwałe źródło informacji. Również do tej jednostki wystąpiłem z prośbą o przekazanie dokumentów, jakie na ten temat posiada; Otrzymałem krótką półstronnicową informację, że Lech Wałęsa został pozyskany jako osobowe źródło informacji w celu wykrycia nagminnych kradzieży sprzętu w Państwowym Ośrodku Maszynowym. Jednak z uwagi na niechęć do współpracy po kilku nieefektywnych spotkaniach współpraca została rozwiązana. Dokumenty WSW i ten włączyłem do teczki personalnej TW. Na tym te kwestie zostały zamknięte. W okresie od pozyskania, czyli od trzeciej dekady grudnia 1970 do końca czerwca 1971 spotkania ze źródłem odbywali pracownicy, którzy dokonali pozyskania, czyli kapitan Rapczyński i kapitan Graczyk. W spotkaniach tzw. kontrolnych uczestniczył szef grupy stoczniowej – kapitan Wojtalik. Na jednym spotkaniu w hotelu „Jantar” wziął udział pierwszy zastępca szefa służby – pułkownik Jaworski. Ten fakt, że był pułkownik Jaworski, odnotowałem, gdyż sekretarki robiły kanapki, kupowały alkohol i miały dostarczyć to do pokoju, a ja robiłem zakupy. Następnie od lipca 1971 r. po odejściu pracowników z Olsztyna, czyli Rapczyńskiego i Graczyka, otrzymałem od ówczesnego naczelnika wydziału – pułkownika Kujawy polecenie przejęcia źródła do obsługi. Z uwagi na to, iż posiadałem bardzo dużo źródeł informacji, nie byłem w stanie sam spotkać się ze wszystkimi, decyzją Komendanta Wojewódzkiego zostały utworzone etaty tzw. rezydentów. Byli to emerytowani funkcjonariusze, którzy obsługiwali przydzielone im źródło i przekazywali mi wyniki tych spotkań. Od tego czasu miałem bezpośredni kontakt i prowadziłem bezpośrednio teczki pracy oraz personalną TW ps. „Bolek”.

Mój kontakt z teczkami TW ps. „Bolek” trwał do 1974 r., kiedy to odszedłem z sekcji stoczniowej. Przed odejściem musiałem dokonać oceny i uporządkowania wszystkich materiałów, sporządzić charakterystykę źródła, ocenić wyniki pracy, przekazane źródłu środki pieniężne. W trakcie wykonywania tych czynności stwierdziłem, że TW ps. „Bolek” faktycznie intensywnie współpracował ze Służbą około 3–4 miesięcy. Później zaczął unikać spotkań, jednakże doraźnie odbywały się. Dokonałem również obliczenia środków pieniężnych, jakie zostały wypłacone TW ps. „Bolek” i z tego co pamiętam, w okresie od grudnia 1970 do czerwca 1971 r. pobrał od Służby jako wynagrodzenie kwotę ponad 20 000 zł, przy średniej pensji stoczniowca około 1600 zł, z tym, że […] tej kwoty, czyli około 12 000–15 000 zł została mu przekazana w okresie pierwszych dwóch miesięcy współpracy. Po opracowaniu wszystkich dokumentów teczki te przekazałem do archiwum lub pracownikowi, który przyszedł na moje miejsce, tego już dokładnie nie pamiętam. Po przekazaniu tych teczek, tj. od 1974 r. nie miałem nigdy więcej z nimi do czynienia. Tym źródłem zajmował się rezydent o pseudonimie „Madziar”, a był to emerytowany funkcjonariusz Służby Józef Dąbek […].

Na pytanie pełn. pozwanego adw. Strzeleckiej: jeśli chodzi o spotkanie z panem Jaworskim, to wiem tyle, że sekcja stoczniowa to był pokój wielkości sali rozpraw, w której stały biurko przy biurku i my wszyscy wiedzieliśmy, kto co robił. Spotkanie kontrolne z pułk. Jaworskim miało miejsce z uwagi na to, że był to okres zbliżania się drugiej fali strajków, tj. 19–20 stycznia 1971 r. TW ps. „Bolek” był oceniany jako źródło bardzo wartościowe, perspektywiczne, również wchodził w skład tworzonego Komitetu Strajkowego do planowanego strajku na 19–20 stycznia. W związku z tym, że był wysoko oceniany i zaangażowany w swoją pracę, pułkownik postanowił bezpośrednio porozmawiać z nim na temat ewentualnej możliwości zapobieżenia lub ograniczenia mających nastąpić strajków. W czasie tego spotkania z pułk. Jaworskim TW ps. „Bolek” otrzymał jednorazowo 1500 zł wynagrodzenia. Na podstawie opracowanych dokumentów nie miałem żadnych wątpliwości, że TW ps. „Bolek” to Lech Wałęsa. Jak wspomniałem, ja prezydenta Wałęsy w ogóle nie spotkałem, a miałem do czynienia tylko z jego nazwiskiem w dokumentach. Nazwisko „Lech Wałęsa” nigdy nigdzie więcej się nie przewinęło w czasie mojej pracy w sekcji stoczniowej w Gdańsku.

Na pytanie pełn. pozwanego. A. Iwaniuk: mówiąc o intensywnej współpracy oraz zaangażowaniu opierałem się na dokumentach, które musiałem przeczytać, przejmując źródło w lipcu 1971 r. Każde źródło w teczce pracy ma grafiki odbywanych spotkań. Spotkania z TW ps. „Bolek” w pierwszym okresie odbywały się bardzo często, tj. kilka razy w tygodniu, a nawet w jednym przypadku 2–3 razy dziennie, również przekazywane informacje o działalności Komitetu Strajkowego, jaki tworzył się w styczniu 1971 r. i jako ostatni element wartości źródła to wysokie kwoty wynagrodzeń, na jakie kierownictwo Wydziału, a nawet Służby w Gdańsku, musiały wyrażać zgodę. Co do wszystkich osobowych źródeł informacji, dokumentacja była opracowywana w ten sposób, z tym że w dokumentacji znajdował się kwestionariusz kandydata na tajnego współpracownika, który należało wypełnić przed przystąpieniem do pozyskania. Wypełnienie tego kwestionariusza, zebranie tych informacji, jakich on wymagał, dawało rękojmię, że o człowieku wiemy prawie wszystko i możemy przystąpić do zaproponowania współpracy. Kwestionariusz ten wypełniał pracownik, który chciał pozyskać źródło. W przypadku wydarzeń grudniowych, gdy źródła były w sumie pozyskiwane bez żadnych opracowań tylko po sprawdzeniu podstawowym w kartotekach operacyjnych, kwestionariusze te były wypełniane po fakcie pozyskania. Kwestionariusz tajnego współpracownika TW ps. „Bolek” wypełniłem osobiście. Wymogi naszej pracy były takie, że pozyskane źródło informacji powinno sporządzać osobiście informacje dla Służby i podpisywać je wybranym przez siebie pseudonimem. Jednakże od tej praktyki były odstępstwa, gdy np. nie było możliwości sporządzenia przez źródło informacji, tj. kiedy źródło podawało informacje w trakcie spaceru na ulicy, wówczas pracownik pisał notatkę z odbytego ze źródłem spotkania. Tak było też w przypadku Lecha Wałęsy z uwagi na bardzo poważne jego kłopoty w pisaniu, tj. pisał bardzo niewyraźnie i pisanie sprawiało mu wówczas trudności. Informacje pisał pracownik go obsługujący bezpośrednio i na większości z nich „Bolek” podpisywał się pseudonimem. Spotkania do czerwca były prowadzone w większości w hotelu „Jantar”, w którym zamieszkiwali pracownicy Służby z całego okręgu i milicji. Wówczas była możliwość sporządzenia notatki i jej podpisania.

Na pytanie przewodniczącej: widziałem jedną notatkę pisaną odręcznie przez TW „Bolek” i to zobowiązanie, o którym mówiłem na początku.

Na pytanie pełn. pozwanego adw. Iwaniuk: również pokwitowania wynagrodzeń na początku były sporządzone przez TW ps. „Bolek” i podpisywane pseudonimem „Bolek”. Później natomiast zdarzały się również pokwitowania sporządzane charakterem pisma pracownika wypłacającego, z tym że podpis „Bolek” musiał być dokonany osobiście przez źródło. Nie pamiętam, czego dotyczyła odręczna notatka sporządzona przez TW „Bolek”. Pochodziła ona z dnia pozyskania, tj. pomiędzy 15 a 17 grudnia 1970 r. Wtedy TW ps. „Bolek” został pozyskany taktycznie, a rejestracja miała miejsce 28 lub 29 grudnia 1970. Informacja ta miała objętość około 1/3 strony A4.

Na pytanie pełn. pozwanego adw. Strzeleckiej: Lech Wałęsa nie był zmuszony do tej współpracy, podjął ją dobrowolnie, jeśli można określić dobrowolnością wynik dwugodzinnej rozmowy pod presją w nocy. Nie było żadnych nacisków, gróźb ani szantaży. Znane mi są przypadki, kiedy osoba, którą chciano pozyskać do współpracy, odmawiała. Osobiście miałem wiele takich przypadków. Osoby, z którymi ja miałem do czynienia, nie były przeze mnie nigdy szantażowane, nie groziłem im i osoby, które mi odmówiły nie ponosiły z tego powodu żadnych konsekwencji. Nie mogę brać odpowiedzialności za to, co działo się w innych przypadkach. Wiem natomiast, że takie fakty miały miejsce, ale nie w tym przypadku. Pozyskanie Lecha Wałęsy miało miejsce między 15 a 17 grudnia 1970, natomiast został przywieziony autobusem z hotelu robotniczego na ul. Tuwima. Tym autobusem przewieziono około 30 stoczniowców i ze wszystkimi były prowadzone rozmowy. Jakie były wyniki pozostałych rozmów, tego nie wiem. Mogę tylko powiedzieć, że w tym wypadku rozmowa zakończyła się pozyskaniem. Lech Wałęsa był już tajnym współpracownikiem, kiedy wraz z robotnikami, na ich czele, szedł pod gmach Komendy Wojewódzkiej. Prostuję: nie był jeszcze wtedy tajnym współpracownikiem, bo Komitet spłonął 15 grudnia. Po spaleniu Komitetu miała miejsce ta akcja z przywozem pracowników – stoczniowców z hotelu autobusem, w tym Lecha Wałęsy. Wałęsa został zatrzymany w czasie ataku na Komendę Milicji, a nie w czasie ataku na Komitet Wojewódzki.

Na pytanie pełn. powoda: ja to wiem z relacji kolegów, którzy dokonywali pozyskania. Ja nie byłem przy tym obecny. Było to w Komendzie. Byli przy tym obecni ci dwaj pracownicy oraz kierownik wydziału. Wiem o tym także z dokumentów, o których mówiłem. Widziałem własnoręcznie sporządzony dokument o treści „Niniejszym zobowiązuję się do zachowania w tajemnicy udzielania współpracy Służbie Bezpieczeństwa. Lech Wałęsa”. I pod spodem „Bolek”. Był to dokument własnoręcznie sporządzony. Zaczynał się Gdańsk, dnia...”. Ten dokument znajdował się w teczce personalnej, którą wraz ze wszystkimi pokwitowaniami i informacjami, jakie uzyskano, przekazałem odchodząc do Komendy Wojewódzkiej w Elblągu. Te dokumenty, tj. informacje z przebiegu pozyskania sporządzone przez funkcjonariuszy, krótka informacja własnoręcznie napisana przez TW ps. „Bolek”, tj. ta 1/3 strony, o której mówiłem wyżej, dokumenty sprawdzające: szyfrogram i karta El 5 – te trzy dokumenty otrzymałem spięte razem z zadaniem przygotowania teczki TW ps. „Bolek” dla obsługujących go pracowników. Otrzymywałem od rezydenta notatki ze spotkań z TW ps. „Bolek” i pokwitowania w latach 1971–1974. Na pokwitowaniach znajdował się odręczny podpis „Bolek”. Jak chodzi o przywiezienie stoczniowców, to dla mnie była to wówczas sprawa śmieszna, ponieważ jeden funkcjonariusz o rocznym stażu dostał do pomocy jednego milicjanta. Autobusem pojechali do hotelu i przywieźli 30 stoczniowców, jako zastaw musieli zostawić dokumenty, dowody osobiste. Na wypadek gdyby do 24-tej nie wrócili stoczniowcy, to zagrożono, że pozostali w hotelu stoczniowcy upomną się w miejscu zamieszkania funkcjonariuszy. W trakcie rozmowy funkcjonariusze, którzy pozyskiwali Lecha Wałęsę, co chwilę wychodzili i relacjonowali przebieg rozmowy. Wówczas rozmowa z Wałęsą była rozmową priorytetową, ponieważ był on oceniany jako najlepszy kandydat na źródło informacji z grupy, która została przywieziona. Pracownicy ci wychodzili na papierosa i przy okazji relacjonowali nam przebieg rozmowy. Jedno z końcowych wyjść kapitana Rapczyńskiego zakończyło się tym, że powiedział „mamy go, przysiągł nam na krzyżyk, że będzie lojalny i będzie współpracował”, […] żadnego dokumentu dotyczącego TW „Bolek”, zresztą dotyczącego w ogóle pracy z Komendy nie wziąłem, nie sporządziłem sobie też żadnych notatek dla własnej pamięci. Natomiast bardzo często szczególnie po roku 80-tym z byłymi kolegami, szczególnie z jednym, tj. kapitanem Rapczyńskim, rozmawialiśmy. Po 80-tym roku gdziekolwiek byłem, pracowałem w MSW, studiowałem w Akademii Spraw Wewnętrznych i jeżeli rozmowa schodziła na temat Lecha Wałęsy, to mówiłem, że był to TW. Nigdy tego nie ukrywałem. W czasie procesu lustracyjnego ja tego nie ujawniałem i nie zamierzałem ujawniać. Pamiętam fakt, że czytając informacje w internecie, dowiedziałem się o kłopotach prawnych pana Wyszkowskiego i pani Walentynowicz i wówczas coś pękło we mnie i wysłałem e-maile, że jeżeli potrzebują z mojej strony pomocy, to jestem gotów świadczyć w sądzie. Nie pamiętam dokładnie daty ani w którym roku to było. Zgłosiłem się do pana Wyszkowskiego z momentem, kiedy dowiedziałem się o procesie pana Wyszkowskiego wytoczonym przez Lecha Wałęsę za stwierdzenie, że był źródłem TW ps. „Bolek”. Odnośnie do pani Walentynowicz nie było żadnego procesu. Nie zgłosiłem tych informacji w trakcie procesu lustracyjnego, ponieważ nie chciałem się mieszać w te sprawy. Wiedziałem o niszczeniu dokumentów, jakie miało miejsce, jak również o fakcie, że koledze z Gdańska Jerzemu Frączkowskiemu dla odzyskania posiadanych przez niego informacji spreparowali sprawę o handel środkami promieniotwórczymi. W związku z tym bałem się i nie chciałem się mieszać, bo uważałem, że im dalej będę od tego, tym lepiej. Każda informacja była napisana własnoręcznie przez pracownika, na pierwszych informacjach był pod informacją sporządzoną przez pracownika własnoręczny podpis TW ps. Bolek”. Wszystkie informacje były następnie przepisywane na maszynie, w 4 lub więcej egzemplarzach do spraw obiektowych oraz do teczki pracy. W teczce pracy znajdowały się oryginalne dokumenty sporządzone przez pracownika oraz maszynopis z każdego spotkania.

Pełn. powoda okazuje świadkowi maszynopis notatki.

Świadek dalej: wyglądało to w ten sposób.

Na pytanie pełn. pozwanego, adw. Strzeleckiej: jak byłem na studiach, to o tym, że Lech Wałęsa to był TW „Bolek”, wiedzieli wszyscy moi koledzy z grupy na Akademii Spraw Wewnętrznych, jak i współpracownicy w MSW. Ja osobiście wiedziałem, że po 4 miesiącach Wałęsa zaczął się wycofywać i wiedziałem w związku z tym, znając jego charakter oraz zachowania na terenie stoczni, że żadnego podejścia do niego nie będzie, bo to nic nie da. Nie wiem, jak oceniały to inne środowiska.

Na pytanie pełn. pozwanego adw. Iwaniuk: sprawa obiektowa „Jesień 70” była prowadzona na wydarzenia grudniowe i do niej spływały informacje. Dokumentacyjnie prowadziłem to ja i do mnie z całej Służby spływały informacje, które umieszczałem w sprawie obiektowej, opisywałem je, osobiście prowadziłem kronikę całych wydarzeń grudniowych na Wybrzeżu i w efekcie ja osobiście tę sprawę złożyłem w archiwum. W naszym wydziale III w sekcji stoczniowej były prowadzone dwie sprawy obiektowe, tzn. sprawa obiektowa kryptonim „Arka”, która dot. Stoczni Gdańskiej im. Lenina i wszystkiego, co się działo na stoczni. Obejmowała również wszystkie źródła zatrudnione w stoczni, oceny tych źródeł i planowane przedsięwzięcia i ich wyniki. Druga sprawa kryptonim „Jesień 70” prowadzona była również w naszym wydziale i naszej sekcji z uwagi na to, że asumpt do wszystkich działań i protestów wychodził ze Stoczni Gdańskiej im. Lenina, przedstawiciele innych zakładów uzgadniali z Komitetem Strajkowym Stoczni Lenina swoje działania. Jak wcześniej mówiłem, każda istotna informacja uzyskana od źródła w okresie wydarzeń grudniowych oprócz teczki pracy źródła przekazywana była do sprawy obiektowej „Arka” i „jesień 70”. To samo dotyczyło informacji TW ps. „Bolek”.

Na pytanie pełn. pozwanego adw. Strzeleckiej „czy sprawy „Arka” oraz „Jesień 70” mogły być też przedmiotem zainteresowania Służb Bezpieczeństwa ZSRR?”.

Pełn. powoda wnosi o uchylenie tego pytania.

Pełn. pozwanego wskazuje, że jeśli tak było, to być może dokumenty te znajdowały się także w ZSRR.

Świadek na pytanie przewodniczącej: nie zetknąłem się w czasie pracy z sytuacją, abyśmy przekazywali dokumenty dot. „Arki” i „Jesień 70” do ZSRR.

Na pytanie pełn. powoda: w mojej obecności TW „Bolek” nie składał żadnego podpisu.

Na pytanie pełn. pozwanego: ja nie mam żadnych powodów, aby wątpić w autentyczność podpisu TW „Bolek” ani w to, że był to Lech Wałęsa.

[…]     

 

 

JESTEŚMY LUDŹMI IV RP Budowniczowie III RP HOŁD RUSKI 9 maja 1794 powieszeni zostali publicznie w Warszawie przywódcy Targowicy skazani na karę śmierci przez sąd kryminalny: biskup inflancki Józef Kossakowski, hetman wielki koronny Piotr Ożarowski, marszałek Rady Nieustającej Józef Ankwicz, hetman polny litewski Józef Zabiełło. Z cyklu: Autorytety moralne. В победе бессмертных идей коммунизма Мы видим грядущее нашей страны. Z cyklu: Cyngle.Сквозь грозы сияло нам солнце свободы, И Ленин великий нам путь озарил Wkrótce kolejni. Mamy duży zapas.

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (4)

Inne tematy w dziale Kultura