Publikacje Gazety Polskiej Publikacje Gazety Polskiej
2077
BLOG

PRZEPRASZAM, CZY TU CENZURUJĄ?

Publikacje Gazety Polskiej Publikacje Gazety Polskiej Polityka Obserwuj notkę 11

Czy można jakoś nazwać swoistą chorobę, która dolega takim miastom jak Opole? Z pozoru wszystko wydaje się w porządku. Nie gdzie indziej jak tutaj właśnie powstała idea ogólnopolskiego Narodowego Dnia Pamięci Żołnierzy Wyklętych. Mało? Wręcz przeciwnie! Tylko dlaczego poglądów, pod którymi pewnie podpisaliby się „Łupaszko”, „Rój” czy „Ponury”, wielu opolan wydaje się dzisiaj po prostu wstydzić?

Chłodny, słoneczny dzień w sercu Opola. Centrum miasta wolne od gorączkowego ruchu, właściwego dużym aglomeracjom. Nie senne, ale też bez przesadnego wigoru. Taksówkarz odwraca się do tyłu z szerokim uśmiechem. – Czy opolski ratusz panu czegoś nie przypomina? – daje mi szansę błysnąć znajomością świata. Patrzę i szukam w pamięci. – Włochy, Włochy... – mruczy, podpowiadając kierowca. – Florencja? – zastanawiam się niepewnie, ale widzę już, że taksówkarz rozpromieniony patrzy na mnie z rosnącym szacunkiem. Postanawiam pójść za ciosem: – O awanturze po spotkaniu w III liceum pan słyszał? – dochodzę niby to od niechcenia. I zaraz wyjaśniam, że chodzi o histeryczne teksty w miejscowej „Wyborczej” po spotkaniu z autorem dokumentu „List z Polski”. – A film był o tragedii 10 kwietnia i o tym, że może Rosjanom nie było obojętne, jak skończy się lot naszego prezydenta – dodaję. Taksówkarz spogląda jakby mniej życzliwie. Milknie, skupiony na niewielkim korku w drodze do hotelu. – Wie pan, ja o polityce to wolę nie rozmawiać – wyjaśnia. No cóż, myślę, Opole – Opolem, ale nie wszystko przecież musi mi pójść tutaj koncertowo.

Praktyki polityczne PRL

Dziwne to miasto. Polakom znane z festiwali polskiej piosenki, miejscowym z nocnych eskapad gwiazd rodzimego show-biznesu, nie tylko zresztą pachnących skandalem. Spacerując po opolskiej starówce, przypominam sobie czasy, gdy w 1981 r. w Opolu przecież wzruszającą pieśń „Żeby Polska była Polską” śpiewał młody Jan Pietrzak. Słyszałem wtedy, że wieczorem nieco mniej dysponowani artyści na tę samą nutę wyśpiewywali inne słowa: „I ruszała wiara w pole, z niekłamaną elegancją, żeby Francja była Francją”. Żarty żartami, a wspaniałe przesłanie Pana Jana o naszej Polsce jakby wciąż aktualne.

Dziwne miasto. Chcą nazwać rozbudowywaną bibliotekę miejską imieniem Jana Pawła II. Wydawałoby się, że trudno o wspanialszego patrona – wielki człowiek, wielki Polak, poeta... A jednak do miejscowej „Wyborczej” (nawet w Opolu już chyba nie wierzą w przypadki?) nadesłano list, że może jednak inny patron, że może ten niekoniecznie...

Miasto osobliwe, choć podobnych przypadków rozdwojenia mamy w kraju pewnie całkiem dużo. Bo choćby fakt, że sporo udziałów w miejscowej gazecie, „Nowej Trybunie Opolskiej”, ma miejscowa „Solidarność”. A tymczasem gazeta nie kryje się w kampanii wyborczej z otwartym poparciem dla postkomunistów. Nowy sojusz na polskiej mapie? Może raczej na mapie opolskiej?

Miasto Ryszarda i Jerzego Kowalczyków. Dzielnych ludzi, którzy 40 lat temu nie bali się zaprotestować przeciwko zbrodniom komunistycznej władzy na Wybrzeżu w Grudniu’70. Wysadzili w powietrze aulę miejscowej Wyższej Szkoły Pedagogicznej. Nikomu nic się nie stało – bracia dostali odpowiednio: Jerzy – karę śmierci (zamienioną potem na 25 lat), Ryszard – 25 lat więzienia. Dodajmy, w auli następnego dnia, 7 października, miała odbyć się uroczysta akademia z okazji święta Milicji Obywatelskiej i Służby Bezpieczeństwa. Dzisiaj przed tą samą odbudowaną i zmodernizowaną aulą wisi pamiątkowa tablica. To już nie WSP, lecz Uniwersytet Opolski. Pod tablicę idę z Ryszardem Szramem, szefem opolskiego klubu „Gazety Polskiej”. – Niech pan przeczyta tę dziwną formułkę – wskazuje z przekornym uśmiechem miejsce, w którym na tablicy odnotowano czyn braci Kowalczyków. Czytam, że podłożenie bomby w 1971 r. było „protestem przeciwko praktykom politycznym w PRL”. Wiesław Ukleja, legendarny opozycjonista dziś aktywnie działający w Opolskim Stowarzyszeniu Pamięci Narodowej (OSPN), jest twórcą dosadnego określenia na temat opolskiego uniwersytetu – „Czerwona Sorbona”. Czytam więc i się nie dziwię. – Razem z OSPN zaproponowaliśmy, by napis o Kowalczykach był zupełnie inny, jednoznaczny – wyjaśnia Stanisław Tomczyk, szef uniwersyteckiej „Solidarności”. Efekt? Senat uczelni przegłosował propozycję negatywnie.

10 marca ten sam senat przyznał doktorat honoris causa Lechowi Wałęsie. Już choćby za ostatnie wypowiedzi o Smoleńsku można by mieć wątpliwości co do humanizmu wyróżnionego. – W czasie wyborów do Parlamentu Europejskiego chcieliśmy w ramach „Wszechnicy Solidarności” zrobić spotkanie z prof. Ryszardem Legutko. Szefowa Instytutu Nauk Politycznych odmówiła, argumentując, że na uczelni nie ma miejsca na politykę. Kilka dni później odbyły się spotkania z Magdaleną Środą i Jolantą Kwaśniewską – Stanisław Tomczyk wzrusza tylko ramionami. – Wie pan, w Opolu po prostu jedni są politykami, a inni ciekawymi ludźmi.

Pamiętając o tym, nie powinienem też się dziwić opowieści byłego wiceprezydenta miasta Arkadiusza Karbowiaka, inicjatora ogólnopolskiego święta Żołnierzy Wyklętych. W rozmowie wspomina trudności, jakie napotkał parę lat temu, usiłując zmienić nazwę jednego z opolskich osiedli. – Nosiło imię Związku Walki Młodych, a my postanowiliśmy zmienić je na Armii Krajowej. Okazało się, że mieszkańcy nie wyrażają zgody – wspomina. Czy to możliwe, by w Opolu był tak silny sentyment do komunistycznej przeszłości? Tak bardzo, że trzy literki z komunistycznego skrótowca mogą okazać się droższe niż dwie, które powinny dumą napawać każdego Polaka? – Musi pan zrozumieć, że w Opolu wciąż wiele osób czuje emocjonalny związek z poprzednim systemem – wyjaśnia Karbowiak. – Do tego dochodzą powiązania rodzinne i zawodowe, wspólna praca w wojsku, milicji albo aparacie partyjnym. Takie miasto.

Świetna robota w mieście nomenklatury

Rozmawiam z Patrykiem Jakim. Chociaż z Opola wyjeżdżam następnego dnia w „daleki świat”, trochę nieracjonalnie cieszę się, że to on jest jednym z tych, którzy zostają na placówce. Młody, przystojny, błyskotliwy. Pracuje jako szef klubu radnych PiS. W rankingu „Nowej Trybuny Opolskiej” został najlepszym miejskim radnym 2010 r. Ma wszelkie dane, by zwalczać szkodliwy i głupi stereotyp pisowca. Zwłaszcza w mieście, gdzie wciąż tylu wyborcom udało się wmówić, że prawica to nawiedzone oszołomy. – SLD rządziło Opolem przez 10 lat, teraz od ośmiu rządzi Platforma – wylicza Jaki. I przypomina głośną przed dziesięciu laty sprawę opolskiej „ośmiornicy”. Dawny prezydent Opola i przewodniczący rady miasta za łapówki siedzą do dzisiaj. Leszek Pogan, Piotr Synowiec, Piotr Kumiec, Stanisław Dolata, Remigiusz Promny – warto zapamiętać te nazwiska. Oby nie stało się tak, że za parę lat wrócą, licząc na krótką pamięć opolskich wyborców i wmawiając im, że łapówki przyjmowali... dla dobra miasta i jego mieszkańców. – Pomimo takiej przeszłości postkomuniści osiągają tu wciąż wynik na poziomie 20 proc. – irytuje się młody radny. – Czy to ma jakiś sens? Z rozmowy z Patrykiem Jakim wnioskuję, że niestety ma. Nie tylko sens, również bardzo poważne przyczyny. Opole to nie jest miasto przemysłu, nie ma tu zróżnicowanych środowisk, żadnego kotła ludzi z różnych stron. Największymi pracodawcami są instytucje – urzędy takie jak wojewódzki czy ratusz, uniwersytet, szpitale. Duchowy klimat „Czerwonej Sorbony” też robi swoje. W Opolu notuje się największą liczbę studentów w stosunku do liczby mieszkańców ze wszystkich polskich miast. A oddziaływanie ideowe miejscowej uczelni, jakie jest – każdy chyba widzi. – Stąd taki wilczy pęd wielu młodych ludzi, studentów, kto będzie bardziej antypisowski, kto bardziej antysmoleński – śmieje się Jaki, sam absolwent WNS na Uniwersytecie Wrocławskim.

Z takiego, pewnie, wilczego pędu wynika sytuacja, jaka miała miejsce w III opolskim liceum. – To i tak wyjątkowa szkoła na tle innych w mieście – przyznaje Ryszard Szram. Właśnie w niej opolski klub „Gazety Polskiej” zorganizował projekcję „Listu z Polski” i spotkanie z twórcą filmu Mariuszem Pilisem. Zdaniem „Wyborczej”, zebrała się „pełna aula wyznawców teorii o zamachu”. Histeria wiernych uczniów mistrza z Czerskiej była na tyle silna, że zaczęły „pisać się” listy od oburzonych rodziców, a „proszący o anonimowość” uczniowie kajali się, przyznając, że film był nudny i niezrozumiały, a oni zmuszeni do oglądania przez dyrekcję. Siedząc w kawiarni na spotkaniu z grupą osób z klubu „GP”, odnotowuję ze smutkiem efekty tej akcji. Co prawda wicedyrektor trójki Marek Białokur, o którymi mi opowiadają, „to porządny facet”, ale „wolałby o tej sprawie nie rozmawiać, najlepiej gdyby przycichła, bo może coś jeszcze uda się zrobić”. Rozmawiać nie chce pan Białokur, niczego do powiedzenia nie ma też („chyba, że niesłużbowo”) dyrektor liceum Joanna Raźniewska. – Dla mnie ta sprawa nie żyje, nie istnieje, a w szkole nie ma i tak miejsca na politykę – słyszę przez telefon. Taka argumentacja wcale mnie już nie zaskakuje, jedynie coś natarczywie przypomina... I tylko dla porządku podaję, że 23 marca w tym samym liceum miało odbyć się spotkanie z Rafałem Ziemkiewiczem. Rzecz jasna, nie odbędzie się – jeżeli w ogóle, to na uniwersytecie i raczej w formule zamkniętej. No jasne, taki oszołom w Opolu? Czego się tej ekstremie zachciewa! To może jeszcze następny miałby być Sakiewicz?!

Prawica po opolsku

Znów spaceruję po Opolu i spoglądam w mijane twarze. Rzeczywiście, sporo tu roześmianych, z pozoru beztroskich młodych ludzi. Jak wielu z nich przyjedzie za parę tygodni do Warszawy, 10 kwietnia, i pójdzie na Krakowskie Przedmieście? Którzy i dlaczego przeżyją inaczej ten dzień? Z pozoru tylko nachalne pytania. Pewnie, że nie przekreślam nikogo, kto tego dnia po prostu nie zauważy. Ale jednak czuję, jak powiększa się dystans między mną a takimi właśnie ludźmi. Od 10 kwietnia ubiegłego roku powiększa się coraz bardziej...

„Kto bardziej antypisowski, kto bardziej antysmoleński” – brzmią mi w uszach słowa Patryka Jakiego, gdy wchodzę na spotkanie do „Niezależnej Gazety Opolskiej”. I zaraz wpadam w lepszy nastrój. Bo co, jeśli nie takie przedsięwzięcia mają szansę przebić się z przekazem, wyjaśnić, pokazać, jak jest naprawdę? Pomysł Tomasza Kwiatka (przez osiem ostatnich lat jednego z najbardziej aktywnych opolskich radnych). Wykonanie – grupa młodych entuzjastów i wolontariuszy, przed którymi jeszcze sporo pracy, ale którym energii na pewno nie brakuje. Razem założyli portal, który ma zmienić miasto. Na razie siedzą w niewielkim pokoju, dzielonym ze stowarzyszeniem Stop Korupcji. Ale rozmawiając z wieloma ludźmi w Opolu, przekonuję się, że na prawicy nikt nie ma tutaj wątpliwości: niezależna gazeta wraz z klubem „Gazety Polskiej” robią to, co potocznie nazywane jest „świetną robotą”.

– O dziurach w drodze i zepsutej sygnalizacji świetlnej pisać nie zamierzamy – mówi historyk Grzegorz Bieniarz, szef NGO. Wie, że czytelników internetowego medium interesuje głównie polityka i historia. Notują już około tysiąca odwiedzin dziennie i starają się temu zainteresowaniu sprostać. – Nasz rekord to siedem tekstów tego samego dnia – chwalą się. Mieli też swoje prawdziwe wyzwania. Pierwszym była wywołana przez „Wyborczą” „afera” III LO i film Mariusza Pilisa. – Dziennikarze z „Wyborczej” dopiero wtedy nas „zauważyli”, ale potem i tak zaczęli ignorować, jakbyśmy nie istnieli – dodaje Bieniarz. Jego gazeta jako pierwsza i jedyna w Opolu podjęła też temat prof. Borysa Lepieszko, jednego z ideologów reżimu Łukaszenki, gościnnie wykładającego na Uniwersytecie Opolskim. – Oburzyło mnie to – przyznaje wprost Aleksiej Kontar, białoruski uchodźca polityczny, który mieszka w Opolu. Doskonale wie, jak działa białoruska władza. Gdy skończył równo 18 lat, Łukaszenka kazał go wsadzić na dwa miesiące do więzienia za przynależność do antyrządowego ruchu „Żubr”.

Jeszcze tylko uroczystość ku czci Żołnierzy Wyklętych, spotkanie z Ryszardem Kowalczykiem i czas powoli żegnać Opole. Z jakim przesłaniem będę stąd wyjeżdżać? Wierzę, że uda się młodym ludziom kiedyś odmienić to miasto. Jeśli to niemożliwe po 20 latach wolnej Polski, to może za kolejne 10 w Opolu nie trzeba będzie kątem i jakby wstydliwie organizować spotkań z publicystami, filmowcami, politykami, którzy nie leżeli plackiem przed Wałęsą, nie chlubili się Bartoszewskim i nie cytowali do śniadania Michnika. Może taksówkarz zechce normalnie, z zachowaniem własnych racji, pogadać „o polityce”, a panią dyrektor jednak będzie obchodzić nagonka na inaczej myślących? Może...

Patrząc na grupkę młodych ludzi, grzejących się w słońcu na schodach przy tylnej ścianie ratusza, próbuję to wszystko zrozumieć. „Bóg – Honor – Ojczyzna”, tablica takiej treści za plecami tych młodych. A oni, czy tu i teraz, w tym i takim Opolu, przywiązują do tego napisu jeszcze w ogóle jakieś znaczenie?

 

Rafał Kotomski

 

JESTEŚMY LUDŹMI IV RP Budowniczowie III RP HOŁD RUSKI 9 maja 1794 powieszeni zostali publicznie w Warszawie przywódcy Targowicy skazani na karę śmierci przez sąd kryminalny: biskup inflancki Józef Kossakowski, hetman wielki koronny Piotr Ożarowski, marszałek Rady Nieustającej Józef Ankwicz, hetman polny litewski Józef Zabiełło. Z cyklu: Autorytety moralne. В победе бессмертных идей коммунизма Мы видим грядущее нашей страны. Z cyklu: Cyngle.Сквозь грозы сияло нам солнце свободы, И Ленин великий нам путь озарил Wkrótce kolejni. Mamy duży zapas.

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (11)

Inne tematy w dziale Polityka