Publikacje Gazety Polskiej Publikacje Gazety Polskiej
5008
BLOG

GAZOWY CUD NAD WISŁĄ

Publikacje Gazety Polskiej Publikacje Gazety Polskiej Polityka Obserwuj notkę 2

 Polska stała się mocarstwem energetycznym. Amerykanie ogłosili, że mamy największe zasoby gazu w Europie. Warte są one 2 000 000 000 000 dolarów. W przyszłości będziemy nie tylko samowystarczalni, ale możemy na sprzedaży gazu z łupków zarabiać. Aż strach pomyśleć, że rok temu rząd chciał uzależnić nasz kraj na długie lata od rosyjskich dostaw. Głównym przeciwnikiem był wówczas prezydent Lech Kaczyński, który zginął, gdy Moskwa próbowała jeszcze utrzymać Polskę na gazowej smyczy.

Na początku kwietnia tego roku amerykańska Agencja Informacji Energetycznej ujawniła, że Polska jest największym posiadaczem gazu naturalnego w Europie. Według niej możliwe do eksploatacji złoża gazu łupkowego w Polsce sięgają  5,3 bln m sześc. Zasoby te wystarczyłyby na blisko 400 lat obecnego zapotrzebowania. 

Boom łupkowy

W ostatniej dekadzie dokonała się rewolucja w surowcach energetycznych. Wydobycie gazu łupkowego w Stanach Zjednoczonych wzrosło ponad 12-krotnie. Nowa technologia i zasoby odkryte w skałach doprowadziły Stany do samowystarczalności. W 2009 r. wydobycie zbliżyło się do 0,6 bln m sześc. i USA wyprzedziły Rosję, stając się światowym liderem. Tempo wzrostu wydobycia gazu łupkowego i rozpoznanie jego zasobów prowadzą do szybkiego wzrostu podaży gazu, co zbija jego ceny. 

Od dwóch lat na rynkach światowych nastąpił „gazowy zalew”. Moce przesyłowe znacznie przekraczają popyt na ten surowiec. W ubiegłym roku ten nadmiar wyniósł 200 mld m sześc. Tymczasem polski konsument jedyne zmiany, jakie odczuwa, to rosnące rachunki za gaz. Światowe zasoby gazu łupkowego możliwego już dziś do eksploatacji wynoszą 187 bln m sześc., a największym jego posiadaczem są Chiny, które mają go 36 bln m sześc. O połowę mniej ma Europa, ale i tak są to zasoby ponad 3-krotnie większe od gazu ziemnego. Nic dziwnego, że amerykańskie firmy, które zdobyły doświadczenie na rodzimym rynku, ruszyły na podbój innych kontynentów. W Europie największym wzięciem cieszy się Polska. Takie zainteresowanie nie mogło ujść uwadze naszego drogiego dostawcy – Gazpromu

Bitwa o Polskę 

Doniesienia o gazie łupkowym brzmiały w Moskwie jak dzwon na trwogę. Rosjanie już od dawna byli świadomi, że gaz z niekonwencjonalnych złóż może radykalnie zmienić światowy rynek energetyczny i zachwiać ich pozycją. Najbardziej zażarta bitwa o wpływy miała rozegrać się właśnie w Polsce. Do końca 2009 r. Ministerstwo Ochrony Środowiska wydało ponad 40 koncesji na prowadzenie badań. Wszyscy domyślali się, że mamy znaczne zasoby gazu łupkowego, ale wciąż były one niezbadane i trudno było określić możliwości eksploatacji. Teren poszukiwań miał objąć blisko 1/8 powierzchni Polski. Zdaniem geologów najbardziej obiecujący jest pas ciągnący się od Słupska i Gdańska przez okolice Płocka i Warszawy aż po Lubelszczyznę. Już dwa lata temu ostrożne szacunki ekspertów firmy Wood Mackenzie mówiły o 1,4 bln m sześc. gazu łupkowego w Polsce. Bardziej optymistyczne szacunki firmy Advenced Resources International mówiły o 3 bln m sześc. Przy rocznym zużyciu wielkości 14 mld m sześc. były to zasoby gigantyczne. Równie pieczołowicie, jak koncerny amerykańskie i międzynarodowe, do bitwy o Polskę przygotowywał się Gazprom. Projekty eksploatacji gazu niekonwencjonalnego w naszym kraju nie tylko godziły bezpośrednio w interesy rosyjskiego superkoncernu, ale mogły też prowadzić do generalnego spadku cen gazu. Gazprom tracił perspektywę ogromnych zysków, a Rosja pozycję dominującą w środkowej Europie. Gra toczyła się więc nie tylko o dziesiątki miliardów dolarów, ale także o wpływy i dominację. Aby zachować na dłuższą metę swoją pozycje w Polsce, Gazprom musiałby zablokować lub przynajmniej opóźnić badania nad gazem łupkowym. Najprostszym sposobem osiągnięcia tego było zawarcie nowej umowy gazowej, która pokrywałaby na wiele lat do przodu całe zapotrzebowanie Polski. Takie porozumienie z pewnością opóźniłoby kosztowne inwestycje w gaz łupkowy, gdyż stałby się on po prostu zbyteczny. Co więcej, umowa taka podważałaby sens ekonomiczny budowy gazoportu w Świnoujściu, który był dla Rosjan cierniem w stopie.

Bieg z przeszkodami 

Gazprom miał świadomość narastającego zagrożenia i zdawał sobie sprawę, że czasu na działanie ma bardzo mało. Na przełomie lat 2008/9 wybuchł rosyjsko-ukraiński spór gazowy i Moskwa wstrzymała dostawy gazu na Ukrainę. Z pośrednictwa w handlu tym surowcem usunięto wówczas spółkę RosUkrEnergo, która była również dostawcą części gazu do Polski. Pojawiła się potrzeba uzyskania dodatkowych dostaw. W końcu stycznia premier Donald Tusk spotkał się w Davos z premierem Rosji Władimirem Putinem i usłyszał zapewnienie, że luka gazowa zostanie uzupełniona przez Gazprom. W marcu minister transportu Rosji Igor Lewitin potwierdził, że Gazprom jest gotów dostarczyć Polsce dodatkowe ilości gazu, ale postawił warunek: podpisanie aneksu do umowy międzyrządowej z 1993 r. Wicepremier i minister gospodarki Waldemar Pawlak otrzymał instrukcje negocjacyjne od rządu i rozpoczął rozmowy. Początek negocjacji był optymistyczny. Polscy przedstawiciele liczyli, że porozumienie będzie gotowe w połowie 2009 r. Uważali, że Rosjanie nie będą się długo targować, bo Gazprom miał w tym okresie duże problemy ze sprzedażą swojego gazu, a Polska chciała kupować więcej i zawsze dobrze płaciła. Szybko rozmowy zaczęły się jednak komplikować. Kiedy Polacy rozesłali do zachodnich firm zapytanie o możliwość odkupienia ich nadwyżek gazu, okazało się, że na taką transakcję Moskwa się nie zgadza. W lipcu Gazprom wyłożył karty na stół. Jako warunek zwiększenia dostaw oczekiwał m.in. rezygnacji z budowy terminala w Świnoujściu i …. przedłużenia umowy na dostawy gazu do 2037 r. Taki długofalowy kontrakt byłby niezwykle korzystny dla dostawcy gazu i nie można się dziwić, że Rosjanie umieścili go na swojej liście marzeń. Oferta Gazpromu przedstawiona Polsce trafiła do Biura Bezpieczeństwa Narodowego, a stamtąd do Kancelarii Prezydenta. Warunki proponowane przez Gazprom zaniepokoiły Lecha Kaczyńskiego. Już w lipcu 2009 r. prezydent wystąpił do Ministerstwa Gospodarki z zapytaniem o instrukcje negocjacyjne dla polskich urzędników. Na tym tle doszło do kolejnego spięcia między prezydentem a rządem, który nie chciał wtajemniczać w te negocjacje głowy państwa.

Gazowe Westerplatte 

Przyśpieszenie w sprawie gazowej nastąpiło po osobistym spotkaniu w cztery oczy Donalda Tuska z Władimirem Putinem. We wrześniu 2009 r. rosyjski premier pojawił się na Westerplatte z okazji 70. rocznicy wybuchu wojny. W trakcie uroczystości musiał wysłuchać cierpkich słów prezydenta Kaczyńskiego, który przypomniał mu wymordowanie przez Sowietów polskich oficerów w Katyniu wiosną 1940 r. Według prezydenta wyrok ten „miał być zemstą za rok 1920, za to, że Polska zdołała wtedy odeprzeć agresję”. Władimir Putin przyjechał do Polski nie tylko na uroczystości, ale i w ważnych interesach. Jeszcze przed oficjałką rano premierzy Polski i Rosji rozmawiali spacerując po sopockim molo. Potem dyskutowali w hotelu Sheraton. Jednym z głównych tematów były dodatkowe dostawy gazu. Szef rosyjskiego rządu powtórzył propozycję, żeby przedłużyć umowę polsko-rosyjską, która miała obowiązywać do 2022 r., jeszcze o 15 lat. Gra toczyła się o astronomiczne kwoty. Wartość dostaw objętych taką umową wynosiłaby około 100 mld dolarów. Faktycznie była jeszcze wyższa, gdyż blokując badania gazu łupkowego, umowa pomagałaby utrzymać ceny gazu na poziomie pożądanym przez rosyjski superkoncern. Po rozmowach premier Tusk stwierdził, że był to „kolejny krok do budowania wzajemnego zrozumienia” i że relacje gospodarcze polsko-rosyjskie są lepsze niż kiedykolwiek. „Gaz w relacjach polsko-rosyjskich nie może być i nie powinien być przedmiotem polityki, a wyłącznie dobrze pojętego wspólnego interesu; to oznacza, że jest szansa na rychłe zakończenie negocjacji i podpisanie kontraktu gazowego” – oświadczył Tusk. Premier uważał, że rozmowy w sprawie kontraktu gazowego powinny zakończyć się jeszcze jesienią. Również premier Rosji liczył na rychłe zakończenie rozmów. Po uzgodnieniach między premierami rozmowy firm potoczyły się już bardzo szybko. W październiku Gazprom i Polskie Górnictwo Naftowe i Gazownictwo (PGNiG) ustaliły w Moskwie zwiększenie dostaw z równoczesnym przedłużeniem kontraktu do 2037 r. Formuła cenowa, która od dawna była krytykowana jako niekorzystna dla Polski, miała pozostać niezmieniona. Co charakterystyczne, pokojowa wizyta Putina w Gdańsku w rocznicę wybuchu II wojny światowej poprzedziła największe od zimnej wojny manewry wojskowe przy naszej wschodniej granicy. Ćwiczenia „Zapad 2009” odbywały się w szczególnym dla nas okresie, bo w rocznicę agresji sowieckiej na Polskę. Połączone siły rosyjsko-białoruskie ćwiczyły odparcie uderzania wojsk polskich. Manewry te zrobiły takie wrażenie na rządzie, że minister spraw zagranicznych zorganizował wspólny protest naszego sojuszu przeciw takim ćwiczeniom. Nawet one nie zaszkodziły jednak negocjacjom gazowym.

Cyrograf gazowy

Wydawało się, że kontrakt stulecia zostanie zawarty w ekspresowym tempie. Początkowo zapowiadano, że umowa będzie podpisana już w listopadzie. Potem termin musiał być jednak wielokrotnie przesuwany. Głównym powodem były ostre protesty opozycji. Wiceprzewodnicząca PiS Aleksandra Natalli-Świat ostrzegała w sejmie, że rząd chce uzależnić Polskę od jednego dostawcy, który wykorzystuje surowce energetyczne jako narzędzia swojej polityki zagranicznej. Opozycja twierdziła, że wynegocjowana cena gazu i warunki umowy są dla Polski wyjątkowo niekorzystne. Rząd zdawał się jednak nie przejmować tą krytyką i zamiast prowadzić jałową dyskusję z opozycją, przekonywał całe społeczeństwo, że bez nowej umowy grozi nam zastój w przemyśle i mróz w domach. Główną przeszkodą w realizacji tego intratnego interesu był prezydent i jego współpracownicy. Lech Kaczyński uważał, że umowa ta uzależni całkowicie Polskę od dostaw z Rosji i zwracał uwagę, że jej podpisanie uczyni ekonomicznie nieopłacalną budowę gazoportu w Świnoujściu, który był jego oczkiem w głowie. W grudniu Kancelaria Prezydenta zgłosiła oficjalnie sprzeciw wobec nowej umowy gazowej. Przedstawiciele rządu ani PGNiG nie zrażali się jednak tym, że prezydent rzuca im kłody pod nogi. W styczniu 2010 r. sfinalizowali negocjacje w Moskwie, uzgadniając zwiększenie dostaw gazu do 10,2 mld m sześc. rocznie i przedłużenie kontraktu o 15 lat. Porozumienie zostało 10 lutego zatwierdzone przez rząd. 1 marca wicepremier Pawlak został upoważniony do podpisania umowy z Rosją. Obie strony spieszyły się, bo właśnie w tym czasie Parlament Europejski kończył prace nad rozporządzeniem o bezpieczeństwie dostaw gazu, które miało zmniejszyć zależność państw Unii Europejskiej od dostaw z Gazpromu. Równocześnie w Polsce trwały poszukiwania i badania zasobów gazu niekonwencjonalnego. Rosjanie zdawali sobie sprawę, że jeśli nie podpiszą umowy szybko, to nie uda się jej zawrzeć już nigdy. Fundamentalny spór między rządem a prezydentem ujawnił się 26 marca 2010 r. na seminarium dotyczącym polsko-rosyjskiej umowy gazowej, które zostało zorganizowane w Belwederze pod auspicjami szefa Kancelarii Prezydenta Władysława Stasiaka. Doradca Lecha Kaczyńskiego do spraw bezpieczeństwa energetycznego Piotr Naimski przedstawił tam analizę, w której ocenił negocjacje gazowe jako „przegraną Polski z Rosjanami zero do siedmiu”. Naimski oceniał, że w parafowanej już przez rząd umowie Polska „przegrała swój interes narodowy”. Stało się oczywiste, że na przyzwolenie prezydenta na zawarcie kontraktu rząd liczyć nie może. Stumiliardowy kontrakt gazowy, a zwłaszcza wydłużenie umowy do 2037 r. było też przedmiotem żywej dyskusji w internecie. Temperaturę publicznej debaty odzwierciedlają wpisy pod informacjami o seminarium w Belwederze. Można tam było przeczytać o „wziątkach”, czyli łapówkach, jakie przy okazji kontraktu rzekomo mieliby brać negocjatorzy, jak i o „czerwonej agenturze”, która jakoby nadal kontrolowała państwo polskie. Niejaki „Szary obywatel” na portalu Onet.pl. napisał: „Tym razem śmierdzi zdradą. Świadomie niszczą Polaków pod dyktat rosyjskich korporacji”. Przeciwnego zdania był „Pisiulog”, który twierdził, że to rusofobia prezydenta PiS i jego nieudolnej, zakompleksionej i niekompetentnej ekipy przyczyniła się do miliardowych strat w handlu z Rosją. „Wiktor z Krakowa” grzmiał zaś po prostu: „Zdrada!!!!!!!!!!”. 

Nie po to, aby żyć

W tym okresie sprawa naszych zasobów gazowych nabierała powoli międzynarodowego rozgłosu. Wydobyciem gazu w Polsce zaczynały się interesować zachodnie i rosyjskie media. W przededniu kwietniowych uroczystości w Katyniu dziennik „Kommiersant” przyznał, że projekty dotyczące wydobycia gazu łupkowego w Polsce mogą być poważnym zagrożeniem dla Gazpromu. Po rozmowach w Katyniu 7 kwietnia premier Rosji poinformował, że umówił się z premierem Tuskiem na długoterminowe dostawy rosyjskiego gazu do Polski i zapowiedział szybkie podpisanie umowy. Donald Tusk dodał, że kierunek współpracy polsko-rosyjskiej, jaki przyjęli wspólnie z Putinem, ma „głęboki sens”. W dwa dni później, 9 kwietnia, w obecności prezydenta Rosji uroczyście zainaugurowano budowę podmorskiej części gazociągu północnego, który omijając Polskę i kraje Europy Środkowej, miał dostarczać rosyjski gaz bezpośrednio do Niemiec i na Zachód. Zdecydowanym przeciwnikiem tego projektu była od początku Polska. W trzy dni później, 10 kwietnia rano, podstawowa przeszkoda w zawarciu kontraktu stulecia znikła. W katastrofie smoleńskiej zginął nie tylko prezydent, ale i główni zwolennicy uniezależnienia się Polski od dostaw z Rosji. Zauważył to zaraz po katastrofie Andrzej Kublik z „Gazety Wyborczej” pisząc, że „Bezpieczeństwo energetyczne było niewątpliwie jednym z filarów politycznej działalności prezydenta Kaczyńskiego” i że w katastrofie smoleńskiej „ze sceny politycznej odeszli najgłośniejsi zwolennicy zapewnienia Polsce dostaw gazu i ropy z różnych źródeł”. Wśród ofiar katastrofy byli szef Kancelarii Prezydenta Władysław Stasiak, szef Biura Bezpieczeństwa Narodowego Aleksander Szczygło, posłanki Grażyna Gęsicka i Aleksandra Natalli-Świat. W międzynarodowych inicjatywach prezydenta dotyczących bezpieczeństwa energetycznego wiodącą rolę odgrywał minister Mariusz Handzlik. Bezpieczeństwem energetycznym zajmował się też szef Sztabu Generalnego gen. Franciszek Gągor, który występował w ramach NATO o przeciwstawienie się zagrożeniom wynikającym z wykorzystywania surowców energetycznych jako broni w konfliktach międzynarodowych. Wszyscy ci zwolennicy energetycznej niezależności Polski zginęli pod Smoleńskiem. Gdy tylko obeschły łzy po pogrzebach wicepremier Waldemar Pawlak zapowiedział, że umowa gazowa zostanie podpisana lada dzień. Negocjatorzy sugerowali, że podpisanie umowy jest sprawą niezwykle pilną, bo Polsce grozi brak gazu. Podpisanie umowy musiało jednak zostać znów odroczone. Powodem były zastrzeżenia ze strony Komisji Europejskiej. Wicepremier Pawlak negocjował bowiem umowę gazową z Rosją bez uzgodnień z Unią i wbrew jej polityce energetycznej. Mimo wielu nacisków i prób obejścia sprzeciwu Brukseli przedstawiciele Unii okazali się nieugięci. Walczyli z Rosją o interesy Polski mimo niechęci do nich przedstawicieli polskiego rządu. W ostatnim etapie negocjacji przedstawiciele Komisji Europejskiej brali bezpośredni udział „stojąc w nich po polskiej stronie”. W tym czasie trwały badania zasobów gazu łupkowego, które przybliżały nas do roli gazowego mocarstwa. Mimo to rząd zdawał się być zdeterminowany zawrzeć umowę, która miała uzależnić nas na pokolenie od dostaw rosyjskiego gazu.

 Jesienne przesilenie

We wrześniu znów doszło do burzliwej dyskusji na temat kontraktu gazowego w polskim parlamencie. Zdaniem Jarosława Kaczyńskiego, długookresowa umowa z Rosją jest szkodliwa politycznie oraz ekonomiczne. Umowy osobiście bronił premier Donald Tusk, twierdząc, że nowe porozumienie z Rosją „gwarantuje długoterminowe bezpieczeństwo gazowe kraju na dobrych i stosunkowo korzystnych warunkach finansowych”. Jednak w październiku główny negocjator wicepremier Pawlak nagle stwierdził, że ze względu na „wątpliwości i wrzaski” umowa gazowa z Rosją może nie zostać przedłużona. Można by odnieść wrażenie, że podpisanie kontraktu zostało zablokowane przez kogoś znacznie silniejszego niż ten, kto złożył nam wcześniej tę „propozycję nie do odrzucenia”. Pod krzyżowym ogniem ze strony opozycji, Komisji Europejskiej i niektórych ministrów własnego rządu kontrakt stulecia padł. Rząd nie podał żadnego uzasadnienia tej chwalebnej decyzji. Z Rosją zawarto umowę jedynie na dostawy do 2022 r. brakujących nam ilości gazu. Podpisany 29 października 2010 r. aneks do umowy gazowej budził nadal liczne wątpliwości, ale jego wartość była już sześciokrotnie niższa, niż wcześniej planowano. Powodów rezygnacji z forsowanego wcześniej przez rząd przedłużenia o 15 lat umowy nie podano. Po podpisaniu aneksu wicepremier Rosji Igor Sieczin powiedział tylko, że „Energetyka może być lokomotywą współpracy Polski z Rosją”.

 Jasny przedmiot pożądania

Wartość naszych zasobów gazu łupkowego według Amerykanów to blisko dwa bln dolarów. Aby takie bogactwo wydobyć z ziemi, potrzeba dziesiątek albo setek miliardów dolarów inwestycji i transferu najnowocześniejszej technologii. Za takimi strategicznymi inwestycjami idzie ochrona tych interesów przez służby dyplomatyczne, polityczne, informacyjne, jawne i tajne. Dzięki newralgicznemu położeniu i strategicznym zasobom możemy stać się regionalnym mocarstwem. Tylko od nas zależy, czy wykorzystamy tę szansę, czy też stracimy wszystko w domowych sporach i na skutek wrogiego sabotażu. Gazprom zapewne będzie jeszcze podejmował różne działania, aby opóźnić eksploatację naszych bogactw i utrzymać Polskę w zależności od swoich dostaw. Broń energetyczna używana była wielokrotnie od upadku Związku Sowieckiego do dyscyplinowania byłych republik związkowych i krajów satelickich. Jednak za kilka lat broń ta stanie się tylko straszakiem. Do tego czasu możemy się spodziewać aktywizacji rosyjskiej agentury wpływu i „pożytecznych idiotów”. Będą zapewne podejmowane różne tajne operacje, akcje dezinformacyjne i protesty ekologów, ale nikt swoich dywizji przeciw Polsce już nie wyśle. Przyjęta w listopadzie ubiegłego roku nowa doktryna strategiczna NATO daje nam pełne bezpieczeństwo od wszelkich zagrożeń zewnętrznych. Przyjęte wcześniej plany ewentualnościowe przewidują, że w przypadku agresji przeciw Polsce w obronie naszych granic ginęliby żołnierze amerykańscy, niemieccy, brytyjscy i wielu innych krajów. Jesteśmy członkiem najpotężniejszego sojuszu wojskowego w dziejach i żaden wróg zewnętrzny nam nie zagraża. Nigdy w swojej historii Rzeczypospolita nie była tak bezpieczna i nie miała tak dobrych perspektyw rozwoju. Jest to dla nas epokowa szansa i ogromne wyzwanie. Musimy jedynie pamiętać, że interes narodowy i racja stanu wymaga od nas takiej współpracy z nowymi partnerami, która uczyni nasz kraj wielkim i niezależnym, a nie po raz kolejny wasalem. Sprawa umowy gazowej stała się pośmiertnym zwycięstwem prezydenta Lecha Kaczyńskiego. Gdyby od początku rozmów o kontrakcie stulecia prezydentem był Bronisław Komorowski, dziś sytuacja Polski mogłaby wyglądać zupełnie inaczej. Jeżeli sprzeciw wobec umowy gazowej z Rosją byłby jedynym dokonaniem prezydenta Lecha Kaczyńskiego, to i tak za to jedno należy mu się od Polaków pomnik.

  

Tadeusz Święchowicz

 

JESTEŚMY LUDŹMI IV RP Budowniczowie III RP HOŁD RUSKI 9 maja 1794 powieszeni zostali publicznie w Warszawie przywódcy Targowicy skazani na karę śmierci przez sąd kryminalny: biskup inflancki Józef Kossakowski, hetman wielki koronny Piotr Ożarowski, marszałek Rady Nieustającej Józef Ankwicz, hetman polny litewski Józef Zabiełło. Z cyklu: Autorytety moralne. В победе бессмертных идей коммунизма Мы видим грядущее нашей страны. Z cyklu: Cyngle.Сквозь грозы сияло нам солнце свободы, И Ленин великий нам путь озарил Wkrótce kolejni. Mamy duży zapas.

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (2)

Inne tematy w dziale Polityka