Publikacje Gazety Polskiej Publikacje Gazety Polskiej
1997
BLOG

PROWODYRZY NIE ZLĘKLI SIĘ WŁASNYCH CZYNÓW

Publikacje Gazety Polskiej Publikacje Gazety Polskiej Polityka Obserwuj notkę 5

Gdy państwo jest dziełem całego narodu, nie ma wykluczeń, urzędnicy poświęcają się jego doskonaleniu. Rzecz w tym, że PRL była wspólnym dziełem najeźdźców i kolaborantów, III RP – efektem transakcji polityków, którym nie udał się terror z politykami, którym nie udał się przewrót. Rząd, który powstał w wyniku takiej transakcji, był i pozostaje nadal słaby, niezdolny do reform. Trwa gra oszustów, a pełzającej niepodległości towarzyszy pełzający spisek jej wrogów. Kto dopełznie szybciej i dokąd?

 

Jamnik nie ma szans na ogarnięcie pomnika nawet wzrokiem, tym bardziej rozumkiem. Może najwyżej wybrać jakiś niewielki fragmencik i próbować go obrzydzić. Podobną strategię obrał red. Wojciech Sadurski, który w „Rzepie” (13.04. 2011 r.) wybiórczo przedstawił i skrytykował opublikowany przez Prawo i Sprawiedliwość Raport o stanie Rzeczypospolitej.

 

Pozując na intelektualistę 

 

Od czasów moczaryzmu nie było w prasie takiej kampanii nienawiści jak ta, którą nasze pseudoelity rozpętały przeciw Lechowi i Jarosławowi Kaczyńskim, ich partii i programowi. Niszczony jest nurt niepodległościowy, jego tradycja i sfera symboliczna. Są słowa, które w sferze symbolicznej pełnią rolę drogowskazów. Do nich należy „naród”, czyli wspólnota, w której jednostka czuje się „wśród swoich” – mówiących tym samym językiem, wyznających podobne wartości, do nich należą takie słowa jak „państwo” – dzieło i obowiązek wspólnoty, jak „godność” i „honor” związane z wolnością jednostki, jak „niepodległość” – indywidualna i zbiorowa, polityczna i ekonomiczna, kulturowa i światopoglądowa etc. Te drogowskazy wyrywane są z naszej kultury. Skutki są takie, jakie bywają po zniszczeniu drogowskazów. Niszczone są także wzorce osobowe i dzieła – Henryk Sienkiewicz i Jan Matejko, Józef Piłsudski i Stefan Żeromski, poeci „Sztuki i Narodu” i Żołnierze Wyklęci, a nawet – z czasów nam bliższych – Witold Pilecki i Ryszard Siwiec, ba, nawet Jan Paweł II. W ten niszczycielski trend wpisuje się z opóźnieniem, ale gorliwie p. Sadurski. Może mniej dowcipnie niż Urban, mniej inteligentnie niż Palikot, ale za to bardziej obłudnie – pozując na intelektualistę.

 

Zatruta studnia 

 

Raport PiS-u jest tyleż analizą sytuacji co prognozą ostrzegawczą i już choćby dlatego wart jest uczciwego streszczenia. Bo takie teksty to przepowiednie w trybie warunkowym – nie tylko sygnalizują zbliżające się katastrofy, lecz także zawierają wskazówki, jak ich uniknąć. Ale czytelnik Sadurskiego zanim dowie się cokolwiek o treści raportu, najpierw wyczyta, że to „dziwaczny dokument”, do tego rozwleczony, płytki, pokraczny, napuszony, pseudonaukowy – a wszystko to już w pierwszych trzech zdaniach. Rekord naukowej rzetelności! Aby podtrzymać nastrój, również i w dalszej części swojej pseudoanalizy Sadurski będzie wtrącał coś inteligentnego o fobiach i kompleksach autorów Raportu, rzuci nawet dowcipas o „totalniakach” z ONR. Zabraknie tylko przedstawienia zawartości krytykowanego dokumentu. Nie wiem, czy p. Sadurski słyszał o błędzie logicznym, zwanym zatrutą studnią. Polega na zatruwaniu studni, nim ktokolwiek się z niej napije. Jego popisy na łamach „Rzeczpospolitej” to wzorcowa ilustracja tego błędu. Drugim błędem jest nierzetelne streszczanie poglądów, z którymi niby to polemizuje. „Myślą przewodnią tekstu (tzn. Raportu – przyp. B.U.) jest kwestia legitymacji państwa” – pisze p. Sadurski i przekłamuje tekst, który raczej jest nastawiony na analizę teraźniejszości i przyszłość niż na przeszłość, choć i ta musi być w nim obecna. (Zakładam, że to błąd, bo inaczej musiałbym przyjąć, że p. Sadurski świadomie okłamuje czytelników).

 

Rząd Tuska – nic prócz propagandy 

 

Korzenie Raportu PiS-u sięgają głęboko w historię polskiej myśli – do tradycji Andrzeja Frycza Modrzewskiego. Do reguł sztuki pism emendacyjnych [od łac. emandare – poprawiać, ulepszać – przyp. red.] należało zanalizowanie kryzysu w państwie (Kościele, szkolnictwie, sądownictwie, obyczajach etc.), by wskazać drogę wyjścia. Dlatego tytuł pierwszego rozdziału Raportu brzmi: „System Tuska. Dlaczego III Rzeczpospolita wymaga wielkiej naprawy?”. I właśnie idea naprawy – rozciągnięta między błędami a ich przezwyciężeniem – stanowi myśl przewodnią Raportu. Jest to i uprawnione i konieczne. Rząd Tuska sprawuje władzę już ponad trzy lata – można mu wystawić rachunek za stan państwa, nawet jeśli jakieś usterki powstały wcześniej. Jeśli dotychczas, zbliżając się do końca kadencji rząd Tuska nie dał sobie rady z niczym (prócz propagandy) – oddawanie mu drugiej kadencji świadczyłoby tylko o głupocie wyborców. Ta głupota jest ostatnią nadzieją rządu, a „Manifest pisany żółcią” p. Sadurskiego jest jednym z tekstów, które mają do reszty zabełtać w głowach wyborców.

 

Osią emendacyjnych rozważań jest pojęcie „państwa”, zdefiniowanego jako realna wspólnota połączona więzami języka (i szerzej – całego systemu semiotycznego, kultury, historii etc.). Jest to określenie nowoczesne i niebudzące konfliktów, wolne od biologicznego determinizmu. To istotne, bo bredzący o „sile witalnej” polskości Sadurski wydaje się hołdować popłuczynom po XIX-wiecznych koncepcjach – bliskich właśnie różnej maści totalniakom. 

 

Autorzy Raportu PiS-u wprowadzają dynamiczne pojęcie „państwa”, które nie jest stałą budowlą, lecz realizuje się spełniając funkcje, do których zostało powołane. Realizuje się poprzez działania ludzi, nas samych – jako obywateli. Bycie obywatelem (jak bycie ojcem w rodzinie czy sąsiadem na piętrze) jest jednak jedną z naszych podstawowych ról. Niemal każdy z mieszkańców planety jest obywatelem lub urzędnikiem państwa, mówienie o omnipotencji państwa, krytykowanie Raportu za to, że domaga się np. budowy mieszkań czy dróg przez państwo, świadczy o tym, że krytyk wpada w błąd hipostazy, mistyfikuje państwo. Albo jest na tyle naiwny, że sądzi, iż chałupniczo bądź też na szczeblu gminnym będziemy produkować statki, budować autostrady i postawimy tarcze antyrakietowe. Tu potrzebne jest działanie zbiorowe, zorganizowane, państwowe. W Polsce nie ma problemu omnipotencji państwa, jest problem jego niewydolności, problem niepoważnego traktowania ról i lekceważenia zadań, które politycy partii rządzącej winni wykonywać. Problem nieudolności, lenistwa, a czasem bezczelności urzędników. Nie ma osobno Tuska i grupy jego kolesiów, a osobno państwa i rządu; jest Tusk, który jako premier zapowiada kastrację pedofilów i naprawę kolei, a jako zwykły Tusk – po prostu się tym nie przejmuje. Nie jest już dzieckiem, poza tym lata samolotem, pedofil mu nie podskoczy. Ale to znaczy, że obywatel premier nie potrafi grać roli, której grania się podjął.

 

Zadania i zaniechania 

 

Raport PiS-u nie jest arcydziełem polszczyzny, zdarzają się niejasności, powtórzenia, literówki. Wyłapywanie ich byłoby jednak przysłowiowym łapaniem pcheł na słoniu, świadczyłoby o małostkowości i głupocie wyłapujących. Są bowiem w tym Raporcie poruszone kwestie fundamentalne dla funkcjonowania państwa, jego niepodległości, a nawet istnienia. I nie chodzi o jakieś mityczne, heglowskie „państwo”, lecz o suwerenność nas jako narodu, o bezpieczeństwo naszych rodzin i o cywilizacyjne minimum dla jednostki. Po to, jako obywatele, zgadzamy się utrzymywać tych, którym zlecamy role urzędników.

 

Autorzy Raportu skupiają się na sześciu funkcjach (i zadaniach): 

 

1. Państwo zapewnia suwerenność narodu zarówno na zewnątrz, jak i wewnątrz – tym samym gwarantuje funkcjonowanie mechanizmów demokratycznych. W tym punkcie akcent pada na czynności (i zaniechania) natury politycznej.

 

2. Państwo (urzędnicy państwowi) pracują nad zwiększeniem zasobu kulturowego (pamiętajmy, że to kultura decyduje o tożsamości narodu!) przez rozwój edukacji, wsparcie rozwoju sztuki i nauki, wzmocnienie postaw patriotycznych i integracyjnych do inspirowania aktywności obywatelskiej. 

 

3. Trzecim celem jest pomnażanie zasobów materialnych – bogactwa wspólnoty i indywidualnej zasobności – przez zapewnienie wzrostu PKB, ale przy zachowaniu zasad solidarności społecznej i grupowej. Oznacza to wprowadzenie zasad etycznych do gospodarki, wyrównanie poziomów życia wsi i miast, województw wschodnich i zachodnich, danie równych szans startu polskiej młodzieży – bez względu na miejsce zamieszkania czy pochodzenie społeczne.

 

4. Czwartym celem jest rozbudowa infrastruktury – mieszkaniowej, komunikacyjnej, medycznej, oświatowej etc. – z której korzysta wspólnota. Działania wspólne też mają charakter integracyjny, wpływają na etos wspólnot. Dlatego Raport odrzuca dziki kapitalizm, a mówi o społeczno-narodowej gospodarce rynkowej. To – może bardziej drętwo nazwana – współpraca, o której pisał Jan Paweł II, porównując gospodarkę do wspólnego warsztatu. 

 

Dwa następne, bardziej szczegółowe zadania państwa mieszczą się w już omówionych. Wydobywając je osobno, autorzy Raportu podkreślają ich ważność w naszej sytuacji:

 

5. Naprawa i kontrola rynku przez zapewnienie bezpieczeństwa obrotów i rzeczywistej konkurencyjności; oraz: 

6. Zapewnienie bezpieczeństwa w wymiarze militarnym i ekonomicznym – w tym bezpieczeństwa obywateli wobec własnego państwa. Analogicznie do punktu 1. chodzi tutaj o zabezpieczenie naszego istnienia (i sposobu istnienia, czyli ustroju). Modernizacja sił zbrojnych, jak i walka z korupcją nie są celami dla siebie, służą nam, służą demokracji. Zwracam na to uwagę, bo wbrew tekstowi Raportu p. Sadurski twierdzi, że PiS cechuje „niewiara w demokrację” – w domyśle: ciągoty totalitarne.

 

Niepełnosprawna III RP 

 

Wyprzedzając tok narracji Raportu i wychodząc gdzieniegdzie poza tekst wskażmy kilka obszarów zagrożeń.

 

1. W dziedzinie polityki zagranicznej postępuje regres groźny dla polskiej suwerenności. Nastąpiło rozluźnienie silnego w czasach rządów PiS-u sojuszu z USA, czego efektem jest to, że zamiast tarczy antyrakietowej mamy flintę Komorowskiego, a zamiast Patriotów – kaszaloty. PiS prowadził ofensywną politykę jagiellońską, organizując sojusz byłych półkolonii sowieckich. Pracował na rzecz włączenia Gruzji i Ukrainy do NATO i UE, nie zapominał o Polakach na Litwie, Białorusi i w dalekim Kazachstanie. Zjazd prezydentów (i premiera) ratujących Gruzję był największym sukcesem naszej polityki – zablokował na jakiś czas ekspansję Rosji. Następca Lecha Kaczyńskiego prezydent Komorowski na pytanie „Rzeczpospolitej”, czy Gruzini mogą na niego liczyć tak jak na Kaczyńskiego, odpowiedział: „Aż tak na pewno nie. Bo ja nie pojadę na granicę tylko dlatego, że wymyślił to sobie prezydent Gruzji”. Wypowiedź tę pochwalił komentator „Izwiestii”: „Komorowski pokazał Gruzji, gdzie jest jej miejsce”. Nie dodał, że tym samym pokazał Polakom miejsce Polski – wśród państw stojących w ogonku do całowania Putina – tuż za Białorusią. 

Polskie ambicje atlantyckie zakończyły się tym, że Sikorski nie został sekretarzem generalnym NATO, europejskie – że Cimoszewicz nie został sekretarzem generalnym Rady Europy. Na pociechę Buzek otrzymał połówkę kadencji przewodniczącego Parlamentu Europejskiego, nic nie robi, lecz i to wkrótce się kończy.

 

2. O przynależności narodowej decyduje kultura, ale i duma z tej kultury. Jednak powodów do dumy Polacy mają coraz mniej. PiS promował wartości umacniające tożsamość przez odpowiednią politykę edukacyjną (wychowanie patriotyczne) i politykę historyczną – przez inicjatywy takie jak Patriotyzm Jutra, Muzeum Powstania Warszawskiego, Muzeum Historii Polski czy Muzeum II Wojny Światowej. 

I w tej dziedzinie nastąpiła zmiana. Już w swoim exposé Tusk oświadczył wyraźnie: „Będziemy realizować politykę historyczną nie po to, żeby drażnić kogokolwiek”. Myślę, że Rosjanom, których drażni cała nasza historia, a zwłaszcza walka z bolszewickim najazdem, ta deklaracja wystarczy.

 

Za deklaracjami szły czyny i jeszcze bardziej zaniechania: likwidowany jest Patriotyzm Jutra, opóźnia się budowa Muzeum Historii Polski, Muzeum II Wojny Światowej, a nawet Europejskiego Centrum Solidarności. Niszczeje baza materialna kultury – nie zrealizowano postulatu, by podatek VAT, którym obłożono książki, był przeznaczany na zakup książek do bibliotek; obniżono rangę nauczania historii i literatury ojczystej, nie poprawiono prestiżu nauczycieli (przyznano im 7,5-proc. podwyżkę... od września, co oznacza 2,3 proc., które zje inflacja), wprowadza się odpłatność za studia. To świadczy o wycofywaniu się władz państwa z funkcji wychowania obywatelskiego i patriotycznego. To świadczy, że wychowanie przejmą inne ośrodki. I będą wychowywać w Polsce – pogodnych neandertalczyków. Europejskiej klasy specjalistów od prac na zmywaku. 

 

3. Spada bogactwo Polski jako państwa i Polaków jako jednostek. PiS chciał stawiać na zwiększenie siły nabywczej ludzi o małych i średnich dochodach – widząc w tym jednocześnie źródło rozwoju gospodarki, przez ożywienie popytu – to mądrzejszy wariant keynesizmu, który na czas kryzysu radził płacić nawet za zakopywanie i wykopywanie butelek przez bezrobotnych. To postulat nadal aktualny. Za rządów PiS nastąpił wzrost płac, powstało 1,3 mln miejsc pracy, konsumpcja wzrosła o 30 proc. Powołano resorty, które miały się zająć szczególnie zagrożonymi dziedzinami: budownictwem i gospodarką morską. Ta tendencja nie została podtrzymana. Państwo jest coraz bardziej zadłużone (60 proc. PKB!), wzrosło bezrobocie, lecz zmniejszono fundusz aktywnego zwalczania bezrobocia (szkolenia, prace interwencyjne) z 5,3 do 1,5 mld. Oszczędza się nawet na nieboszczykach, zasiłek pogrzebowy zmniejszono o 1/3. Dobrze dzieje się tylko urzędnikom – przybyło 60 tys. etatów w administracji rządowej i samorządowej. To głupszy wariant keynesizmu.

 

4., PiS propagował deprowincjonalizację Polski, stawiał na przyspieszenie rozwoju województw wschodnich, inicjował program budowy mieszkań na wynajem, budowę dróg. Premier Tusk już w mowie inauguracyjnej obiecał, że państwo nie będzie budować mieszkań i jest to jedyna obietnica, której dotrzymał. A nawet poszedł dalej: jego rząd nie daje sobie też rady z drogami, kolejami, systemem ubezpieczeń i lecznictwem, z korupcją, szmuglem i mafiami; skompromitował się w czasie powodzi i kryzysu energetycznego. Zintensyfikowane natomiast zostały pełne poświęcenia i optymizmu prace nad skompromitowaniem Polski przy okazji Euro 2012. Być może uda się także akcja budowania „Orlików”. I będzie to jedyne, co pozostanie po tej władzy, jak po głupawym skądinąd Gomułce zostało „1000 szkół na tysiąclecie”. 

 

I jeszcze dwie sprawy szczegółowe:

 

5. Liczebność armii spadła poniżej 100 tys., próba uzupełnienia jej przy pomocy Narodowych Sił Rezerwowych okazała się niewypałem (na dziś liczą 5 tys. ludzi zamiast planowanych 20 tys.!); cofnięto zamówienia dla wojska, co oznacza upadek zakładów zbrojeniowych, ale i myśli technicznej, skazuje nas na rolę klientów. Strach pomyśleć, co by się stało, gdyby tak obśmiewany Łukaszenka wypowiedział nam wojnę?! Życie gospodarcze cechuje duża operatywność aferzystów, można powiedzieć, że żyjemy od afery do afery. Nie wyjaśniono afery węglowej, a już mieliśmy aferę mieszkaniową, hazardową, sopocką, wałbrzyską etc. Negatywnymi bohaterami stali się walczący z korupcją szef CBA Mariusz Kamiński i Agent Tomek (musieli pożegnać się z pracą), za to idolem III RP – specjalistka od lodów – Beata Sawicka, członkini Rady Służby Publicznej przy premierze. Chodzą plotki, że ma grać w filmie Wajdy rolę Dziewicy Orleańskiej. 

 

6. Tracimy suwerenność ekonomiczną, zwłaszcza energetyczną. Majątek narodowy został już prawie roztrwoniony, banki zostały rozsprzedane, zniszczony przemysł węglowy, zlikwidowane stocznie, zmasakrowane rybołówstwo. Ceną „wejścia do Europy” okazuje się likwidacja wszystkich dziedzin, w których moglibyśmy stanowić konkurencję.

 

Klientyzm 

 

Postępowanie władz wbrew temu, co sądzi Sadurski, cechuje klientyzm, zwłaszcza wobec Niemiec i Rosji. Dlatego nie podjęto działań przeciw budowie Gazociągu Północnego, dlatego toleruje się asymetrię prawną: inne prawa ma mniejszość niemiecka w Polsce, inne Polacy w Niemczech (gdzie w ogóle nie mają praw mniejszości!), dlatego organizuje się spotkanie z szefem rosyjskiego MSZ Ławrowem z polskimi ambasadorami ściągniętymi z całego świata, dlatego nie przekopano Mierzei Wiślanej i pozwala się na blokadę Elbląga, dlatego oddano śledztwo w sprawie tragedii pod Smoleńskiem, pozwolono Rosjanom na zatrzymanie i zniszczenie dowodów, przymknięto oczy na fałszowanie zeznań, kradzież prywatnych telefonów i kart, przełknięto sprawę odłupania polskiej tablicy. Dlatego rząd boi się popatrzeć do trumien i spojrzeć na ofiary. Największa tragedia Polski od zakończenia II wojny jest bagatelizowana, lekceważona, zamiatana pod dywan – przez polskich lokajów Kremla.

 

Na pytanie, dlaczego państwo nie realizuje swoich celów – Raport odpowiada jednoznacznie: bo oparte jest na złej moralności. Szara strefa istnieje nie tylko w ekonomii, także w dyplomacji, nauce, kulturze – właściwie wszędzie. Jej objawem jest dziwaczna na pozór polityka, którą autorzy Raportu określają jako transakcyjną. Polega ona na tym, że rząd Tuska nie realizuje celów koniecznych, tylko wynegocjowane ze swojskimi i nieswojskimi grupami nacisku. W polityce wewnętrznej robi się nie to, co leży w interesie całego narodu, lecz to, co ustalą przy stoliku: polityk, przedstawiciel tajnych służb, przedstawiciel biznesu i zwykły mafioso.(tzw. stolik Żukowskiego). Mamy do czynienia nie z jedną władzą, lecz ze skomplikowaną, dynamiczną strukturą, w której władza państwowa jest jednym z kilku elementów. Co więcej: sama ma problemy z legitymizacją. A tylko od niej się legitymacji wymaga.

 

Legitymacja władzy

 

Problem legitymacji władzy politycznej nie jest – wbrew Sadurskiemu – najważniejszy w Raporcie; pojawia się jako jedno z wyjaśnień patologii współczesnego życia. Chodzi o prawo do władzy i tym samym o autorytet władzy, a w efekcie o jej skuteczność. Sadurski, kpiąc z PiS-u, twierdzi, że przeprowadzane co jakiś czas wybory dają legitymację władzy. Wolne żarty! Przecież wybory, w których bierze udział połowa społeczeństwa, a z tej połowy połowa wybiera jakąś władzę, są bardzo kruchym fundamentem. Utwierdzają polityczną demoralizację. Bo głosujemy nadal na agentów służb i ich tajnych współpracowników, na przedstawicieli różnych przemysłowych lobbies – przeważnie niepolskich, bo na rynku gospodarczym polski kapitał się nie liczy, nie mamy nawet odpowiednich środków na przekupstwo. 

 

Właściwie żaden z czterech partnerów „stolika Żukowskiego” nie ma jasnej legitymacji, by zasiadać u władzy – i żaden nie jest jej pozbawiony. Ciągłością wręcz dynastyczną legitymują się specsłużby. Rozwiązanie SB było po części fikcją, tysiące funkcjonariuszy trafiło do nowych służb i do policji, najbardziej skompromitowani – do gospodarki. Długo nie rozwiązywano służb wojskowych, najmocniej powiązanych kiedyś z ZSRR (!). Najbardziej naiwni obywatele liczyli, że czas wszystko zmieni. Zmienia, ale powoli miejsce beneficjentów zbrodni zajmują potomkowie tych beneficjentów.

 

Prawa do władzy rości sobie też dawna nomenklatura partyjna występująca głównie w życiu gospodarczym i rozwijająca się tamże, zwłaszcza na pograniczu prawa. Najsłabsi, najbardziej naiwni są przedstawiciele dawnej opozycji i ci z PiS-u, i ci z PO. Ich legitymacja do sprawowania władzy jest słaba. Nie zdobyli jej w wyniku zwycięskiej wojny, nie zaistniali na czas jako partia, zostali do władzy dokooptowani pojedynczo, podczas spisku w Magdalence, i grupowo – podczas obrad „okrągłego stołu”. Tam jednak ustalono, że kompartia, a nawet jej zbrodnie, nie będą rozliczane, że PZPR za oddanie części władzy otrzyma lwią część majątku, że odbędą się „niekofrontacyjne” wybory. Obrady „okrągłego stołu”, gdzie część tych ustaleń ujawniono i zalegalizowano, nie były nowym początkiem, raczej teatrem dla mas i zarazem – pierwszym aktem współpracy zawierających transakcję elit. 

 

„Niekonfrontacyjne” wybory 4 czerwca 1989 r. były realizacją tego planu. Nowa, jeszcze nie całkiem formalna władza otrzymała to, czego chciała: 65 proc. miejsc w Sejmie. Sytuacja wydawała się nie gorsza niż w czasach, gdy grano z Mikołajczykiem. Gen. Wojciech Jaruzelski („Wolski”) został prezydentem. Gen. Czesław Kiszczak wprawdzie nie zdołał stworzyć rządu – ale już człowiek z krechą w życiorysie, b. propagandzista PAX-u Tadeusz Mazowiecki – rząd taki stworzył. Kiszczak został w nim wicepremierem i szefem MSW, szefem MON-u – gen. Florian Siwicki; ministrem spraw zagranicznych – bezpartyjny Krzysztof Skubiszewski (zarejestrowany jako TW „Kosk”), finansów Leszek Balcerowicz (b. PZPR). Wszystkich ich łączyło jedno: byli mądrzejsi od Mazowieckiego i mieli konkretną władzę. Kuroń, jako listek figowy, został ministrem pracy i polityki socjalnej. Prezesem Radiokomitetu został (jeszcze w kwietniu!) b. rzecznik stanu wojennego (skomplementowany przez Ryszarda Bendera porównaniem do Goebbelsa) – Jerzy Urban; po nim przejmie ten urząd Andrzej Drawicz (zarejestrowany jako TW „Kowalski”), b. redaktor „Zapisu” i „Kultury Niezależnej”. Nieformalny rząd dusz inteligencji zaczęli sprawować tacy propagandyści jak uznany za autorytet naukowy Bronisław Geremek (b. II sekretarz PZPR na Uniwersytecie Warszawskim), uznany za najwybitniejszego prozaika Andrzej Szczypiorski (zarejestrowany jako TW „Mirek”), uznany za mistrza reportażu Ryszard Kapuściński (zarejestrowany jako TW „Vera Cruz”), a wszystkim błogosławił spowiednik i guru warszawskich literatów – ks. Michał Czajkowski (zarejestrowany jako TW „Jankowski”). Nie brakło oczywiście potomków komunistycznych aparatczyków z Adamem Michnikiem na czele.

 

Już na samym początku wykluczony został autentyczny nurt niepodległościowy, blokowano inicjatywy Polaków z wojennej i powstańczej emigracji – reimportując aparatczyków, propagandystów i zwykłych aferzystów, którzy opuścili PRL w 1968 r. – w wyniku przegranych rozgrywek partyjnych. I takie były początki III RP. Ale czy do tej tradycji i do tych autorytetów chcemy się odwoływać? Jak długo mają nas obowiązywać transakcje z Magdalenki? Rola Gromosława Czempińskiego w organizowaniu PO, obecność na szczytach władzy takich ludzi jak Andrzej Olechowski (zarejestrowany jako KO „Must”) czy Michał Boni (zarejestrowany jako TW „Znak”) dowodzi, że spisek z Magdalenki ma moc obowiązującą, że on jest legitymacją rządzących dziś polityków. 

 

Cuchnący oddech wydmuszki

 

Gdy państwo jest dziełem całego narodu, nie ma wykluczeń, urzędnicy poświęcają się jego doskonaleniu. Rzecz w tym, że PRL była wspólnym dziełem najeźdźców i kolaborantów, III RP – efektem transakcji polityków, którym nie udał się terror, z politykami, którym nie udał się przewrót. Rząd, który powstał w wyniku takiej transakcji, był i pozostaje nadal słaby, niezdolny do reform. Trwa gra oszustów, a pełzającej niepodległości towarzyszy pełzający spisek jej wrogów. Kto dopełznie szybciej i dokąd? 

 

Prawu i Sprawiedliwości nie udało się wprowadzić bardziej sprawiedliwego, godniejszego i sprawniejszego państwa zwanego IV Rzeczpospolitą. Naszkicowało jednak program prowadzący w stronę takiego państwa. Platforma nie ma takiego programu, ma jego pozory. Niszcząc (zamiast kontynuować) program poprzedników, oferuje nam pustą wydmuszkę. Wygłasza frazesy o budowaniu (my nie politykujemy, my budujemy...), a tymczasem destruuje państwo, mówi o miłości (Tusk powtórzył to słowo w exposé ze 30 razy), a przeprowadza kampanię nienawiści. Nawet jeśli przy transakcyjnym stoliku pozostaje silniejsza od mafii, biznesu czy tajnych służb – nie potrafi tego wykorzystać, bo trwoni siły na walkę z PiS. Tutaj tkwi tajemnica jej klęsk – i klęsk nas wszystkich. Brak programu pozytywnego Platforma maskuje atakami na konkurencję, chora nienawiść do PiS jest jedynym spoiwem tej partii. Skutki takiej polityki znamy. Sprzymierzenie się z Rosją Putina, by pokonać PiS – w efekcie podział delegacji, katastrofa. Werbalna nagonka na polityków PiS-u, niemal ich symboliczne uśmiercanie – w efekcie rzeczywiste morderstwo polityczne, dorównujące zbrodni Eligiusza Niewiadomskiego.

 

Co w tym wszystkim jest najstraszniejsze: prowodyrzy nie zlękli się własnych czynów. Trwa akcja opluwania pamięci Lecha Kaczyńskiego, zlikwidowano Krzyż Pamięci postawiony na Krakowskim Przedmieściu – a przecież nawet pojedynczy krzyż jest świątynią... 

Napisałem przed chwilą, że program Platformy to pozór, wydmuszka pusta w środku. Muszę skorygować te słowa. Wydmuszka nie jest pusta. Został w niej cuchnący oddech.

 

Bohdan Urbankowski

 

 

 

JESTEŚMY LUDŹMI IV RP Budowniczowie III RP HOŁD RUSKI 9 maja 1794 powieszeni zostali publicznie w Warszawie przywódcy Targowicy skazani na karę śmierci przez sąd kryminalny: biskup inflancki Józef Kossakowski, hetman wielki koronny Piotr Ożarowski, marszałek Rady Nieustającej Józef Ankwicz, hetman polny litewski Józef Zabiełło. Z cyklu: Autorytety moralne. В победе бессмертных идей коммунизма Мы видим грядущее нашей страны. Z cyklu: Cyngle.Сквозь грозы сияло нам солнце свободы, И Ленин великий нам путь озарил Wkrótce kolejni. Mamy duży zapas.

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (5)

Inne tematy w dziale Polityka