246 obserwujących
1040 notek
2354k odsłony
1653 odsłony

„Polityka” kontra „Wprost” - Kłótnia w rodzinie

Wykop Skomentuj3

Wrzesień 2002 r. Z wywiadu z ówczesnym premierem Leszkiem Millerem dla kierowanego przez Jerzego Baczyńskiego tygodnika „Polityka” Janina Paradowska, na prośbę Adama Michnika, usuwa fragment dotyczący afery Rywina. Kwiecień 2011 r. Z internetowego wydania „Wprost” zostaje usunięty wywiad z gen. Sławomirem Petelickim dotyczący krytycznego dla rządu raportu ws. smoleńskiej katastrofy. W wydaniu papierowym tygodnika, którego naczelnym jest Tomasz Lis, wywiad w ogóle się nie ukazuje.

Te dwa wydarzenia pokazują, jaka jest linia programowa dwóch prorządowych tygodników. Jerzy Baczyński („Polityka”) i Tomasz Lis („Wprost”) walczą o rząd dusz tej części czytelników, którzy mają antykonserwatywne, lewicowe poglądy. By ich dla siebie pozyskać, a jednocześnie ochronić popieranych przez siebie rządzących, są w stanie wprowadzić cenzurę, dzięki której nic kompromitującego dla „jedynie słusznej władzy” nie przedostanie się z łam kierowanych przez nich tygodników. Takie zachowanie nie dziwi, biorąc pod uwagę kariery Jerzego Baczyńskiego i Tomasza Lisa. Mimo znacznej różnicy wieku odnosi się wrażenie, że obydwaj wiedzą, jak się w danej sytuacji zachować, by nie stracić przychylności władzy, której sprzyjają. Obydwaj też są absolwentami tego samego wydziału Uniwersytetu Warszawskiego, z tym że Jerzy Baczyński ukończył Wydział Nauk Politycznych, który w połowie lat 80, w czasie gdy Tomasz Lis zaczął na nim studia, nazywał się już Wydziałem Nauk Politycznych i Dziennikarstwa.

TW „Bogusław” dziennikarzem XX-lecia

Jerzy Baczyński jest związany z tygodnikiem „Polityka” od 1983 r. Był kolejno redaktorem działu gospodarczego, szefem działu, zastępcą redaktora naczelnego i redaktorem naczelnym.

Ze znajdujących się w Instytucie Pamięci Narodowej dokumentów wynika, że w lipcu 1981 r. przed wyjazdem na stypendium do Francji został zarejestrowany przez służby specjalne PRL jako kontakt operacyjny o pseudonimie „Bogusław”. Artykuł na ten temat pt. „Podwójne życie Bogusława” ukazał się w styczniu 2008 r. w tygodniku „Wprost”, ale po zmianie właścicielskiej tygodnika usunięto go ze strony internetowej „Wprost” i aktualnie jest niedostępny.

Podczas spotkania z funkcjonariuszem wywiadu PRL Jerzy Baczyński podpisał oświadczenie, w którym podano hasło kontaktowe, i przyjął pseudonim „Bogusław”.

W początkowym okresie pobytu we Francji – jak pisze w raporcie ppłk Stanisław Grudzień – Jerzy Baczyński zajmował się wyłącznie nauką na kursie, a wobec wydarzeń w kraju zajmował umiarkowane stanowisko, odnosząc się dosyć krytycznie do wielu posunięć kierownictwa „Solidarności”.

„Radykalna zmiana nastąpiła po 13 grudnia 1981 r. Podjął czynną działalność w strukturach tamtejszej »Solidarności«. Był bliskim współpracownikiem i doradcą S. Blumsztajna, Smolara, M. Chojeckiego” – czytamy w raporcie SB z maja 1983 r.

W tym samym dokumencie odnotowana jest kolejna przemiana „Bogusława”.

„W związku ze zbliżającym się terminem zakończenia stażu nastąpiła ewolucja jego postawy politycznej. W wypowiedziach stał się bardzo ostrożny, zaczął uchodzić za umiarkowanego opozycjonistę krytycznie nastawionego do rządu i »Solidarności«. Przerwał kontakty z emigracyjna »Solidarnością«. Twierdził, że we Francji niczego takiego nie robił, co mogłoby go narazić na represje prawne w Polsce. (…) Będąc jeszcze na terenie Francji, otrzymał propozycję podjęcia pracy w »Polityce«” – czytamy w raporcie SB.

Jerzy Baczyński wrócił do Polski w 1. rocznicę stanu wojennego – po przylocie odbył kilka spotkań z funkcjonariuszami SB. W raportach SB można zapoznać się ze szczegółami na temat zmiany nazwiska Jerzego Baczyńskiego (wcześniej nazywał się Sroka), jego życia osobistego i romansów.

W aktach służb specjalnych PRL znajdują się m.in. własnoręcznie napisane i podpisane przez Jerzego Baczyńskiego dokumenty, a jednym z najważniejszych jest oświadczenie dotyczące zachowania w tajemnicy faktu, że w „Życiu Warszawy” pracuje funkcjonariusz służb specjalnych PRL.

„Oświadczam, iż zostałem poinformowany i zdaję sobie sprawę z tego, że fakt zatrudnienia znanego mi oficera wywiadu PRL w red. »Życia Warszawy« stanowi tajemnicę państwową specjalnego znaczenia. Dlatego ten fakt zamierzam zachować w tajemnicy. W przypadku ujawnienia przeze mnie posiadanej informacji – dotyczącej osoby oficera wywiady PRL – zdaję sobie sprawę, iż będę pociągnięty do odpowiedzialności, zgodnie z obowiązującym w Polsce prawem. Jerzy Baczyński”.

Kim był ów funkcjonariusz służb specjalnych PRL pracujący „pod przykryciem” w redakcji „ŻW”? Nie wiadomo. Wiemy natomiast, że w latach 80. nastąpił przepływ dziennikarzy z „ŻW” do „Polityki”, o czym pisał niedawno Daniel Passent.

„Następnie, w latach 80., przyszło pokolenie »Życia Warszawy«, w tym prawie całe kierownictwo obecnej POLITYKI” – czytamy na jego blogu.

Lata 90. to prawdziwy rozkwit kariery Baczyńskiego: zostaje szefem „Polityki” i wiceprezesem wydawnictwa, współredaguje programy w telewizji publicznej, zasiada w komisji trójstronnej. Pisze książki, m.in. wydaną w 1993 r. wspólnie z Janiną Paradowską pt. „Teczki liberałów”. W październiku ubiegłego roku kapituła nagrody im. Andrzeja Wojciechowskiego przyznaje mu nagrodę dziennikarza XX-lecia.

Człowiek Salonu

Scena z filmu „Nocna zmiana”. Ubrany w białą koszulę i czerwony krawat młody mężczyzna przypominający działacza Związku Socjalistycznej Młodzieży Polskiej nerwowo rozmawia z posłem KLD Andrzejem Zarębskim. Tym młodym człowiekiem jest Tomasz Lis, wschodząca gwiazda „Wiadomości” TVP.

4 czerwca 1992 r. W Sejmie od rana kłębi się tłum dziennikarzy. Od kilku dni trwa antylustracyjna histeria wywołana uchwałą zobowiązującą ministra spraw wewnętrznych do podania pełnej informacji na temat urzędników państwowych od szczebla wojewody wzwyż, a także posłów, senatorów, adwokatów i sędziów, będących współpracownikami Służby Bezpieczeństwa w latach 1945–1990.

Rano Antoni Macierewicz, minister spraw wewnętrznych, przekazuje w zaklejonych kopertach tajny wykaz osób – posłów, senatorów i urzędników państwowych, którzy w dokumentach figurują jako tajni współpracownicy SB. Koperty trafiają do szefów klubów parlamentarnych i kół poselskich, marszałków Sejmu i Senatu, I prezesa Sądu Najwyższego, prezesa Trybunału Konstytucyjnego, premiera i prezydenta.

W filmie widać podenerwowanego Tomasza Lisa i Monikę Olejnik. Po schodach wchodzi prezydent Lech Wałęsa. Lis mówi do dziennikarzy: „Trzeba było krzyknąć: Prezydencie, Polska z tobą”.

Kolejna scena. Zaaferowany Lis opowiada, że budzi się rano, odsłania okno. „Słyszę śmigłowce, przejeżdżające ciężarówki. Mówię, o k... wa, zaczęło się”.

Można się jedynie domyślać, czemu służyły tego typu opowieści. Wiadomo, że o żadnym „rozwiązaniu siłowym” nie było mowy. Wiadomo również, że gdy w Polsce w brutalny sposób przerwano lustrację, trwała ona w najlepsze u naszych sąsiadów – w Czechosłowacji i Niemczech, gdzie od dwóch lat Joachim Gauck badał archiwa Stasi, służby bezpieczeństwa NRD.

Po upadku rządu Jana Olszewskiego zawieszony zostaje „Reflex” – jeden z najlepszych w historii TVP programów politycznych (po paru miesiącach program zostanie ostatecznie zlikwidowany). Pracujący w „Wiadomościach” dziennikarze o konserwatywnych poglądach są całkowicie marginalizowani, na skutek czego część z nich rezygnuje z pracy w TVP. W tym samym czasie kariera Tomasza Lisa rozwija się błyskawicznie – jest gwiazdą numer jeden „Wiadomości”, ówczesnego monopolisty informacyjnego, a w 1994 r. wyjeżdża do USA jako korespondent TVP. Po trzech latach rozstaje się z telewizją publiczną w atmosferze konfliktu i bardzo szybko znajduje pracę w TVN – wówczas siermiężnej, niszowej stacji. Jako współtwórca „Faktów” Tomasz Lis ma ambicję, by zdetronizować „Wiadomości”, ale to się nie udaje. W 2004 r., gdy TVN ma już umocnioną pozycję na rynku, Tomasz Lis popada w konflikt z szefami stacji i kontrakt z nim zostaje rozwiązany.

„To był konflikt z człowiekiem chorobliwie ambitnym i egocentrycznym” – tak o Tomaszu Lisie mówi współwłaściciel TVN Mariusz Walter w wywiadzie dla „Przekroju”. Wywiad przeprowadza Piotr Najsztub, który teraz – ciekawostka – pracuje dla „Wprost”.

Prawie rok po odejściu z TVN Tomasz Lis zostaje członkiem zarządu i dyrektorem programowym „Polsatu”, prowadzi też autorski program „Co z tą Polską”.

Ze stacją Zygmunta Solorza, także w atmosferze konfliktu, Tomasz Lis rozstaje się w 2007 r. – kilka miesięcy później pomaga mu ówczesny prezes TVP Andrzej Urbański: Lis dostaje własny program w godzinach najlepszej oglądalności „Tomasz Lis na żywo”. Wysokość owianego legendą kontraktu do dziś pozostaje tajemnicą, mimo że jest on wypłacany z publicznych pieniędzy.

Od roku Tomasz Lis jest redaktorem naczelnym „Wprost” – wcześniej spekulowano, że ma zastąpić Adama Michnika w fotelu redaktora naczelnego „Gazety Wyborczej”. Tak się nie stało i póki co Tomaszowi Lisowi pozostaje stałe komentowanie wydarzeń w piątkowych porankach TOK FM, radiu należącym do Agory, w programie prowadzonym przez Jacka Żakowskiego.

Biznesmen z ambicjami

Woltę programową we „Wprost” wykonał nowy właściciel, nikomu nieznany młody biznesmen ze Szczecina, 35-letni Michał Lisiecki, prezes Platformy Mediowej Point Group. Jedną z pierwszych inwestycji PMPG w znany tytuł prasowy było zakupienie w połowie 2005 r. prawa do wydawania czasopisma muzycznego „Machina”. Na okładce pierwszego numeru (3 lutego 2006 r.) umieszczono piosenkarkę Madonnę i jej córkę Lourdes stylizowane na ikonę Matki Boskiej Częstochowskiej z Dzieciątkiem Jezus. Publikacja wywołała ostry sprzeciw środowisk konserwatywnych – dzień przed ukazaniem się „Machiny” przypadało jedno z najważniejszych świąt katolickich – Ofiarowania Pańskiego, nazywane też Świętem Matki Boskiej Gromnicznej. Po licznych protestach wydawca przeprosił na łamach „Machiny” wszystkich, którzy poczuli się urażeni publikacją.

Kolejną inwestycją PMPG było zakupienie w styczniu 2007 r. miesięcznika „Film”, którego redaktorem naczelnym został Jacek Rakowiecki, były członek zarządu Agory, wydawcy „Gazety Wyborczej”.

Cztery miesiące później firma Michała Lisieckiego wygrała przetarg na kupno praw do wydawania tygodnika „Ozon”. Wcześniej głównym inwestorem i posiadaczem większościowego udziału w spółce był Janusz Palikot. Mimo zapowiedzi władz PMPG, że wydawanie „Ozonu” zostanie wznowione, nigdy nie doszło do ich realizacji. Rzeczywistą przepustką do wielkiego biznesu dla Michała Lisieckiego było podpisanie w 2006 r. umowy z notowaną na giełdzie spółką Arksteel. Połączenie obydwu spółek nastąpiło w wyniku przejęcia Point Group Sp. z o.o. (spółka przejmowana) przez Arksteel SA (spółka przejmująca). Wspólne przedsięwzięcie przyjęło nazwę Platforma Mediowa Point Group.

Ja pisały media, Arksteel była spółką-córką ukraińskiego Związku Przemysłowego Donbasu, który na początku 2010 r. został kupiony przez rosyjskie koncerny Evraz Group i Metalloinvest. Z ogólnodostępnych rejestrów wynika, że we władzach Platformy Mediowej Point Group znaleźli się ludzie z Donbasu, którzy później trafili do Arksteelu: Konstyantyn Lytvynov, Giuseppe Mirante, Maksym Mordan, Oleksiy Petrov, Oleksandr Pylypenko, Sergiy Taruta (jeden z największych udziałowców Donbasu) i David Williams.

W Platformie Mediowej Point Grup zasiadł także Paweł Horodyński, wiceprezes wrocławskiej spółki Fam Cynkowanie Ogniowe SA, razem z nim w zarządzie zasiadał wiceszef Wojskowych Służb Informacyjnych Kazimierz Mochol.

Jednym z najbliższych współpracowników Michała Lisieckiego jest Mariusz Pawlak, będący także wiceprezesem spółki „Lorek, Pawlak i wspólnicy”, w której znalazł się m.in. Piotr Pacewicz. W radzie nadzorczej firmy Lisieckiego zasiada Jarosław Pachowski, w czasach rządów SLD prezes Polkomtela, a wcześniej (1998–2002), za czasów szefa TVP Roberta Kwiatkowskiego (z nadania SLD), członek zarządu publicznej telewizji. W tym czasie Pachowski zajmował się m.in. finansową współpracą z firmami Lwa Rywina: Canal+, Cyfrą+ i Heritage Films.

Wejście na giełdę PMPG poprzez związanie się z Arksteelem przyczyniło się do tego, że w 2009 r. Michał Lisiecki zajął 89. miejsce (kapitał 145 mln) na liście najbogatszych Polaków według polskiej edycji branżowego miesięcznika „Forbes”.

PMPG weszła na giełdę w ten sam sposób, w jaki zrobiła to spółka Arksteel. Zarejestrowana w Polsce firma z ukraińskimi przedstawicielami połączyła się z firmą Pekpol – jedną z najstarszych spółek giełdowych.

W trakcie fuzji (przełom 2003/2004) we władzach Pekpolu zasiadali m.in. Michał Boni (polityk Kongresu Liberalno-Demokratycznego, obecny minister w rządzie Donalda Tuska), Andrzej Arendarski, (polityk Kongresu Liberalno-Demokratycznego). We władzach Pekpolu był też Wiesław Kaczmarek, polityk SLD, do początku 2003 r. minister skarbu w rządzie Leszka Millera.

Wspólne cele

Walka, która na dobre rozpoczęła się w końcu ubiegłego roku między „Polityką” a „Wprost”, jest faktycznie rywalizacją na tym samym polu, bo obydwa tytuły mają bliźniaczo podobne antylustracyjne i antykonserwatywne poglądy oraz prorządowe nastawienie. W obydwu tytułach zatrudnienie znaleźli dziennikarze, którzy byli zarejestrowani przez służby specjalne PRL jako tajni współpracownicy (w „Polityce” m.in. Daniel Passent – ps. „Jonh”, „Daniel”, a we „Wprost” Waldemar Kedaj – ps. „Mento”. Więcej na temat działalności Waldemara Kedaja w PRL w najbliższym numerze „Gazety Polskiej”).

W „Polityce” ukazują się analizy, w których rządy lewicowe, a teraz PO, są przedstawiane jako najlepsze dla ludu, a funkcjonariusze służb specjalnych PRL są najlepszymi fachowcami na skalę światową.

Piewcą podobnych prawd jest aktualnie tygodnik „Wprost”, który podobnie jak „Polityka” prowadzi walkę z „pisowskim ciemnogrodem” i konserwatywnymi dziennikarzami. W tej ostatniej dziedzinie prym wiedzie „Polityka”, która publikuje wiadomości „z magla”, dotyczące życia prywatnego prawicowych dziennikarzy.

„Wprost” był wiodącym tytułem wśród tygodników do końca lat 90. kiedy jego średnia sprzedaż wynosiła ponad 300 tys. egzemplarzy. Z pozycji lidera zdetronizowała go „Polityka”, która wówczas zmieniła całkowicie szatę graficzną i stała się wyrazicielką „słusznych” opinii. „Wprost” natomiast pozycjonował się jako tygodnik centrowy, sympatyzujący z aktualnie panująca władzą. W 2007 r. naraziło to „Wprost” na spore kłopoty związane z przyznawaną od 1990 r. nagrodą Kisiela. Nagrody za rok 2007 i 2008 nie zostały przyznane z powodu sprzeciwu 25 członków kapituły: wśród laureatów, którzy oprotestowali patronat medialny „Wprost”, byli m.in.: Władysław Bartoszewski, Lech Wałęsa, Andrzej Olechowski oraz Jan Krzysztof Bielecki.

Wojna o prorządowy prestiż

Zanim Tomasz Lis został szefem „Wprost”, w redakcji miał miejsce skandal, który pokazał rzeczywiste poglądy Michała Lisieckiego.

W kwietniu ubiegłego roku na łamach „Wprost” ukazał się felieton byłego właściciela tygodnika Marka Króla pt. „Nie polezie orzeł w GWna” jednoznacznie nawiązujący do publikacji „Gazety Wyborczej”. Kilka dni później Michał Lisiecki opublikował na łamach „Wprost” przeprosiny, w których napisał: „Jednocześnie wydawca pragnie przeprosić wszystkich Szanownych Czytelników oraz Szanownych Autorów, którzy poczuli się dotknięci treścią ostatnich felietonów Pana Marka Króla, a w szczególności formą ostatniego utworu tegoż felietonisty, opublikowanego 19 kwietnia, a więc dzień po zakończeniu żałoby narodowej”.

Ostatecznie AWR „Wprost” zerwało współpracę z Markiem Królem, który musiał też odejść z rady nadzorczej, a rezygnację ze stanowiska p.o. redaktora naczelnego złożyła Katarzyna Kozłowska.

Miesiąc później redaktorem naczelnym „Wprost” został Tomasz Lis. Kilka tygodni później, w komentarzu dla portalu Wirtualnemedia.pl Jerzy Baczyński określił „Wprost” jako polityczną „Vivę!”.

Zatrudnienie Tomasza Lisa na stanowisku redaktora naczelnego miało przynieść sukces. Na początku wymienił on niemal w całości zespół redaktorski, który oparł na ludziach kiedyś pracujących w „Gazecie Wyborczej”, i zatrudnił jako współpracownika Tomasza Machałę, syna posłanki PO Joanny Fabisiak. Ambicją Tomasza Lisa było przywrócenie „Wprost” pozycji lidera opiniotwórczych tygodników.

W październiku 2010 r., gdy Jerzy Baczyński odbierał nagrodę dziennikarza XX-lecia, Tomasz Lis wraz z zespołem redakcyjnym tygodnika „Wprost” był nominowany do tej nagrody „za udowodnienie, że wartościowe dziennikarstwo prasowe potrafi zagwarantować sukces wydawniczy” – chodziło o nagły wzrost sprzedaży tygodnika po objęciu funkcji naczelnego przez Tomasza Lisa.

Kilka tygodni później wybuchł skandal: do Związku Dystrybucji i Kontroli Prasy wydawcy „Polityki” i „Newsweek” donieśli na wydawcę „Wprost”, że fałszuje on wyniki sprzedaży, co zresztą później potwierdziła nadzwyczajna kontrola. Okazało się, że od kwietnia ubiegłego roku skala nierzetelności była zaskakująco duża i waha się pomiędzy niemal 11 a ponad 14 proc. niesłusznie wykazanej sprzedaży kioskowej i w prenumeracie. Średnio daje to 10,7 tys. egz. Nie wiadomo, ile w rzeczywistości wynosi sprzedaż tygodnika „Wprost” – opublikowane ostatnio dane przez portal Wirtualnemedia.pl zostały podane przed ogłoszeniem wyników kontroli ZDKP i dotyczą sprzedaży za luty 2011 r. Według raportu branżowego portalu, sprzedaż ogółem „Wprost” wynosi 95 343, a „Polityki” 134 662 egzemplarze. Powyższe wyniki wskazują, że palmę pierwszeństwa wśród prorządowych tygodników dzierży „Polityka” i na razie nic nie wskazuje, by ktoś mógł jej zagrozić.

 

Wykop Skomentuj3
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale