Uczeń technikum z Dobrzynia nad Wisłą usłyszał skandalicznie wysoki wyrok za antyrządowy napis wymalowany na szkolnym murze.Postanowił wyrzucić z siebie złość na rząd i to, co się w Polsce dzieje. Wydać krzyk gniewu i bezradności. Z pewnością nie przypuszczał, że dwa miesiące po pamiętnej dla siebie nocy sąd potraktuje go jak... No właśnie – jak opozycjonistę? Jak kryminalistę?
Jacek Balcerowski nie skończył jeszcze 19 lat.Chodzi do technikum hotelarskiego. Chciałby studiować filozofię i wcale nie przejmuje się, że to kierunek, po którym o pracę niełatwo. Czy marzy o wyrwaniu się do innego świata? – Lubię Dobrzyń – przyznaje oględnie. Pięknie położony, cichy, spokojny. Ale chłopakowi wyraźnie nie wystarczy tylko życie odtąd–dotąd. Zwykła codzienna szarówka. Potrzebuje czegoś więcej. Widać po nim, że gdzieś się rwie, coś go wzywa...
Rozmawiamy w ustronnym miejscu, na brzegu wiślanego zalewu. Tak chciał. Tu dużo lepiej niż na kameralnym ryneczku, gdzie zawsze znajdzie się sporo ciekawskich uszu i oczu. Nad Wisłą zaś jedyny świadek to zaplątany wędkarz, który i tak nie zwraca na nikogo uwagi. Jackowi niby nie wstyd tego, co zrobił, a mimo to zdaje się speszony, zdenerwowany. Pewnie dlatego, że mama zabroniła mu rozmawiać. Nie posłuchał. Przecież w końcu jest dorosły.
Łatwo jednak nie było. – Proszę odejść. Nie chcemy rozmawiać, mamy dość tego szumu. Niech pan nie wykorzystuje naiwności nastolatka – bardziej rozkazywała, niż prosiła wyraźnie zdenerwowana matka Jacka, gdy dzień przed rozmową nad zalewem dotarłem pod dom Balcerowskich. Do środka nikt nie zapraszał. Kawy nie wypiliśmy, rozmowa się nie kleiła. Ojciec nastolatka spoglądał z rezygnacją. – Żona jest w depresji – tłumaczył cicho. Niedawno stracił pracę. Matka Jacka pracuje jako urzędniczka w gminnej pomocy społecznej. Uważa, że trzeba wszystko przeczekać. Aż ludzie zapomną. I minie wstyd. W oczach jej syna pojawiła się jednak nadzieja. – Chce pan pomóc? Wreszcie ktoś jest po mojej stronie – próbował na darmo tego dnia tłumaczyć matce.
Nocny gniew
Polityka Jacka irytuje. Przyznaje się do poglądów wolnościowych, właściwie anarchistycznych. – Poniosło mnie. Byłem w emocjach, zdenerwowany. Chciałem wyrzucić z siebie gniew – opowiada o zdarzeniu. Około pierwszej w nocy z pierwszego na drugiego marca wziął spray i wymalował na bocznym murze swojej szkoły hasło „jebać rząd”. – Niepotrzebnie użyłem wulgarnego słowa – przyznaje, jakby to miało jakieś znaczenie. Gdyby nawet napisał wówczas „Precz z rządem”, sprawa zapewne skończyłaby się tak samo. Może tylko „kocham Jolę” pozwoliłoby uniknąć karzącej ręki sprawiedliwości w państwie Tuska...
Zdenerwowany Jacek schował się na pobliskim przystanku. Łatwo namierzyli go policjanci patrolujący miasteczko. Zobaczyli tubę z farbą, która wystawała spod kurtki, zabrali na komisariat, przesłuchali. Powiedział im, dlaczego to zrobił. Do wszystkiego się przyznał. To zresztą było jedyne przesłuchanie, jakie przeszedł. Jak twierdzi, prokurator z Lipna z nim nie rozmawiał.
– Ze strony policji sprawa została potraktowana jak uszkodzenie mienia publicznego – tłumaczy asp. sztab. Anna Kozłowska, rzecznik policji z Lipna. – Na etapie naszego postępowania zakończyła się postawieniem zarzutu z art. 288 k.k. – dodaje policjantka. Treść artykułu brzmi: „Kto cudzą rzecz niszczy, uszkadza lub czyni niezdatną do użytku, podlega karze pozbawienia wolności od trzech miesięcy do lat pięciu”. Asp. Kozłowska z trudem ukrywa zdziwienie, że chłopakowi postawiono też zarzut poniżania władz.
Już kilka dni później Jacek napis zamalował. Na ścianie, z boku przy wjeździe do szkolnych garaży wciąż widać ślady świeżej farby. – Ojciec pomógł mi wszystko usunąć – mówi. Szkoła nie miała pretensji, nie wystąpiła o karę finansową. Ale sprawą zajęła się prokuratura z Lipna. Jak się okazało, w sposób nader gorliwy.
Wyczerpuje znamiona
Alicja Cichosz, szefowa Prokuratury Rejonowej w Lipnie, jest zaskoczona pytaniem o sprawę z Dobrzynia. – Myślałam, że pan w sprawie psów zastrzelonych przez myśliwego – dodaje na usprawiedliwienie. Mówiąc o akcie oskarżenia przeciwko Balcerowskiemu, wydaje się zdenerwowana. – Od polityki jesteśmy daleko. Ocena prokuratora prowadzącego sprawę była samodzielna – deklaruje z poważną miną. Zdaniem pani prokurator, to co zrobił 19-latek, „wyczerpuje znamiona przestępstwa z obu paragrafów”. Obu, bo śledczy z Lipna zdecydowali się dołożyć paragraf 226 k.k.: „Kto publicznie znieważa lub poniża konstytucyjny organ RP, podlega grzywnie, karze ograniczenia wolności albo pozbawienia wolności do lat dwóch”. – To wszystko nieszczęśliwie się złożyło, zresztą chłopak przyznał się do tego, co zrobił – jakby na usprawiedliwienie dodaje prokurator Cichosz.
Równie gorliwy jak prokuratura okazał się Sąd Rejonowy w Lipnie. Mieści się zresztą w tym samym budynku. We wtorek 7 czerwca uznał Jacka za winnego przestępstw z obu paragrafów i skazał na 10 miesięcy pozbawienia wolności w zawieszeniu na trzy lata. Autor napisu dostał też dozór kuratora. Wyrok nie jest prawomocny. – Czekam na pisemne uzasadnienie, a potem będę składał apelację – zapowiada nastolatek.
Odwróceni plecami
W czerwcowe, ciepłe dni życie w Dobrzyniu toczy się leniwie. Wielkomiejskiego pośpiechu brak. Na głównym placu pluska niewielka fontanna. Paru mężczyzn obsiadło drewniane ławki, którym przydałaby się świeża farba. O napisie na szkolnym murze rozmawiać nie chcą. – To nie nasza sprawa, my nic nie wiemy – machają ręką z uśmiechem. Niewiele mówią też rówieśnicy Jacka. Owszem, znają go: spokojny chłopak, w porządku, może trochę dziwny. – Tu się fajnie mieszka, ale pracy trzeba szukać w Płocku albo Włocławku – dodają. Dopytywani, od razu znajdują człowieka, który na pewno będzie mógł powiedzieć coś więcej. Koraszewski, no jasne! Koraszewski, na pewno!
Andrzej Koraszewski, rocznik 1940, dziennikarz i socjolog, były wiceszef polskiej sekcji BBC, publicysta paryskiej „Kultury”. Piękna karta zawodowa i życiowa – wiele publikacji, emigracyjna praca na rzecz opozycji przedsierpniowej, „Solidarności”, polskich uchodźców ze stanu wojennego. Syn żołnierza AK, osiadł w Dobrzyniu nad Wisłą, gdzie – jak można wyczytać w biogramie na Wikipedii – uprawia wiśniowy sad i prowadzi koło młodych dziennikarzy w miejscowym gimnazjum. Trudno o kogoś lepiej rozumiejącego kwestię wolności słowa. W dodatku urokliwy dom i sad Koraszewskiego dzieli zaledwie kilkaset metrów od szkoły z zamalowanym hasłem.
Przy bramie pojawia się sam gospodarz. „Gazeta Polska”? Chce się tam panu w ogóle pracować? – pyta z niesmakiem. – O jakimś napisie pierwsze słyszę. Wie pan, w ogóle to bardziej obchodzi mnie to, co się dzieje w Nowym Jorku niż w Dobrzyniu – dodaje na pożegnanie renomowany dziennikarz i publicysta.
No comment (bez komentarza) – to chyba forma telewizyjna, której szczególnie chętnie używała BBC. Prawda, panie Andrzeju?
Co z tą wolnością?
O sprawie Balcerowskiego niemal jednym głosem mówią ci, którzy w niewielu kwestiach potrafią się ze sobą zgodzić. Ryszard Kalisz (SLD), przewodniczący sejmowej Komisji Sprawiedliwości i Praw Człowieka, i Zbigniew Ziobro (PiS), były minister sprawiedliwości, uważają, że kara jest niewspółmierna do czynu nastolatka. – Został potraktowany jak kryminalista. Z tak błahego powodu niszczy mu się życie, a przecież można było całą sprawę załatwić mandatem – mówi Ziobro. Zdaniem Kalisza, chłopak wyraził „czynny żal”, zamalowując napis i naprawiając szkodę. – Wątpię, czy w takim przypadku potrzebne było prokuratorskie postępowanie – mówi były szef MSWiA. Jak uważa Kalisz, Jacek co prawda wypowiedział się wulgarnie, ale miał do tego prawo. – To jak najbardziej dopuszczalna krytyka rządu, która mieści się w ramach konstytucyjnej wolności słowa. Prokuratura i sąd dopuściły się nadinterpretacji – dodaje poseł. Według adwokata Radosława Baszuka, obrońcy m.in. czeczeńskiego premiera Ahmeda Zakajewa przed polskim sądem, fundamentalne pytanie brzmi, czy można utożsamiać słowo „rząd” z konstytucyjnym organem RP. – Otóż nie można, bo jest nim Rada Ministrów – wyjaśnia prawnik. Jego zdaniem, Balcerowski dopuścił się co najwyżej wykroczenia. Wyraził swój pogląd, ale nikogo nie znieważył ani nie poniżył. – Dziwię się bardzo, że prokuratura sięga do art. 226 k.k., który jest przeżytkiem i został mocno skrytykowany przez Europejski Trybunał Praw Człowieka w Strasburgu. Powinniśmy raczej ochronę dóbr osobistych funkcjonariuszy publicznych ograniczać do absolutnego minimum. Obejmuje ona właściwie tylko sferę prywatną – mówi mecenas. W jego opinii inicjatywa prokuratora z Lipna, by nastolatkowi zarzucić poniżanie i upokarzanie rządu, jest czystym szaleństwem. – To gorliwość gorsza od faszyzmu – mówi Baszuk. I przypomina najważniejszą zasadę wolności słowa: respektowanie wypowiedzi, z którymi się nie zgadzamy.
10 miesięcy więzienia w zawieszeniu to kara, którą polskie sądy wymierzały ostatnio skorumpowanemu dyrektorowi szpitala w Zgierzu, lekarzowi pogotowia znęcającemu się nad pacjentem z zawałem serca, właścicielowi stadniny koni pastwiącemu się nad zwierzętami, byłemu esbekowi z Konina, który psychicznie prześladował opozycjonistów.
– To bulwersujące, brakuje mi słów – ocenia Wojciech Borowik, b. poseł Unii Wolności, prezes Stowarzyszenia Wolnego Słowa. Jego zdaniem w Polsce dzieje się obecnie coś niedobrego i wkrótce wszyscy z prawa, z lewa i ze środka sceny politycznej możemy znaleźć się w sytuacji, gdy wolność słowa będzie jedynie iluzją. – W żadne polityczne instrukcje w tej sprawie nie wierzę. Ale instytucje państwa zaczynają postrzegać Platformę jako partię władzy na długie lata i stąd pewnie ich nadgorliwość. Zabrnęliśmy w paranoję – twierdzi Borowik.
Przypadkiem nastolatka z Dobrzynia zainteresowała się już Helsińska Fundacja Praw Człowieka i Komitet Obrony Wolności Słowa, którego współzałożycielem jest Robert Frycz, twórca strony www.AntyKomor.pl.
„Oczywiście, nie można pochwalić faktu, że młody człowiek użył wulgaryzmów i umieścił napis akurat na budynku szkoły, ale kara, jaka została na niego za ten czyn nałożona, jest absurdalnie wysoka. Trzeba pamiętać, że bycie skazanym, zwłaszcza w przypadku osoby dopiero rozpoczynającej dorosłe życie, uniemożliwia podjęcie wielu działań, np. zatrudnienie się w administracji publicznej. Wymierzenie tak surowej kary nie znajdowało uzasadnienia. Powołany przez nas Komitet Obrony Wolności Słowa przyjrzy się tej sprawie i rozważy podjęcie odpowiednich kroków, w tym udzielenie pomocy prawnej. W tej sprawie szczególnie głośno winno zostać postawione pytanie, czemu policja i prokuratura nie ściga tak wielu przejawów wandalizmu, które nas otaczają, a koncentruje się tylko na ściganiu osób głoszących hasła przeciwko obecnej władzy” – napisali członkowie komitetu w swoim oświadczeniu, komentując sprawę z Dobrzynia nad Wisłą.
Rafał Kotomski


Komentarze
Pokaż komentarze (4)