Myślę, całkiem poważnie, że biegli psychiatrzy orzekną, iż Jarosław Kaczyński jest wariatem (stuprocentowym albo częściowym). Skoro ubeckie szumowiny rozpoczęły tę operację, to nie po to, by w efekcie końcowym dostarczyć wrogowi amunicji. „Biegli” diagnozę ubiorą w liczne pseudonaukowe pojęcia. Jaka będzie reakcja polskich wolnych mediów? Taka sama jak po Smoleńsku. Frajerska, tchórzliwa, żadna. „Poważni” polityczni komentatorzy podzielą się na dwie frakcje. Pierwsi – nasi! – z całą powagą dokonają rozbioru ubeckiego bełkotu na czynniki pierwsze. I znajdą w nim argumenty, że orzeczenie jest niejednoznaczne i Kaczyński to nie całkiem świr. Drudzy położą w swych komentarzach akcent na duże doświadczenie i tytuły naukowe biegłych. Oraz skrytykują stronniczość polityczną tych poprzednich. W odpowiedzi „nasi” złagodzą stanowisko, ale heroicznie nie do końca wycofają się z usprawiedliwiania wariata.
To wszystko jest dziecinnie łatwe do przewidzenia. Panowie z ubekistanu od białego wywiadu rozpisywali sobie miesiącami reakcję na Smoleńsk przeróżnych Lisickich (to taki pan, co kieruje małpującą „Gazetę Polską” podróbą o nazwie „Uważam Rze”) na wykresach i w tabelkach. Na podstawie owych krzywych potrafią odczytać, jak daleko opłaca się im posunąć w robieniu z brata zabitego Prezydenta świra. Nie mam wątpliwości, że przed Smoleńskiem podobne wykresy też były w użyciu.
O tym, że wśród biegłych roi się od psychiatrów najmniej ambitnych i dyspozycyjnych, pisałem w „Gazecie Polskiej” wiele razy przed laty, gdy zajmowałem się sprawami interwencyjnymi. Biegli dostawali wówczas za ekspertyzy psie pieniądze. Niezależnie, czy pisali ją na kolanie w godzinę, czy musieli czytać tysiące stron. Prawo powołania biegłego miały sąd i prokurator, ale nie obrona. Oznaczało to, że liczba spraw, jakie dostanie biegły, zależała od woli sędziów oraz prokuratorów. W efekcie, jak oceniał dr med. Jerzy Pobocha, szef sekcji psychiatrii sądowej Polskiego Towarzystwa Psychiatrycznego, coś koło 10 proc. (!) osadzonych w psychiatrykach nigdy nie powinno tam trafić. Czy w takim środowisku trudno znaleźć dyspozycyjnego frajera z tytułem naukowym przed nazwiskiem? Odpowiedź oczywista. Ale w przypadku pojawienia się newsa „Kaczyński-świr” kompletnie nieprzetłumaczalna na język odbiorcy mediów. Pisowcy ześwirowali tak bardzo, że podważają opinie profesorów – taki będzie news.
Przysłał mi e-maila Mariusz Walter. Chciał, żebym dał mu na flaszkę – 19,90. Pewnie słyszał, że jeśli akurat mam, to dorzucam czasem na piwo znajomym z dzielnicy, których szanuję, a akurat nie mają. Ale facet, który ma siana jak lodu, a ode mnie na flaszkę chce?! Walter podpisał się w e-mailu jako platforma „n” i obiecał, że jak mu dam 19,90, to będę mógł sobie pooglądać Kwaśniewską w TVN Style. I jeszcze posłuchać salonowego rechociku dzieci nadzianych komuchów w „Szkle kontaktowym” w TVN24. Walter, chłopie, jak cię lubię, to słuchanie synków Bolesława Sianeckiego, Bruno Miecugowa czy Macieja Zimińskiego jednak mi podaruj. A jeśli z twoimi interesami naprawdę tak cienko, to mogę ci dorzucić, ale 14 zł. „Sokół” z Hybryd twierdzi, że po tyle chodzi „Żołądkowa” w hurcie. Więcej nie dostaniesz, weź się chłopie do jakiejś uczciwej roboty.
Rada dla PR-owców koncernu ITI. Myślę, że hasłem zachęcającym do zakupu telewizji „n” powinien być fragment utworu raperów z zespołu „Firma” zatytułowanego „Honor i Ojczyzna”: „Gdy słyszę, jak kłamiecie w »Szkiełku« wy j... e szuje, mam szczęście w nieszczęściu, bo tego nie kupuję”.
Ceniony przeze mnie skądinąd bloger Chinaski zarzucił nam gloryfikację osoby Piotra „Starucha” Staruchowicza, co to zastosował wobec piłkarza Rzeźniczaka „jawną przemoc”. Przypomnę sekwencję wydarzeń: najpierw była słaba gra Legii, na którą kibice zareagowali dość ostrą chóralną krytyką. Później były podobne bluzgi piłkarza na kibiców. Potem „liść” od kibica. Następnie przeprosiny kibica i pogodzenie się obu panów, którzy uzgodnili sobie, że „dla wszystkich, którym dobro Legii Warszawa leży na sercu, emocje w aktualnej sytuacji muszą być zrozumiałe”. Sprawa zakończona, jeszcze tego brakowało, żebym ja, stary kibic Lecha, miał się mieszać w jakieś wewnątrzlegijne „kosy”. A całą ideologię „GW” do tego dorobioną mam w głębokim poważaniu.
Przy okazji mam przyjemność zakomunikować, że w najbliższym „Nowym Państwie” drukujemy artykuł naszego publicysty Piotra Staruchowicza zatytułowany „Niepokorni, nieufni, niebezpieczni”. Kto nie przeczyta, dostanie z liścia od naczelnej „NP” Katarzyny Gójskiej-Hejke. Ja natomiast, jako poznaniak, opluję go, bo o to „GW” oskarżyła mojego pyrlandzkiego ziomka „Litara”. Plucie to moja specjalność, o czym stali Czytelnicy niniejszej rubryki znakomicie wiedzą.
To nieprawda, że żaden kibic nie lubi Tuska! My znaleźliśmy jednego, co go nawet zachwala. Czym wzbudził jego sympatię? „Wieloma rzeczami, ale nie chcę mu prawić komplementów, bo tylko mu zaszkodzę. Najważniejsze jest jednak to, że zapewnia stabilizację. Chroni mnie przed obozem nienawistników, którym przewodzą Kaczyńscy. Z ich nacjonalizmem, mitem suwerenności”. Powiedział też: „Gdybym nie czuł się zobowiązany historycznymi zaszłościami, nie poszedłbym głosować na lewicę, poparłbym Platformę Obywatelską”. I to jest model kibica, który należałoby upowszechnić w Polsce w miejsce nas, stadionowych bandytów! „Kibic” to jeden z pseudonimów używanych w PRL przez Jerzego Urbana.
W 1948 r. odbył się we Wrocławiu Światowy Kongres Intelektualistów w Obronie Pokoju. Jest piątkowy wieczór. Czytam na portalu Gazeta.pl list prezydenta Dmitrija Miedwiediewa do I Polsko-Rosyjskiego Kongresu Mediów we Wrocławiu. Miedwiediew pisze, że kongres „przyczyni się do pogłębienia wzajemnego zrozumienia”. Polskie media przytkało. Powielają beztreściową depeszę PAP o nieznanym nikomu wcześniej kongresie. Cytują Miedwiediewa i Komorowskiego. Ani słowa zdziwienia, że polski prezydent uczestniczy w czymś takim. Próżno szukać odpowiedzi na pytanie, jacy przedstawiciele polskich mediów biorą udział w imprezie. Jakaś totalna abstrakcja. Za rok już nikt nie będzie się wstydził cytowania depeszy z podobnej imprezy. Za dwa lata wszyscy uznają ją za normalność.
Piotr Lisiewicz


Komentarze
Pokaż komentarze (7)