„Czy nasze służby monitorują działanie skrajnej prawicy? Powinny” – napisał po norweskich zamachach Adam Leszczyński w „GW”, tytułujący swój tekst: „Skrajna prawica jak islamiści”. Jasne, że powinny monitorować potencjalnych terrorystów. Ale „skrajną prawicą” w „GW” nazywano też wielokrotnie „Gazetę Polską” czy polityków PiS. Więc? A tak w ogóle, to co w tej sytuacji z poststalinistami? Jeśli w jakimś środowisku czy redakcji pojawi się pięciu stalinowców oraz ich potomków, nie ma powodu do paniki. Ale jeśli są ich dziesiątki i tworzą zwarte lobby? Monitoring niezbędny. Wiadomo, co takiej czeredzie przyjdzie do łbów?
„Tygodnik Powszechny” zaatakował prof. Andrzeja Waśko za opinie wygłoszone w filmie „Kibol”. Autor tekstu, jego były student mający w głowie obraz kibiców bliski „GW”, okazał się być zdziwiony, bo zapamiętał profesora jako człowieka, którego bez reszty pochłaniała literatura: „Profesor, jak nam się wówczas zdawało, jest człowiekiem spokojnym, nieco nieobecnym, głęboko zanurzonym w jambach, trochejach, daktylach”. No właśnie, a teraz zmienił upodobania. Lubi przyłożyć w jambę, potem poprawić trochej mocniej, a na koniec celnie rzucić w czoło daktylem. Taka mieszanka hooligańsko-literaturoznawcza.
Portal Gazeta.pl ogłosił: „Premier Tusk otworzył ośrodek dla pedofilów i gwałcicieli”. A kiedy otwarcie ośrodka dla zdrajców stanu oraz gwałcicieli wolności słowa? Proponuję, by dla odmiany wstęgę przeciął jakiś pedofil.
Ciągle wydzwania do mnie poseł z Poznania Jan Filip Libicki (niedawno w PiS, potem PJN, obecnie w klubie PO). Kabluje mi on ochoczo o przekrętach niektórych działaczy Platformy z Poznania. A konkretnie tych, którzy jego samego w PO nie chcą. Tłumaczy mi, że w duchu pozostanie zawsze pisowską wtyką w PO, a głupoty na swoim blogu wypisuje dlatego, że musi się uwiarygodnić. Powyższe cztery zdania to kompletna bzdura. Wyssałem je z brudnego palca. Ale niektórzy w PO będą mieć teraz wątpliwości, jak jest naprawdę. Ot, skutki reputacji pana posła. Zapewniam raz jeszcze: naprawdę nic mi nie kablował. Zresztą sprawdźcie billingi, skoro mi nie wierzycie.
Nieupolityczniony znajomy z podstawówki podzielił się ze mną refleksją, do jakiej doszedł w czasie sobotniej konsumpcji wódki w zacnym towarzystwie osiedlowym. Towarzystwo (parę lat temu powiedzieć by można dresiarskie) przerzucało w nocy kanały telewizyjne. Refleksja była następująca: jedyne, co da się oglądać, to Telewizja Trwam oraz pornole. W tych dwóch przypadkach najzwyczajniej wiadomo, o co chodzi. Tu możesz posłuchać poglądów, z którymi się zgadzasz, lub wręcz przeciwnie. Tam – cóż, jakaś część społeczeństwa to lubi – pooglądać gołe baby. A reszta kanałów z pseudorozrywką i tokszołami to jakieś totalne badziewie, chłam i szajs, którego oglądać nie sposób. Nie tacy głupi ci dresiarze.
Bajkopisarz Jan Dziadul opisał w „Polityce”, jak przebiegała ustawka kibiców z Chorzowa i Poznania sprzed paru lat, zorganizowana w lesie. Opis przypominał bitwę pod Grunwaldem: „Z siekierami, maczetami, nożami, drągami, pikami [! – przyp. P.L.]; krew sikała jak z fontanny”. Każdy, kto chce się przekonać, czy Dziadul to bajkopisarz, może zajrzeć na YouTube. Widać na nim dwie grupy mężczyzn bijących się na gołe pięści. W 2004 r., a więc siedem lat temu, podpisany został tzw. pakt poznański (nie podpisali go kibice z Krakowa). Zgodnie z nim lubiące taką rywalizację grupki (stanowiące znikomy procent kibiców, co naturalne, choćby ze względu na wymagane warunki fizyczne) biją się – przeważnie po lasach – wyłącznie na gołe pięści. Co upodabnia te walki do zawodów w kickboxingu, tyle że w wersji „drużynowej”. Jak zauważyli na swoim forum kibice Lecha, Dziadul informuje na swoim blogu: „Moja żona Ola pisze bajki dla dzieci”. „Żona się stara, pewnie za friko tworzy, a ten się podpisuje swoim imieniem” – skomentowano.
Postanowiłem wczuć się w rolę wykształciucha czytającego „Politykę”, który pobladły z przerażenia zrozumie z tego tyle, że jeśli Tusk nie spacyfikuje kiboli, to wkrótce on, wykształciuch, skończy nabity na „pikę”. Tusku, musisz! Zapewne ów wykształciuch sprawdzi w Wikipedii, co to takiego „pika”: „dawna broń drzewcowa piechoty, używana przede wszystkim przeciwko kawalerii. Piki były bardzo długie i osiągały nawet do sześciu metrów”. Uzbrojeni byli w nie „pikinierzy”. Informuję, że współczesna bojówka kiboli uzbrojonych w piki nazywa się podobnie – „pikniki”. Pikniki noszą piki i polują na czytelników „Polityki”.
Żyjemy w czasach, w których fakty niewygodne dla rządzących najzwyczajniej nie istnieją w medialnym obiegu. Nasza redakcja nie była jedyną, która otrzymała faksem oświadczenie Stefana Michnika po wyroku skazującym poetę Jarosława Marka Rymkiewicza. Żadna z redakcji jakoś nie odważyła się go skomentować. Poniżej treść listu.
Piotr Lisiewicz
Oświadczenie Uppsala, 21 lipca 2011
Zapadł wyrok w sprawie szczególnie dla mnie bolesnej. Wychowano mnie bowiem tak, iż łatwiej mi znosić krytykę własnej osoby, nierzadko – przyznaję – przeze mnie samego zawinioną, niż ataki na członków mojej rodziny, w żaden sposób nie odpowiadających za moje młodzieńcze przewinienia.
Jako ludzie młodzi budowaliśmy nową Polskę, były to czasy niełatwe, a niejednoznaczności ówczesnych wyborów nie mogą zrozumieć ci, którzy wtedy nie żyli. Ponoszę dziś, mimo że minęło ponad pół wieku, ich konsekwencje – jedną z najsurowszych kar w dawnym prawodawstwie, karę banicji.
Nie pogodzę się jednak nigdy z tym, by z powodu moich win atakowany był mój przyrodni brat, który za działalność w opozycji demokratycznej płacił więzieniem. Niegodziwość podobnych zarzutów małych ludzi, którzy wiedzą lepiej, jak wychowywani byliśmy w domu, znakomicie obnażył na sali sądowej mecenas Piotr Rogowski.
Chciałbym wyrazić uznanie dla Pani Sędzi Małgorzaty Sobkowicz-Suwińskiej, która nie uległa naciskom towarzyszącej Jarosławowi Markowi Rymkiewiczowi antysemickiej tłuszczy, naruszającej ład i porządek na sali sądowej. Mentalnością bliskiej stadionowym kibolom. Jej wybrykom nazbyt pobłażliwie przyglądały się służby porządkowe.
- „Ubi lex, ibi poena” – ta zasada dotyczy wszystkich, także małych ludzi żądnych linczu i zemsty po pół wieku.
Stefan Michnik


Komentarze
Pokaż komentarze (6)