Bijący rekordy oglądalności skecz Kabaretu Moralnego Niepokoju „Co będzie, jak PiS dojdzie do władzy” zniknął z serwisu YouTube. O prawach do niego przypomniała sobie TVP 2. Co ciekawe, nie upomina się ona wcale o zrabowane jej w identyczny sposób prawa do programu „Tomasz Lis na żywo”. Z racji na nikłą wartość przedmiotu kradzieży?
Andrzej Poczobut został pobity w siedzibie białoruskiego KGB w Grodnie. Piotr Staruchowicz – w policyjnym radiowozie w Warszawie. Poczobut to wróg, bo obraził Łukaszenkę. Staruchowicz – bo zniesławił Tuska hasłem „Donald matole, twój rząd obalą kibole”. Staruchowicz, podobnie jak Poczobut, skazany został za przestępstwo, którego nie popełnił: nie wbiegł na murawę w Bydgoszczy. Poczobut aresztowany został, bo naruszył zakaz wyjazdu z Grodna. W Polsce policja nakłada masowo na niewinnych kibiców „zakazy wyjazdowe”. Poczobut nie jest Staruchowiczem i odwrotnie. To osoby zupełnie odmienne. Ale metody takie jak bandyckie bicie, wyssane z palca wyroki, niezasłużony areszt, zakaz wyjazdów czy zemsta za znieważanie wodza dotknęły obu w ZBLIŻONYM stopniu. Dla mediów III RP głosząc takie opinie jestem oszołomem. Dla mnie media III RP, które bronią Poczobuta, a nie rozumieją, że w sprawie „Starucha”, wroga rządu numer jeden, mają szczególny obowiązek patrzeć władzy na ręce, są warte tyle, ile media reżimu Łukaszenki.
Poseł PO Roman Kosecki za czasów służby w ZOMO był „kursantem plutonu liniowego na wolnym etacie milicjanta pododdziału operacyjnego”. Były reprezentant Polski w piłce jest dziś kolegą Tuska z boiska. Często gości premiera w willi w Konstancinie i popiera jego wojnę z kibolami. Niedawno zachwalał „zakaz wyjazdowy”. Ponoć pomysł ten powstał właśnie w domu byłego zomowca. Po odbywającej się tam naradzie zorganizowano ćwiczenia. Tusk polewał Koseckiego wężem, a ten z okrzykiem „bij kibola!” tłukł go swoją starą zomowską pałką, na co dzień wstydliwie, ale nie bez sentymentu przechowywaną w pawlaczu.
20-letni przyszły poseł Kosecki w ZOMO służył w latach 1986–1988, kiedy to grał w piłkę w milicyjnej Gwardii Warszawa. Był skierowany na przeszkolenie milicyjne. Zapewne powie, że to był etat fikcyjny. Możliwe. Jako uczeń liceum zaczynałem wówczas chodzić na mecze i pamiętam, że do takich jak on krzyczeliśmy „Nie masz ambicji – odrabiasz wojsko w milicji” oraz „MO – gestapo”. Kosecki wydaje się więc być niemal modelowym przypadkiem opisanym w haśle „Byłem w ZOMO, byłem w ORMO, teraz jestem za Platformą”.
Kiedy wyszperałem informację o Kosie – zomowcu w katalogach IPN, przypomniało mi to przygodę posłanki Samoobrony Sandry Lewandowskiej, do której pokoju po nocy w hotelu sejmowym dobijał się Kosecki. Pani poseł, to dobijało się ZOMO!
Z tą fikcyjnością etatów bywało rozmaicie. Grający w tych samych czasach napastnik Olimpii Poznań Jerzy Kaziów dosłużył się w SB stopnia kapitana. Wcześniej trzy lata był na etacie w MO. Jak czytam, w czasie kariery piłkarskiej był przez SB na pięć dni „delegowany służbowo do RFN”. Może i jemu Tusk da miejsce na liście? Kiboli będzie zwalczał jeszcze gorliwiej od Koseckiego. Ma powody – jako kibice Lecha nabijaliśmy się z jego fryzury. Śpiewaliśmy też o jego drużynie: „Olimpia, Olimpia, to nie poznański klub, to milicyjny klub i za to ch... w dziób”. Na bank ma uraz na tym tle.
Byłem na zlocie „Wataha”, gdzie własnym przykładem wcielałem w życie misję zaszczepiania w młodym pokoleniu ideowo-pijacko-żulerskiego modelu funkcjonowania w życiu politycznym. Odwrotności modelu karierowiczowsko-intrygancko-sztywniackiego. Ponieważ misji tej służę wiernie od lat 90., mogę ocenić jej rezultaty. Patrząc na rówieśników, stwierdzam, że to mój model sprzyjał wychowaniu jednostek, które reprezentują dziś postawę niepodległościową. Ci wykształceni na „szkołach liderów” i pseudointelektualnych wykładach (oderwanych od posowieckich realiów) szybko zapadali się w bagno III RP. Józef Mackiewicz opublikował niegdyś artykuł „Pochwała alkoholu”, w którym wskazał na jego zbawienną rolę w przezwyciężaniu paraliżującego strachu pod sowieckim panowaniem. Chyba pora na politologiczny traktat „Odrodzenie sarmackiego pijaństwa, jako czynnik rozkładu systemu postkomunistycznego”.
Nie warto byłoby tu wspominać o wpisach blogerki Kataryny, która zarzuciła Tomaszowi Sakiewiczowi, że „taśmy Leppera” ujawnił dla celów komercyjnych. Piszę tylko dlatego, że sprawa ta pokazuje, iż powinniśmy być w „GP” bardziej szowinistyczni wobec różnych nowo nawróconych, nowo zradykalizowanych i nowo powstałych mediów chcących wpływać na nasz obóz. Do rządu dusz w nim powinny być dopuszczane wyłącznie osoby, które w czasie bardzo wielu lat działalności poddane były próbie i potrafiły oprzeć się pokusie przyspieszonej kariery. Np. w roli koncesjonowanej opozycji. Mający w dorobku niezłe teksty, lecz niewielki staż bloger Łażący Łazarz bzdurnie atakujący Piotra Bączka, działającego konsekwentnie od lat 80., b. szefa Komisji Weryfikacyjnej WSI, powinien szybko poznać swoje miejsce w szeregu. Rzecz jasna w tej hierarchii powinna istnieć pewna możliwość przyspieszonego awansu dla 20-parolatków, ale tylko tych, po których widać, że są nieprzemakalni na propagandę spoza naszej sympatycznej sekty. Tylko wtedy media/służby próbujące nas dezintegrować okażą się bezradne.
Siedzę u rodziny na Podkarpaciu. Wakacji nie mam, ale czasem zdarzy mi się wejść na niewielką górkę. Wspinając się w błocie na Wołtuszową w Beskidzie Niskim, spotykam starsze małżeństwo. Pytają, czy zgadzam się, że nie trzeba wyjeżdżać z Polski, żeby zobaczyć piękne widoki. Znam widok z góry pustej Polany Wilczej na Wołtuszowej, więc przyznaję im rację. Bywał tu Stanisław Wyspiański, który napisał wierszyk „Rymanowski las”:
Jeden mi się podobał ten las jako ściana
stał przede mną posępny, dumny tajemniczy
była weń uroczystość set- letnia chowana
milczał, a mnie zdawało się, że pieśnią krzyczy
Wchodził na Wołtuszową także Karol Wojtyła. Swoją drogą ciekawe, jak wyglądałaby Polska, gdyby do głosowania uprawnieni byli tylko ludzie lubiący chodzić po górach? Inaczej – to pewne. Po zejściu pora na zakup pocztówki z widokiem na Rymanów-Zdrój w celu wysłania do aresztu osadzonemu Piotrowi Staruchowiczowi. Ot, typowa wycieczka patriotyczno-chuligańska.
Piotr Lisiewicz


Komentarze
Pokaż komentarze (12)