Rankingi zaufania wygrywa już Bronisław Komorowski, a nie Donald Tusk, dziennikarze liberalni snują dywagacje, czy jeśli wygra Platforma, to właśnie obecnemu jej liderowi zostanie powierzona misja tworzenia nowego rządu. Na dodatek zwykli ludzie, którym zdarza się trafić przed kamerę na spotkaniu z premierem, potrafią kilkoma słowami obrócić wniwecz propagandowy przekaz rządu. Donald Tusk ma kłopoty i mimo demonstrowanej pewności siebie coraz trudniej mu ukryć, że jego pozycja słabnie z dnia na dzień. Premiera publicznie wygwizduje się i obśmiewa. Widzą to nie tylko zwykli ludzie. Widzi to też jego partia
Inauguracja działania stadionu w Gdańsku Donaldowi Tuskowi, czułemu na to, jak reagują na niego ludzie, musiała jawić się jako koszmar.
Szukanie guza na stadionie
A przecież otwarcie Areny mogło być jednym z najlepszych ujęć kampanii, która pod hasłem „Polska w budowie” miała przekonać Polaków, jak dobrze wiedzie się krajowi pod rządami Platformy. Tymczasem nowy stadion na pierwszym meczu, nie bacząc na założenia spin doktorów Platformy, gremialnie wygwizdał Donalda Tuska, wykrzyczał stadionowy standard o „Donaldzie matole” i powiesił nie do pominięcia transparent „Nigdy nie byłeś, nie jesteś i nie będziesz kibicem Lechii”. Sądząc po minie szefa rządu, „premier się wściekł”, a jego złość przybrała pewnie na sile, gdy okazało się, że nie da się tego wydarzenia zatuszować. Prócz Niezależnej.pl informację na ten temat zamieścił także TVN24, zdjęcia obiegły internet – gwizdy słyszalne więc były daleko poza Gdańskiem.
Strach przed ludźmi
– To ciąg dalszy naszej rozmowy z Polakami – zapowiadała na konferencji prasowej Małgorzata Kidawa-Błońska kolejny spot Platformy, bo – jak się zdaje – spoty i konferencje prasowe będą głównym sposobem na rozmowy z rodakami rządzącej partii. Spotkania ze zwykłymi Polakami, przynajmniej dla szefa rządu, stają się zbyt ryzykowne.
Tydzień przed prezentacją spotu premier Donald Tusk zrezygnował z bezpośredniej rozmowy z rodakami w Bytomiu, niespodziewanie odwołując spotkanie z osobami, których domy rozpadają się w wyniku szkód górniczych. Szef rządu odwołał przyjazd, nie podając przyczyn – ale wszystko wskazuje na to, że nie chciał po prostu przedłużać fatalnej passy. Być może też jego wściekłość sięgała zenitu. Dzień wcześniej miał spotkanie z rolnikami, którym wichury zniszczyły domy i plantacje papryki. – Nie mamy jak żyć, panie premierze. Mam kredyt kilkadziesiąt tys. zł i teraz nie mam z czego go spłacić. Nie dostałem pieniędzy. Ja nie życzę panu takiej sytuacji i pana rodzinie. Jak żyć, mi już się nie chce nic robić, bo ręce opadają – żalił się rolnik i transmitowały to w ramach tradycyjnego obsługiwania wizyt gospodarskich premiera główne kanały informacyjne. I pokazały też, że szef rządu zupełnie nie miał pomysłu, jak wybrnąć z sytuacji.
Wcześniej premier takich wpadek wizerunkowych nie notował, nie bał się spotykać z ludźmi i umiał robić w tych rozmowach niezłe wrażenie. Teraz nie tylko poziom rozczarowania rządami Platformy, ale też słabnący prestiż premiera sprawia, że na takich spotkaniach nie ma już dawnego, sprawnego w kontaktach z ludźmi Tuska, a Polacy, którzy z nim się spotykają, nie ulegają jego „czarowi”. Dlatego teraz premier unika otwartych i niereżyserowanych spotkań.
Zamiast niego kampanię Platformy w terenie przejmuje po trosze prezydent, który jeździ po sprawdzonych terenach – takich jak gmina Czyże, gdzie na Bronisława Komorowskiego głosowało w ostatnich wyborach ponad 90 proc. mieszkańców – i zachęca do udziału w wyborach i głosowaniu „jak serce nakazuje”. Komorowski, wybierając te, a nie inne cele na swoje wizyty, dowodzi dużej ostrożności, ale właściwie z wyjątkiem takich miejsc jak Cmentarz Powązkowski w rocznicę wybuchu Powstania Warszawskiego czy plac przed pomnikiem Poległych Stoczniowców w rocznicę Grudnia ’70 gwizdów raczej nie słyszy. Donald Tusk ma z tym znacznie większy i wciąż narastający problem.
Kłopotliwa prezydencja
Powagi premierowi nie dodaje na dodatek to, jak przebiega polska prezydencja w Unii Europejskiej. Coś, co miało budować wizerunek premiera jako polityka „rządzącego Europą”, który miał w świetle fleszy prezentować się z najważniejszymi mężami stanu kontynentu, stało się w znacznym stopniu gorzką parodią. Kryzys unieważnił zamierzenia spin doktorów Platformy i zadziałał przeciw Tuskowi – polski premier właśnie dlatego, że stoi na czele europejskiej prezydencji, jest pierwszym w kolejności politykiem pomijanym na salonach politycznych i gospodarczych Unii. Jego nieobecność i nieuczestniczenie w podejmowaniu kluczowych dla Europy decyzjach są więc demonstracyjnie widoczne, a bezradność wobec tego stanu rzeczy nieomal żałosna. To ostatnie musi boleć nie tylko Tuska i jego współpracowników – to widoczne jest też dla tych Polaków, do których trafiał argument, że trzeba mieć takich polityków, by się ich nie wstydzić za granicą. Jak mało kiedy, w ciągu ostatnich kilkunastu dni mogą zobaczyć, że Donald Tusk jest politykiem, którego klepie się po plecach i… zupełnie pomija.
Zamiast Tuska Komorowski
Na dodatek w prasie pojawia się coraz więcej artykułów, od „Newsweeka” po „Nasz Dziennik”, w których wysocy politycy Platformy, zachowując, rzecz jasna, anonimowość, dzielą się krytycznymi uwagami na temat lidera PO i tego, co w Platformie pod rządami jego dworu się dzieje. Rywalizacja Donalda Tuska z Grzegorzem Schetyną jest już mniej lub bardziej widoczną oczywistością, do tego jednak coraz wyraźniejszy staje się kolejny front walki – Donalda Tuska z Bronisławem Komorowskim. Jak piszą w „Newsweeku” Piotr Śmiłowicz i Andrzej Stankiewicz, prezydent zapytany, czy to Donald Tusk otrzyma misję tworzenia rządu, jeśli PO wygra wybory, dał do zrozumienia, że wcale nie jest to przesądzone. „Konstytucja nie jest pisana pod jednego człowieka” – stwierdził. To z całą pewnością mającemu poważne kłopoty wizerunkowe premierowi nie pomaga.
O Donaldzie Tusku zupełnie prywatnie można usłyszeć od niektórych polityków Platformy, że pozwalając mu niepodzielnie rządzić Platformą, „wyhodowano potwora”, którego cechami są bezwzględność, cynizm i brak poszanowania jakichkolwiek zasad, choćby takich jak dotrzymywanie słowa i umów. Ów „potwór” wciąż jest oczywiście silny i żelazną ręką trzyma wszystkie końce mechanizmu działania partii. Ale karność w zbudowanej na wzór korporacji partii także nie jest dana raz na zawsze. Wyniki głosowania i strategia, jaką przyjmie po wyborach Bronisław Komorowski, mogą zaważyć na dalszych losach obecnego premiera. Dziś widać już, że gdy słabnie Tusk, zyskiwać może nie tyle któryś z jego potencjalnych rywali w partii, ile właśnie prezydent. Wydaje się też, że część działaczy PO, a także popierających tę partię elit i mediów, już to zauważyła.
Joanna Lichocka


Komentarze
Pokaż komentarze (4)