Publikacje Gazety Polskiej Publikacje Gazety Polskiej
871
BLOG

BIAŁA FLAGA

Publikacje Gazety Polskiej Publikacje Gazety Polskiej Polityka Obserwuj notkę 3

Miniony tydzień zdemolował kampanię wyborczą PO i do dziś widać gorączkowe zabiegi jej polityków, by odzyskać wpływ na to, w jakim kierunku się ona potoczy. Nad wszystkim jednak powiewa „biała flaga”, z którą sztab Platformy Obywatelskiej najwyraźniej nie wie, co zrobić.

Zapowiadało się zupełnie inaczej. Po serii nieprzyjemnych dla Donalda Tuska scen, gdy słuchał, jak go wygwizduje gdański stadion, czy jak – zamiast uznania i radości – rodacy zaczynają zadawać trudne pytania, na które szef rządu nie znajduje odpowiedzi, sztabowcy musieli stawić czoło temu, że „premier się wściekł”. Zwłaszcza że „Rzeczpospolita” dorzuciła do tych kompromitacji co najmniej jeszcze jedną, opisując, jak na niby spontanicznych spotkaniach Tuska z ludźmi w terenie niemal wszystko jest reżyserowane, a sztab wozi za premierem kanapki i ciasta, którymi potem „częstują” go „zapraszające” rodziny. Nabijano się z tego w mediach dobre trzy dni, co, jak na hołubioną w mediach Platformę, sporo. Komiczność zdjęć zadowolonego premiera wcinającego te kanapki i pytającego przy kamerach panią domu, czy całą noc dla niego piekła ciasta, oraz jej odpowiedź, że wszystko przywieźli jego ludzie, sprawia, że będzie to pewnie jeden z bardziej pamiętanych wątków kampanii. Tym boleśniejszy, że w najprostszy i czytelny dla każdego sposób demaskuje udawanie i teatralność zabiegów Tuska oraz nasuwa skojarzenia z zabiegami propagandowymi z PRL. Wyjątkowo to było niewygodne – wyborcy nie lubią czuć się oszukiwani, a przekaz, że wszystko, co prezentuje im premier, jest reżyserowane i udawane, jest jednym z najgorszych, na jakie może pozwolić sobie PO.

Gorączkowe łatanie dziury

Wolę nie myśleć, z jakimi reakcjami Tuska spotkali się jego ludzie, w każdym razie strach lub wywołana furią premiera burza mózgów zainspirowała ich do zastosowania tego samego co zawsze, gdy PO jest w dużych tarapatach. Gwałtownego, opartego na wysokim „C” ataku na PiS. Platformersi musieli bardzo głośno krzyczeć i miotać mocnymi oskarżeniami, choćby po to, by odwrócić uwagę mediów od stadionu, kanapek i pytania „jak żyć, panie premierze”. Stąd między innymi przed tygodniem mogliśmy zobaczyć konferencję Platformy o „listach wstydu” PiS-u, na której udowadniała, że pojawienie się na listach wyborczych takich ludzi jak szef CBA Mariusz Kamiński, Agent Tomek, czyli Tomasz Kaczmarek, jest dowodem, że w czasie rządów PiS służby specjalne były upartyjnione i podporządkowane walce politycznej. Politycy PO opowiadali o tym swobodnie w Sejmie, mając najwyraźniej duże poczucie bezpieczeństwa zapewnione im przez dziennikarzy. Nikt bowiem nie zapytał ich, co w takim razie na listach Platformy robi Konstanty Miodowicz, niegdysiejszy szef służb, czy dlaczego na czele ABW stoi Krzysztof Bondaryk, który nim objął tę funkcję, był działaczem Platformy.

Debata jako nokaut

Być może co gorliwsi roztrząsaliby temat dalej, gdyby nie to, że Platforma wrzuciła równolegle kolejny temat, mianowicie że PiS nie chce debatować, a debatować przecież trzeba. Platformie udało się zaprząc do tego pozostałe partie i zorganizowano w TVN debatę, w której wystąpili przedstawiciele rządu oraz lewicy i PJN. Bez głównej partii opozycyjnej, bo PiS do TVN przyjść się nie zgodziło, przez co miał być ku uciesze spin doktorów PO pokazany jako partia, która sama się izoluje, nie dyskutuje o najważniejszych, merytorycznych sprawach i generalnie ucieka od dyskusji. Ta ucieczka jest dowodem na to, że PiS nie jest przygotowane ani do dyskusji, ani do rządzenia i że nie ma kogo wystawić do debat itp., itd. I wszystko szło jak z płatka. Tyle że okazało się, iż tym razem front medialny został przełamany. Polsat, po ośmieszającej stację „debacie” między premierem i wicepremierem rządu, postanowił odrobić punkty i wraz z TVP Info zorganizować w tym samym czasie co konkurencja kolejną „debatę”, czyli godzinny wywiad z liderem opozycji. Oczywiście przykryło to zupełnie program TVN i zabiegi propagandowe Platformy, a o debacie z udziałem Ewy Kopacz Polacy bynajmniej nie opowiadali sobie w windzie. I tylko TVN próbował z uporem wzniecić jakikolwiek płomyk newsa z tego programu. Niestety, bez powodzenia, może dlatego, że ostrożnie omijano to, co w programie udało się powiedzieć pani minister, mianowicie, że kolejki w poradniach są tak wielkie, bo jest… świetna oferta medyczna. „Chyba wszyscy, jak tu siedzimy, wiemy, że nie ustawia się kolejka do sklepu, w którym półki świecą pustkami” – powiedziała pani minister. Chętnie posłuchałabym, co mogliby odpowiedzieć na to pani minister pacjenci, ale nie widziałam niestety żadnego programu, w którym dano by im na to szanse. W ogóle Platforma Obywatelska zaczyna przedkładać spotkania w bezpiecznych studiach telewizyjnych lub sejmowych salach konferencyjnych nad bezpośrednie spotkania z ludźmi. Premier po wpadce z rolnikami i kanapkami nie pokazuje się wśród zwykłych ludzi w ogóle, a i politycy PO mają z tym niejaki problem. Z ulgą w ostatni weekend zakończyli akcję „Polska w budowie”, kiedy musieli na głównych placach miast rozdawać ulotki wyborcze i rozmawiać z ludźmi. Rafał Grupiński, który był na rynku w Poznaniu, zapewniał potem w mediach: „To były bardzo ciekawe spotkania. Ludzie życzliwie do nas podchodzili, tylko dwie, trzy reakcje agresywne, a reszta to miłe dla nas rozmowy”. Grupiński, mający ładną kartę opozycyjną, jest w Poznaniu popularny, może więc faktycznie miał tylko trzy „reakcje agresywne”, ale raczej nie traktowałabym tego przykładu jako miarodajny dla reszty Polski. Zdaje się, że znacznie trudniejszym doświadczeniem niż w poprzednich kampaniach są dla PO właśnie kontakty ze zwykłymi Polakami. Zwłaszcza że nad „błękitną sobotą”, jak nazwali platformersi swoje spotkania z Polakami, trzepotała uparcie „biała flaga”.

Punkty Kaczyńskiego

Jarosław Kaczyński przejął show, który miał być zagwarantowany dla PO, i wyznaczył temat kampanii kolejnych dni. W wywiadzie dla Polsatu i TVP Info zrealizował chyba wszystkie punkty, na których zależało jego sztabowi. Podstawowe przekazy PiS-u tej kampanii: że Polacy zasługują na więcej, że nie ma biednych narodów, są tylko źle rządzone, i że PiS serio walczy o rządzenie. Ale najsilniejsze i najważniejsze, co wybrzmiało, cytowane dzień po dniu i wprowadzające polityków Platformy w duży kłopot, było właśnie hasło o potrzebie zwinięcia białej flagi. W pierwszych reakcjach PO umiała zdobyć się tylko na stwierdzenie, że „to jest chore” (Kidawa--Błońska) albo że to Kaczyński „trzyma białą flagę”, unikając debat (Halicki), i oczywiście nie zatrzymało to w najmniejszym stopniu przekazu PiS-u. Biała flaga, jako symbol lęku przed możnymi tego świata w kraju i za granicą, stała się najczęściej chyba powtarzanym sformułowaniem. Oczywiście, krytykowano Kaczyńskiego, ale do ludzi dotarł skutecznie komunikat, że to premier kraju boi się i potężnych lobby w Polsce, i potężnych sąsiadów.

Tusk tchórz

To bolesne dla Platformy z kilku powodów i przypomina nie tylko sprawę kompromitującego zachowania polskiego premiera w relacjach z Rosją w sprawie wyjaśniania katastrofy smoleńskiej. Sam Kaczyński podał kilka innych przykładów pokornego zachowania Tuska, np. wobec lobby wydawców podręczników szkolnych. Dla PO to niebezpieczny zwrot kampanii. Do zbitki skojarzeniowej Tusk nieudacznik, z którą sztab stara się jakoś walczyć, opowiadając w kampanii, że „nie wszystko się udało, ale przecież Polska się zmienia”, PiS dorzucił właśnie słówko „tchórz”, które – nie ma co kryć – po katastrofie smoleńskiej może stać się dominujące w opisach premiera. Najwyraźniej sztabowcy PO, którzy niemal uporali się propagandowo z zarzutami o zdradę, wyśmiewając wraz z prorządowymi publicystami sformułowanie „Tusk zdrajca”, nie bardzo radzą sobie z neutralizacją zestawienia „Tusk tchórz”. Być może sami, jak można przeczytać choćby w „Rzeczpospolitej”, drżąc ze strachu przed premierem, tego akurat w ogóle nie wzięli pod uwagę.

Joanna Lichocka

JESTEŚMY LUDŹMI IV RP Budowniczowie III RP HOŁD RUSKI 9 maja 1794 powieszeni zostali publicznie w Warszawie przywódcy Targowicy skazani na karę śmierci przez sąd kryminalny: biskup inflancki Józef Kossakowski, hetman wielki koronny Piotr Ożarowski, marszałek Rady Nieustającej Józef Ankwicz, hetman polny litewski Józef Zabiełło. Z cyklu: Autorytety moralne. В победе бессмертных идей коммунизма Мы видим грядущее нашей страны. Z cyklu: Cyngle.Сквозь грозы сияло нам солнце свободы, И Ленин великий нам путь озарил Wkrótce kolejni. Mamy duży zapas.

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (3)

Inne tematy w dziale Polityka