Co widział Jerzy Urban w 1980 roku? Jak opowiadał niegdyś: „demagogiczną dzicz, niszczącą, anarchizującą, z gigantycznymi roszczeniami”. Co widzi w roku 2011? PiS, który „przytula się do dziczy, jaką są kibice”. Dziki kraj, dzikie obyczaje. Znowu internować będzie trzeba. Sam „Staruch” za kratkami to za mało.
Jak pisaliśmy jakiś czas temu, słownik wśród wyrazów bliskoznacznych słowa „matoł” wymienia określenie „szuszwol”. Nie trzeba było długo czekać i kibice Lecha Poznań postanowili znieważyć organ piosenką: „Donald szuszwolu, zabijasz piękno futbolu”. Będą zarzuty i wywlekanie pod bronią z domów o 6 rano?
Edwin Bendyk z „Polityki” surowo, ale sprawiedliwie zrecenzował wywiad Michała Boniego w „GW”: „Jak zwykle główny strateg rządu (...) mówi precyzyjnie, inteligentnie i sypie argumentami”.
Jak fajnie, że obok oszołomskiego i chorego z nienawiści PiS, co to nie miał oporów, by zawierać koalicję z faszystowskimi wszechpolakami z LPR i rynsztokową Samoobroną, jest też prawica fajna, na luzie, patrząca w przyszłość, czyli PJN! Któż to reprezentuje PJN w mojej Wielkopolsce, z błogosławieństwem nadzorującej ten region Elżbiety Jakubiak? Liderem listy jest były wszechpolak z LPR Przemysław Piasta. Parę miejsc niżej – jego dawny partyjny kolega Krzysztof Musiałek. Z kolei z list konińskiego PJN kandyduje Tadeusz Dębicki, były szef wielkopolskiej Samoobrony, o którym „GW” pisała, że jest autorem koncepcji, iż „są dwa rodzaje Żydów. Dobry Żyd to martwy Żyd”. To teraz oficjalne stanowisko PJN?
Młoda dyskotekowa lewica, całkiem niepostkomunistyczna, ma nowego przewodnika duchowego. Nazywa się Józef Tejchma. Tak, ten sam. Owszem, żyje. I nawet tworzy. Ostatnio wydał swoje... mowy pogrzebowe. Dołożył do nich przesłanie dla młodych lewicowców. Cóż, miejsce na przesłanie wydaje się dopasowane idealnie.
Od lat tłumaczyli nam, że może i mamy rację, ale co z tego, skoro piszemy dla niszy przekonanych. Otwórzcie się! No to w końcu się przejęliśmy tymi radami. Zaczynamy wydawać dziennik, który ze względu na tabloidowy wygląd ma większe szanse dotrzeć do zwykłych ludzi. A tu – lament! Im szło o to, żebyśmy się otworzyli w tym sensie, że zamiast prawdy zaczniemy pisać jej wersję ugrzecznioną. Wtedy może nasi dotychczasowi przeciwnicy nam wybaczą. Może nawet zaczną nas traktować poważnie! A tu my, zamiast wyrzec się naszej sympatycznej sekty, chcemy ją poszerzać. Oj, oberwiemy za to. Taka nasza polska, codzienna dola.
Wszyscy jesteśmy złodziejami z Huty Batory! „Gazeta Wyborcza” nie tylko nie rezygnuje z powszechnie obśmiewanych newsów oskarżających kiboli o wszelkie możliwe plagi, ale nawet nasila kampanię. Jedno z ostatnich osiągnięć: „Gang kiboli okradał Hutę Batory”. „Okradał”? Od kiedy to używamy tak populistycznego słownictwa? Co najwyżej prywatyzował albo dokonywał przekształceń własnościowych.
Paweł Wroński w „GW”: „Słowo »żyd« jest najczęstszą obelgą kiboli”. Jasne, nawet matoł z szuszwolem pozostają daleko w tyle. Że nie przypominam sobie, bym w ciągu ostatniego roku słyszał je na poznańskim stadionie choć raz? Pewnie słucham wybiórczo i ksenofobicznie.
Portal wPolityce.pl czepił się mojego artykułu o „Gazecie Polskiej Codziennie”, w którym wspomniałem, że będzie u nas pisał „Staruch”. Czytam: „Co mają zrobić ci, którzy nie boją się sukcesu nowego pisma, a za to boją się ludzi w kapturach?”. Nie wiem, może coś walnąć na odwagę? A strony gazety z kibolskim felietonem radzę spiąć na wszelki wypadek spinaczem. Ponoć ogranicza to ryzyko, że wyskoczy z nich „Staruch” i da czytelnikowi z liścia.
Natomiast „GW” zaniepokoiła się, że „Staruch” publikować ma na tych samych łamach co „ks. Tadeusz Isakiewicz-Zaleski”. Poważny błąd! Ksiądz nazywa się przecież Sakiewicz-Zaleski.
Użyty przez PO do atakowania ustaleń Andrzeja Czumy młody poseł tej partii Krzysztof Brejza zawsze był zawziętym przeciwnikiem nacisków. Także w czasach, gdy był czytelnikiem „Gazety Polskiej”, a nawet uczestnikiem kilku happeningów Akcji Alternatywnej Naszość. W 2005 r. do studenckiego mieszkania Krzysztofa na warszawskim Powiślu wpadła – w celu założenia tymczasowej mety – grupa zdziczałych hunwejbinów, którzy przybyli na targi książki w Pałacu Kultury, by promować tomik poezji „Flaki z Nietoperza – manifest poetycki Akcji Alternatywnej Naszość”. Ów młody student prawa nie zdawał sobie sprawy, co to oznacza. Ale wkrótce się dowiedział. W czasie nocnej Polaków rozmowy doszło do różnicy zdań pomiędzy ważnymi przedstawicielami naszego ruchu – Amfibią oraz Matusem. Zaowocowała ona użyciem argumentów siłowych. Przy tym dokonali oni nacisków na drewniany zagłówek kanapy, który został odłamany. Wybuch moralnego oburzenia Brejzy był tak silny, że niżej podpisany musiał wywieźć sprawcę nacisków do redakcji „Gazety Polskiej” w celu położenia go w gabinecie zastępcy naczelnego. A następnego dnia przyszły poseł wyrzucił z domu całe towarzystwo, które przez pół dnia kontynuowało konsumpcję na trawniku przed jego blokiem. Gospodarz wraz ze swoją dziewczyną przyglądali się temu z niepokojem zza firanki.
W powyższej historii kryje się wskazówka dla obecnej bezkompromisowej młodzieży. Kto dziś nie lubi Tuska, ale nie podobają mu się pijackie wybryki, kto ze względu na klimat studiów albo otoczenie polityczne do nich nie pasuje, ten za sześć lat będzie bezideowym i cynicznym posłem PO. Założymy się?
Dwa tygodnie temu napisałem notkę o moim koledze Bogdanie Lipowiczu, który przejechał 600 km, by na Podkarpaciu uczestniczyć w Rajdzie Śladami Dwóch Kardynałów. A na miejscu okazało się, że rajd ma prowadzić doradca Bronisława Komorowskiego, prof. Roman Kuźniar. Jak się okazało, notka wywołała zaniepokojenie w poznańskim klubie „Gazety Polskiej”, w którym Bogdan działa. Część klubowiczów nie zrozumiała dowcipu i uwierzyła, że naprawdę zakochał się on w profesorze. Mam dla nich dobrą wiadomość: właśnie rozmawiałem z prof. Kuźniarem i zgodził się on przyjąć zaproszenie poznańskiego klubu! Spotkanie zapowiada się bardzo ciekawie, nie to co te nudne opowieści Sakiewicza.
Piotr Lisiewicz


Komentarze
Pokaż komentarze (4)