W filmie „Człowiek z żelaza” jest scena, w której Birkut staje przed kolegium ds. wykroczeń. Powód? Rozrzucanie ulotek w trójmiejskiej kolejce. Skazany zostaje za... śmiecenie. Podczas niedawnego meczu Lech–Wisła kibice skandowali „Donald, szuszwolu, zabijasz piękno futbolu!”. W efekcie przed sądem stanąć ma „Klima” – kibic Lecha prowadzący doping. Za szuszwola? Nie, za... opuszczenie krzesełka i dopingowanie z niewłaściwego miejsca. Grozi mu za to 6 lat zakazu stadionowego i 6 tys. zł grzywny. W dokumentach KC PZPR z 1981 r. znalazła się opinia eksperta o nazwisku Grzelec. Dotyczyła wejścia do kin filmu Wajdy. Ostrzegał on, że na scenę karania za śmiecenie „publiczność będzie reagowała śmiechem”. Ale może on przerodzić się we „wzniecenie fali niechęci czy wręcz nienawiści przeciw funkcjonariuszom resortu spraw wewnętrznych”. Donaldowi Tuskowi zalecamy odnalezienie eksperta Grzelca. Był zdecydowanie bardziej przewidujący od Sławka Nowaka.
MSZ wyprodukowało spot z udziałem światowych gwiazd. Wizerunek sław takich jak Tom Hanks czy Robert Redford wykorzystany został bez ich wiedzy. Gwiazdy mogą zasypać MSZ pozwami – poinformowały media. Zwracam niniejszym uwagę, że w polskim prawie istnieje przepis – nie wiadomo dlaczego praktycznie martwy – o roszczeniu zwrotnym Skarbu Państwa wobec urzędnika. Jeśli bezprawną decyzją narazi on państwo na koszty, powinien oddać z własnej kieszeni. W przypadku przegranej MSZ naturalna wydaje się więc licytacja dworku Radosława Sikorskiego w Chobielinie. Oraz całego jego wyposażenia. Co do mnie, to zamierzam wówczas stanąć do licytacji o stojącą przed dworkiem tablicę „Strefa zdekomunizowana”. Myślę, że powinno być mnie na nią stać – wszak jej treść w przypadku pana ministra to tania ściema. Tablica powinna więc pójść po cenie złomu.
„Noviny pro chuligány” – tak linię programową „Gazety Polskiej Codziennie” określiła czeska gazeta „Hospodářské noviny”. Zaliczyła ona powstanie prochuligańskiego dziennika do nielicznych – obok wypasu owiec na Błoniach – ciekawych wydarzeń w nudnej kampanii wyborczej w Polsce. Tym bardziej iż: „Jedním z komentátorů listu má být i proslulý vůdce fanoušků Legie Varšava »Staruch«, toho času pobývající ve vazbě”. Za co naprawdę „toho času” Staruch „pobýva” w areszcie na Białołęce, dziennikarz Martin Ehl już nie sprawdził. Zadowolił się plagiatowaniem głupot „GW”. Kopiuj, przetłumacz, wklej – oto standardy pracy wielu zagranicznych korespondentów w Polsce. Owi znawcy nie rozumieją nawet, od kogo przepisują. I co o wiarygodności źródła sądzi tubylcza ludność.
„Gazeta Wyborcza” ocenzurowała Piłsudskiego! Atakując „Gazetę Polską Codziennie” napisała, że szef działu opinie „GP Codziennie” Piotr Lisiewicz stwierdził, iż linia programowa dziennika to „bić k... y i złodziei”. Znaczy nie Marszałek, ale ja sam taką chamską nawijkę wymyśliłem. A może to Staruch z Litarem wspólnie pracowali nad jej koncepcją? Jeden wymyślił do połowy, a drugi resztę.
Idą ulicą paranoik i schizofrenik. Nagle paranoik mówi: – Ty, chodźmy na drugą stronę, z naprzeciwka idą dresiarze, jeszcze nas zleją. – Spoko, nie paranoizuj, idziemy dalej. Zrównali się z dresiarzami, ci ich zaczepili. Szast-prast-chlast – schizofrenik pozamiatał dresiarzami ulicę. Paranoik pyta: – Ty ćwiczyłeś jakieś sztuki walki czy coś? – Skądże. To proste. Ich było pięciu, a mnie – dziesięciu. Ten dowcip przypomniał mi się, gdy przeczytałem Marcina Wojciechowskiego z „Gazety Wyborczej”: „tylko paranoik może uznać, że Polska klęczy dziś przed kimkolwiek. Polska jest wreszcie normalnym, suwerennym krajem”. Schizofrenikowi Wojciechowskiemu stopień suwerenności Polski mnoży się w oczach razy dziesięć.
A propos afery z Nergalem. W mojej podstawówce w połowie lat 80. słuchało się metalu. Apeluję niniejszym, by nie wylewać wszystkich długowłosych słuchaczy tej muzyki z kąpielą. Właśnie o to chodzi Platformie i mediom. Narzucają nam awanturę o Nergala, licząc na osiągnięcie własnych celów. Że moherowe babcie zaczną wygadywać nie na satanizm, lecz na ryczących długowłosych. I nagadają głupot, bo się nie znają, a my je wyśmiejemy i pokażemy, jacy jesteśmy wolnościowi. Wyjaśniam: zdecydowana większość słuchaczy metalu nie jest żadnymi satanistami. Wśród jego wykonawców są też zdeklarowani katolicy. Ostro protestujmy przeciwko satanizmowi i kampanii jego oswajania – przy pomocy badziewnego celebryty od Dody. A metale są OK.
„Gazeta Wyborcza” próbuje odkurzyć emocje wokół Żydów i antysemityzmu, podobne do tych z pierwszej połowy lat 90. Bezskutecznie. Niemal nikogo temat nie obchodzi. Za to wszyscy jesteśmy putinofobami. Radykalnymi. Uważamy, że nasz wróg to kagiebowska Moskwa, która chce podporządkować sobie na nowo Polskę. Kiedy Paweł Wroński pisze, że „słowo »żyd« jest najczęstszą obelgą kiboli na polskich stadionach od Rzeszowa do Wrocławia”, demonstruje swoją bezradność. Wymienia Rzeszów i Wrocław, bo akurat w dwóch miejscach udało się „GW” w ostatnim czasie pracowicie wytropić jakiś antysemicki incydent. Nienawiść polsko-żydowska niemal zniknęła. M.in. dzięki polityce śp. prezydenta Lecha Kaczyńskiego. Spory są i będą, ale polski antysemityzm i żydowski antypolonizm to relikty przeszłości. Chcemy wracać do tego, co dobre w naszej historii. Mało jest określeń, które wkurzałyby mnie bardziej niż stwierdzenie, że „»Gazeta Wyborcza« to Żydzi”. Nie życzę sobie takiej nobilitacji „GW”. Lobby dzieci i wnuków stalinowców uważam za najbardziej szkodliwe dla Polski. Niezależnie od pochodzenia. Podziwiam za to postacie polskich patriotów, także żydowskiego pochodzenia, z których wielu ginęło za Polskę. Marian Hemar to dla mnie niedościgniony geniusz polskiej satyry. Jest niewiele książek, które zrobiłyby na mnie większe wrażenie niż „Warszawa–Lwów 1939” Stefanii Zahorskiej. Redaktor Mieczysław Grydzewski to dla mnie jeden z największych Polaków XX w. Dziedzictwo Zahorskiej, Hemara czy Grydzewskiego nic nie obchodzi „GW”. Mimo ich żydowskich korzeni. Antykomunistom i zwolennikom polskich tradycji patriotycznych żydowskie pochodzenie w oczach „GW” nie pomaga. Raczej szkodzi.
Piotr Lisiewicz


Komentarze
Pokaż komentarze (2)