Gang Olsena nigdy się nie poddaje! – głosili bohaterowie popularnej duńskiej komedii, sympatyczni przestępcy-nieudacznicy. Podobnym egzemplarzem postanowił zostać Paweł Poncyljusz. Tuż po przegranych wyborach zadzwonił do jednego z nowo wybranych posłów PiS. Zaproponował mu ni mniej, ni więcej, tylko wystąpienie z PiS i założenie koła PJN! Pawle, klawo jak cholera! Teraz pora na melonik a la Egon Olsen (kapelusz kowbojski już miałeś). I namów Radka Sikorskiego, to zrobi cię attaché kulturalnym w Danii.
Prokurator Marek Pasionek ma dostać zarzuty dyscyplinarne. Dyscyplinę niewątpliwie naruszył. Próbował ustalić, co stało się w Smoleńsku. Zamiast zdyscyplinowanie łgać.
Pamiętają Państwo, że dwa tygodnie temu pisałem o tym, jak Bronisław Komorowski nazwał Prymasa Tysiąclecia Stefanem Karolem Wyszyńskim? Zasugerowałem wówczas, że może on wkrótce ogłosić JP II Stefanem Wojtyłą urodzonym w Katowicach. Biję się w piersi: tego, że wymyśli Jana Pawła Trzeciego, mimo wszystko nie przewidziałem. Teraz pora na nazwanie obecnego papieża Ferdynanda „F 16”.
„Gazeta Wyborcza” ogłosiła, że polskie burdele są już gotowe na Euro 2012. No i właśnie dlatego wzorują się na nich liczne resorty rządu Tuska. Koleje, autostrady, hotele – wszędzie jeden wielki burdel. Bierzemy przykład z tych, którym się udało. Jeśli tylko burdelmama nie pobije się o zyski z alfonsem, będzie dobrze.
Oficer policji wyznał przy tej okazji „GW”, co rząd zamierza robić z prostytucją w czasie mistrzostw: „Może zrobimy kilka nalotów na agencje tuż przed mistrzostwami, ale będzie to miało raczej wymiar propagandowy. W miejsce wydalonych z powodu nieważnej wizy dziewczyn przyjadą następne”. A polityka kadrowa rządu Tuska to niby inaczej wygląda? Wystarczy tylko zamiast „przed mistrzostwami” wstawić „przed wyborami”, a zamiast „dziewczyny” – „działacze”. Właśnie przed nami nabór nowych dziewczyn. A i agencji rząd ma pod dostatkiem.
W Poznaniu był Bronisław Komorowski, którego przywitali tym razem lokatorzy wsparci przez anarchistów okrzykami „Miasto to nie firma”, „Eksmisje stop!” oraz „Mieszkanie prawem, nie towarem”. Jak podał portal Lewica.pl, na miejscu przypadkowo pojawiła się posłanka SLD Krystyna Łybacka, która początkowo udawała, że nie zauważa zgromadzonych. Później tłumaczyła: „Myślałam, że to kibice”. Pani poseł, jak panią kocham! Barwy Lecha Poznań są naprawdę niebiesko-białe, a flagi anarchistów czerwono-czarne.
Będąc niegdyś w Krakowie, zostałem zaciągnięty przez przypadek do knajpy „Alchemia” na Kazimierzu. Niedawno znajomy zelektryzował mnie informacją, że współwłaścicielem tej knajpy jest Jacek Żakowski. Naszukałem się w internecie, ale wreszcie odetchnąłem z ulgą: owszem, Jacek Żakowski, ale nie ten. Chociaż knajpa jakaś artystyczna okazała się być, a ja zdecydowanie bardziej pasuję do żulerni. Ale skoro już tam byłem, to zrobiłem artystyczny performance: wrzuciłem telefon do kibla, a następnie wydobyłem go nagą ręką i zacząłem suszyć. To dopiero happening! Idole „Krytyki Politycznej” wymiękają.
Jeszcze coś od uczciwych lewaków. Radykalnie lewicowy bloger Tymoteusz Kochan: „Myślę, że nie tylko ja, ale wiele osób czuje się dotkniętych, gdy lewicowa wrażliwość dołącza do towarów na sprzedaż, trafia na jarmark telewizyjnych show między świńskim ryjem, czasopismem „Ozon” a ultraliberalnym programem... Czy każdego może skaptować byle milionerzyna, który w ten sposób wchodzi w posiadanie akcji lewicy?”.
Genialny kawałek z rozprawy kibica Lecha Poznań „Litara”. Pani sędzi nie spodobało się, że opowiada on o akcjach patriotycznych i charytatywnych kibiców. Jak również o tym, że to dzięki kierowanemu przez niego stowarzyszeniu stadion jest bezpieczny. W „Wyborczej” o tym nie było. Zdaniem pani sędzi nie miało to związku z przedmiotem rozprawy. „Generałowie Jaruzelski i Kiszczak na procesach też opowiadali historię swojego życia” – zauważył na to spokojnie obrońca „Litara”, mecenas Artur Tarnawski. Cóż, powraca teoria blogera Mieciosa, że jedyna szansa na skazanie Jaruzelskiego to wysłanie go na stadion i zmuszenie do okrzyków „Donald matole”. Dodatkowo dostałby on zakaz stadionowy za utrudnianie identyfikacji przy użyciu ciemnych okularów.
Wspomniany adwokat Artur Tarnawski, syn śp. prof. Macieja Tarnawskiego, przekonał się już wcześniej, że za zbyt odważne wypowiedzi na sali sądowej w państwie Tuska ponosi się konsekwencje. Ledwo ruszył samochodem z żoną i dzieckiem, gdy zatrzymał go radiowóz, a za chwilę pojawiły się dwa kolejne. Policjanci, którym nie pokazał legitymacji adwokackiej, zwracali się do niego „Panie mecenasie” i kazali dmuchać w alkomat. Niestety, promili nie wykryto. Zawiedli chłopcy-bondarykowcy?
Śp. prof. Maciej Tarnawski, znany z oryginalnych wypowiedzi na wykładach dla studentów prawa, o powstaniu kodeksu karnego z 1997 r. mówił: „Nowy kodeks karny został stworzony zbyt pośpiesznie przez prof. Zolla i prof. Buchałę, ale trudno się dziwić, skoro jego powstanie dokonywało się w pociągu pośpiesznym relacji Kraków–Warszawa”. To były jednak staroświeckie czasy. Dzisiaj powstałby na cmentarzu.
Wyjątkowe zasługi Zbigniewa Romaszewskiego nie polegają wcale na szczególnie efektownych sukcesach politycznych. Te odnoszą politycy o nieco innych cechach osobowościowych. Jego najważniejsza zasługa polega na tym, że jacyś ludzie w kolejnych rocznikach mogą dzięki niemu zobaczyć inny model funkcjonowania w polityce niż plastikowy. Bez niego w ogóle nie wiedzielibyśmy, że tak można. Bo niby skąd? Czy to był rocznik Mariusza Kamińskiego i jego kolegów z Ligi Republikańskiej, czy mój, czy obecnych małolatów w rodzaju Samuela Pereiry. Jest w tym jakaś ciągłość, zawsze odległa od tego, co w głównym błysku fleszy. Tak jak bez Jacka Kwiecińskiego (owszem, czasem się nie zgadzamy) nie byłoby młodszych publicystów, dla których jest coś ważniejszego niż bycie na topie. Pewne wartości trwają dzięki jednostkom. Zazwyczaj przegranym. Takie czasy.
Piotr Lisiewicz


Komentarze
Pokaż komentarze (10)