4 obserwujących
20 notek
13k odsłon
84 odsłony

PIEŚŃ O ARMANDZIE

Wykop Skomentuj

Armand miał wspaniałych rodziców: Mama była lekarką, a ojciec kapitanem Straży Pożarnej. W szkole opowiadał, jak to tata w czasie wielkiego pożaru wieżowca wyniósł z dziesiątego piętra dwie małe dziewczynki na własnych rękach.
Ale naprawdę jego ojciec był cieciem na budowie, a matka zmywała klatki schodowe.
Armand wygrał konkurs recytatorski i olimpiadę matematyczną. Dostał rolę w reklamie czekoladek i gwarancję dostania się do dobrego liceum.
Ale w rzeczywistości, w trakcie recytacji wiersza zapomniał tekstu, a kiedy ktoś życzliwy z jury mu podpowiedział, dokończył jąkając się. Z matematyki osiągnął sukces - udało mu się zdać do następnej klasy.
Armand świetnie grał w piłkę nożną. Jako napastnik strzelał w każdym meczu po kilka goli. Kiedy miał kilkanaście lat, zainteresował się nim pewien poważny klub. A z innej beczki: kiedy kapitanowie drużyny podwórkowej wybierali zawodników on nie był wybierany. Po prostu jako ostatni dołączał do tej drużyny, która miała deficyt zawodnika. A kiedy była nieparzysta liczba graczy - po prostu nie grał. Czyli, jak to mówiono: "pozostawiał w rezerwie".
Armand był duszą towarzystwa. Znakomicie grał na gitarze. Zaproszono go nawet do zespołu na frontmana. Jednak do końca życia ciężko my było poprawnie zapiąć chwyt F, i wychodziły mu jedynie proste bicia. I to nie za długo, gdyż drętwiał mu nadgarstek.
Armand napisał powieść fantasy. Została przetłumaczona na wiele języków i zauroczyła czytelników na całym świecie. Autor był zapraszany i oklaskiwany. Pytany i słuchany. Ale tak naprawdę, w zeszycie w kratkę zapisane zostały tylko te słowa: "Pośród ogrodu siedzi ta królewska para".
Armand zarejestrował się na linkedin'ie i headhunterzy wysłali mu kilkadziesiąt ofert pracy. Wybrał stanowisko managerskie w dużym banku. Otrzymał przestronny gabinet i fajną sekretarkę. Traktował ją jednak profesjonalnie, bo był etyczny i wierny staroruskiej zasadzie: "Gdzie rabotajesz tam nie jebiosz". Wkrótce dzięki kilku genialnym operacjom finansowym zarobił na dom. Super-furę firmową gwarantował mu wdzięczny pracodawca. Na przyjęciu z okazji przekroczenia planu sprzedaży, poderwał nieziemskiej urody hostessę. W zasadzie to tylko na nią spojrzał, a ona sama wsunęła mu do kieszeni garnitury karteczkę z numerem telefonu.
Ale w innej rzeczywistości pracę załatwiła mu matka. Na linii produkcyjnej w Zakładzie Przetwórstwa Rybnego, a jego życie seksualne kończyło sie na mniej lub bardziej satysfakcjonujących praktykach masturbacyjnych i frustrujących próbach autofellatio.
Armandowi przyśniły się numery, więc wypełnił kupon i wygrał w lotto. A to była kumulacja. W zasadzie jednak wydał na zakład ostatnie pieniądze i musiał pożyczyć na piwo od matki.
W końcu Armanda dopadła starość. Nie zmartwiło go to jednak, gdyż używał markowych kosmetyków, a dzięki sportowemu trybowi życia i utalentowanym chirurgom plastycznym, wyglądał i czuł się młodo.
Jednak w oczach tych nielicznych osób, które go w ogóle dostrzegały, był łysym, otyłym facetem. Dzięki diecie rybnej nie zapchały mu się tętnice, ale tuż przed emeryturą pękło mu jakieś słabe naczynie krwionośne w mózgu i umarł.
Odszedł do lepszego świata. Darowano mu tam pałace i siedemdziesiąt dwie czarnookie dziewice.
Nie, to nieprawda. To były siedemdziesiąt dwie rodzynki.
Bzdura, zwyczajnie umarł i już.
A nazywał się po prostu Arek.

Opowiadanie pojawiło się i zostało skomentowane w audycji ABW warsztaty Opowiadanie do wysłuchania od 29.00 Zapraszam



Wykop Skomentuj
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale