Przebudzenie. Spokojne, leniwe, zgodne z rytmem organizmu.
Szkolenia z nieobowiązkowymi wykładami, były lepsze nawet niż niejeden urlop. Satynowa pościel miękki materac i … młode, piękne ciało, wczoraj poznanej dziewczyny. Nie był pewny jej imienia, chyba Anna. Nie miało to jednak większego znaczenia.
Nie chciało mu się wstawać. Po prostu leżał, błądząc bezwiednie wzrokiem po krągłościach kobiecego ciała. Dobrze były zarysowane pod prześcieradłem.
- Taa – przeciągnął się z uśmiechem kota, który zjadł śmietanę.
- Taa. - powtórnie wyrwało się z jego ust. „Życie potrafi być piękne.” - myśl ta będąca nad wyraz przyjemną, przywołała odległą ale niepokojącą nutę. „potrafi ale nie zawsze jest”. Nie spodobała mu się ta myśl. Była zbędna w tej chwili. Wiedział przecież jakie jest życie. Wiedział? Jakby się nad tym zastanowić to zdarzały mu się tylko drobne potknięcia. Zawsze spadał na cztery łapy. Co on wiedział o prawdziwym – znaczy okrutnym i złym świecie? Przecież mógłby się urodzić w Sudanie. Wryła mu się w pamięć taka reklama, nie pamiętał czego. Leciało to tak. Upał, egzotyczne krajobrazy. Przygoda, wyzwanie! Po prostu chciało się wstać z fotela i jechać. Podjąć rękawice losu. Brać się za bary z przeciwnościami przyrody. Walczyć o cień i wodę z okrutnym środowiskiem. Nagle cięcie. I napis :
„Wielka przygoda?! Tak wygląda codzienna walka o życie setek tysięcy sudańczyków.”
Powoli wstał. Wszedł do łazienki i zaczął myć zęby. Usłyszał jak dziewczyna przekręca się na łóżku. Wyjrzał. Zsunęło się z niej prześcieradło. Miała oliwkową gładką skórę. Leżała rozciągnięta, jakby zapraszając, by znów w nią wszedł. Jej delikatnie rozchylone wargi wołały – chodź do mnie. Czuł jak rośnie w nim napięcie seksualne. Wróciły obrazy szalonego seksu cieni z nocy. Jak wili się w rozkoszy na łóżku, po podłodze. Jak ciągle chcieli więcej. Zaschło mu w gardle. Obrazy przywołane przez wyobraźnię były jak film oglądany z boku.
Z kosmetyczki wystawała jakaś poskładana karteczka. Karteczka? Wyjął i rozłożył.
„kochamy Cię TATO”napisane przez żonę i niezgrabne podpisy dzieci.
Pierwsza myśl - „czy ten seks był lepszy niż z żoną?”
- fuck – wyrwało mu się. „to pieprzone chrześcijańskie wychowanie. Nie można się niczym cieszyć. Zawsze przylezą jakieś wyrzuty sumienia. Przecież nikomu nie robię krzywdy!” Dawno już przestał chodzić do kościoła. Przynajmniej systematycznie. Czasami zajrzał. Świątynie miały w sobie coś kojącego. Pozwalającego wystopować, gdy człowiek za bardzo się wkręcił w codzienną pogoń.
Czuł, że to, samo nie odejdzie. Bezsensu, to żaden ktoś lub coś. Po prostu musi sobie racjonalnie wytłumaczyć, że wszystko jest oky. Odetchnął parę razy.
Rozpoczął monolog w myślach. Może mam rozchwianie emocjonalne lub lekkie zaburzenia psychiczne. Ale panuję nad tym. W sumie moje fazy są związane z ideologią katolicką. Ideologia ta nie jest zła. Ba, jest bardzo dobra, tak dobra, że aż za dobra dla ludzi. Ludzie nie kochają greckim agape – całkowicie i doskonale, ludzie są ułomni oni kochają file – tak jak umieją.
Socjalizm jako idea też był piękny, ale ludzie nie byli dość dobrzy, by udało się go wdrożyć bez wypaczeń, i wyszedł komunizm.” Męczące były te gadki. Uspokajanie własnego sumienia jakby było jakimś aniołkiem siedzącym na ramieniu. „Może jednak powinienem iść do jakiegoś specjalisty? Lećmy dalej. Nie jestem złym człowiekiem. Kocham żonę i dzieciaki. Ten kociak na jedną noc to taka mała przygódka, niewinny skok w bok. Nikogo nie krzywdzę. Czasami nawet pomagam. A jeżeli Bóg istnieje?”
Musiał przed sobą przyznać, że wierzy w Boga. Może nie wierzy we wszystko co mówią kapłani, a nawet w znaczną cześć tego co mówią, ale w Boga wierzy.
„No dobrze jest Bóg a ja złamałem szóste przykazanie. Tak? O to chodzi? Przecież on jest miłosierny. Kocha swoje dzieci. Ludzie dopuszczają się różnych draństw. Draństw przez duże D. Strasznych i mrocznych czynów. A nawet oni mają szansę na przebaczenie. Więc o co chodzi? A jeśli Bóg jest sprawiedliwy ale i surowy i rozlicza skrupulatnie?
No to wielkie gówno! To i tak nie mam szans!
Czyściec. Tak czyściec. Bóg rozlicza z tego co mogliśmy, a co zrobiliśmy, ale jeżeli się nie stoczyło całkowicie to jest CZYŚCIEC.
- Ufff. - poczuł ulgę. „okey czasem pobaluję, a później przyjdzie mi odpracować i już.”
Ruszył w stronę dziewczyny. Spojrzał w dół zaskoczony. Cale podniecenie z niego uszło. Był zły. Chciał jeszcze raz zaszaleć, nim się rozstaną.
Trudno, może nawet tak jest lepiej. W świetle dnia czasem za dużo widać i można by popsuć wspomnienia niesamowitej nocy. No i mają się w końcu pożegnać. Tak będzie lepiej. Wypłukał usta z pasty. Znalazł papierosy. Usiadł nagi na fotelu. Odpalił i zaciągnął się dymem. Wypuszczał go powoli, czuł jak się odpręża.. Nieśpiesznie, ale powoli. Spojrzał ponownie na łóżko. Wyglądała jakby nie spała, tylko leżała z zamkniętymi oczami.
„Swoją droga ten czyściec to wspaniała sprawa. Żyje się fajnie, a później trzeba trochę pocierpieć. Jasne, może nie trochę, ale bez porównania z normalnym życiem. Tam człowiek wie, za co i ile i zna nagrodę gdy to się skończy. Tu jest posranie. Wiesz co wiesz, czyli nic nie jest pewne. Robisz co robisz, ale każda droga może się okazać pomyłką. Nawet jeżeli istnieje dobro i zło, to tutaj łatwo się stoczyć w jakąkolwiek stronę. Tak w oparciu o ... upodobania, przypadek, cokolwiek.
Co to za czyściec gdy zna się wynik i czas cierpienia? Na przykład taki chory, gdy nie wie czy wytrzyma, czy może lepiej się zabić? On nie wie, czy leczenie przyniesie rezultat. A jeżeli walczy, to jest prawdziwy heroizm!
Nasz świat byłby dobry na taki czyściec. Nadawałby się. Taka druga szansa. Nie wiadomo co z tobą począć, no to chop. Taka druga próba, test ostatniej szansy i okaże się ku czemu masz naprawdę skłonności. Czasami pokusa lub problem - odpowiednie do możliwości i przewinień z pierwszego prawdziwego życia. Tak to by nawet tłumaczyło nierówny start i to że jedni mają tak posrane, a innym los w miarę sprzyja. Tak to byłaby fajna doktryna religijna. Ciekawe czy już ją ktoś wymyślił?”
Kończył papierosa. Bezwiednie wstał i skierował się ku łóżku. Dziewczyna miałknęła, a przynajmniej tak to zabrzmiało. Niby nie chciał ale nie umiał sobie odmówić by …
„a jeżeli ja jestem w czyśćcu?!”
- Choć tutaj. Twoja żona jest już pewnie stara, a ja dam ci rozkosz. - głos dziewczyny był chrapliwy z podniecenia. Lepki jak GRZECH i PONAGLAJĄCY.
Decyzję musisz podjąć
Nim skończy się czas
Inaczej, ktoś podejmie ją za ciebie


Komentarze
Pokaż komentarze