Opowiem wam historyjkę
Pewien człowiek miał wypadek. Poważny. Omal nie umarł i leżał prawie bez sił. Miał nie chodzić. Miał czas i sporo myślał.
Pewnego razu odwiedził go znajomy wierzący i zapytał
-
co by musiało się stać abyś uwierzył? - A trzeba wam wiedzieć, że był on osobą niewierzącą.
Odpowiedział niewiele myśląc.
-
jeśli zmieni się kolor nieba na fioletowy.
Znajomy powiedział
-
Daj spokój zwykła anomalia pogodowa.
Wtedy zastanowił się chwilę i powiedział
-
Jeśli bym znów umiał chodzić.
Minął jakiś czas. Ten człowiek zaczął chodzić o kulach. Na krótkich dystansach nawet bez nich.
Znów spotkał znajomego i ten go zapytał
-
co z twoją wiarą
Zamyślił się. I odrzekł
-
Wiesz mi chodziło o to bym chodził jak dawniej bez kul.
Zobaczymy co powiesz za jakiś czas
* * *
Inny człowiek deklarujący się jako ateista na pytanie
-
co mogłoby spowodować abyś uwierzył – Odpowiedział
-
Nie ma takiej możliwości.
* * *
Coś mi mówi, że jak ten człowiek zacznie chodzić bez kul okaże się, ze on chciał biegać i nie męczyć się tak jak wtedy gdy miał 20 lat. A uwierzyć ...
Moja wiedza wynikająca z doświadczenia życiowego mówi mi.
Ateizm nie ma jako taki nic wspólnego z racjonalizmem. Nie jest mu przeciwny z samej definicji tak jak i wiara w Boga. Ale wcale nie musi iść z nim ramie w ramie. Potrafi się opierać na głębokiej wierze we własne przekonania. Potrafi sobie wszystko wytłumaczyć aby pasowało. Pod tym względem ateiści nie różnią się niczym od teistów.


Komentarze
Pokaż komentarze (13)