Jeśli z kimś dyskutuję to chciałbym wiedzieć jakie są poglądy drugiej strony. I dyskutuję zasadniczo w zakresie swoich poglądów kontra cudze. Nie widzę sensu w dyskusji z faktami (pod warunkiem, że nimi są), ani z cudzą wiarą (mogę dyskutować z podstawami tej wiary ale z samą wiarą).
Jest jeszcze jedna sytuacja gdy dyskusja nie ma szans prowadzić do czegokolwiek. Gdy jedna ze stron nie ujawnia swoich poglądów albo gdy ujawnia i co chwile je zmienia albo co jeszcze gorsze, przestawia sprzeczne ze sobą zdania, przedstawiane jako ciąg tego samego światopoglądu i to spójnego.
Jako przykład poglądowy tego o co mi chodzi przedstawiam:
"...dopuszczono zaledwie 4, jeszcze odpowiednio ocenzurowane." (chodzi o ewangelie) – zdanie twierdzące przedstawione jako fakt. Z faktem nie dyskutuje, co najwyżej pytam o podstawy/ źródła tego faktu.
"...skoro historycy, teolodzy, osoby które poświęcają lata na badania, nie są zgodni, i wielu jest takich którzy mają wątpliwości, to dlaczego ja mam ich nie mieć?" (też o ewangeliach) - zdanie oparte na WĄTPLIWOŚCIACH rozumiem, że to jest jakiś pogląd – tu można dyskutować.
"Tak ja mówię, że dla mnie jest bezapelacyjne to, że nauki Jezusa zostały ukryte, zakłamane, ..." - (zakładam, że też min. chodzi o ewangelie.) - a tu widzę zdanie z punktu wiary, no to już nie ma o czym dyskutować.
Oczywiście zdania te zostały wyrwane z kontekstu. Całość wymiany zdań znajduje się pod moją notatką „ONZ to taka INKWIZYCJA z perspektywy XXV w. "


Komentarze
Pokaż komentarze (2)