Zdarzało mi się z ateistami rozmawiać na temat Boga. Nieodmiennie posługiwali się oni argumentem : Bóg był potrzebny aby wyjaśnić to wszystko czego człowiek nie rozumiał. A co za tym idzie, skoro już wiemy jak to czy tamto działa to żadni bogowie nie są już potrzebni.
Ja sam z siebie widzę kilka innych powodów, nawet przy założeniu, że Bóg nie istnieje, dla których człowiek mógłby go wymyślić. A jednak ci ludzie widzą w/w powód i tylko ten powód.
Kwestia ta nie dawała mi spokoju. W zestawieniu z faktem, że spotykam ludzi mających naprawdę niewielką wiedzę na różne tematy, zarazem przeświadczenie, że nauka zna na nie odpowiedź.
Idąc dalej powiem, że gdy jesteśmy przyzwyczajani, że gdy pada stwierdzenie naukowcy stwierdzili lub udowodnili … to czy tamto to jest to faktem dla wielu ludzi bez dodatkowych pytań. Przyjmowane jak dogmat.
Tym samym nauka spełnia tą potrzebę jaką u danego typu ludzi jest fundamentalna w kwestii wiary w Boga.
Dla jasności. Nie zamierzam podważać odkryć naukowych ani faktu, że z reguły są weryfikowalne. Nie o tym tu mowa. Mówię o podejściu ludzi do NAUKI do tego co dzieje się w naszej świadomości.
Oczywiście nauka jest zazdrosną boginią. Nie znosi konkurencji. Czym mniej pytań względem nauki, tym więcej pytań i wątpliwości względem innych religii.
Tylko nauka odpowiada na nasze pytania. A jeśli nie odpowiada, to na pewno odpowie w niedalekiej przyszłości.
„Najdalej za dwieście lat będziemy wiedzieli … np. jak powstał świat. Najdalej za pięćdziesiąt lat rak będzie nie groźniejszy niż rak.
Czym te zapewnienia się różnią od tego, że po śmierci spotkamy Boga?
Bo różnią się, to oczywiste.
Dla mnie tym, że każdy z nas umrze i dowie się czy Bóg jest, a nikt z nas nie przeżyje następnych 200 lat, a 50? Ja nie liczę na to ;-)


Komentarze
Pokaż komentarze (15)