Przed laty oglądało się western w święta – i to było dobre kino. Generalnie filmy inne niż z USA, rzadko były uznawane za dobre, wśród zwykłych ludzi. Jasne, krytycy potrafili się zachwycać nad jakimś tytułem np.
„Matka królów” „Przesłuchanie” itd. Trzeba przyznać, że filmy te niewątpliwie były dobre, ale zarazem ciężkie, siermiężne i po prostu – taka piękna tragedia.
Ja sam w końcu miałem dość. Polski film kojarzył mi się z słabą rozrywką lub przyciężkawym dramatem. „Plac zbawiciela” był dla mnie kwintesencją tego co proponuje nasze kino.
Jasne nadal potrafiłem się zachwycać „Ziemią obiecaną” (ale to też dramat).
Moje życie zmieniało się i coraz częściej od filmu oczekiwałem rozrywki, dobrej, ale nie przepełnionej ponurymi i prozaicznymi detalami realizmu. Chciałem odrobiny magii kina. Oderwania się od codzienności, a nie przypominania o niej i przestałem oglądać polskie filmy.
Pojedyncze tytuły jakie zdarzało mi się zobaczyć jedynie utwierdzały mnie w w/w poglądach.
Aż tu nagle trach w ostatnim czasie widziałem sporo dobrych filmów :
-
Chaos
-
Senność
-
Letnia miłość
-
Trzy minuty
-
Ogród Luizy
-
Wojna polsko-ruska
-
i jeszcze rare innych
i cieszy mnie to ;-)



Komentarze
Pokaż komentarze (2)