Zanim rozmowa zeszła na politykę rolną, Unia ustalała wiek, wykształcenie i stan cywilny ankietowanej. Przy stanie cywilnym było chyba z dziesięć różnych opcji, na 'rozwiedziona lesbijka' kończąc. Wreszcie padło sakramentalne pytanie o dzieci. Na krótką odpowiedź, że nie - padło drugie pytanie, czy chce posiadać. Na kolejną krótką odpowiedź, że nie - Unia wyraźnie się zapowietrzyła, ale, że nie mogła zadawać pytań, których nie ma w tabelkach, na tym poprzestała.
Tutaj mala dygresja - przyszedł do głowy scenariusz, szukamy reżysera:
- Czy psa posiada?
- Nie
- Ale chce posiadać?
- Nie
- No jak to, dlaczego nie?
- Bo nie mam czasu, warunków...
- No ale psy takie fajne i miłe są?
- No są...
- To może jednak chce posiadać?
- Jednak nie.
- To dziwna jakaś... Ile lat już tutaj mieszka?
- No... prawie dziesięć...
- Dziesięć lat i bez psa? Potem będzie za późno!
- Ale mamy inne priorytety...
- Najwazniejszy jest pies! Czy wie, jak to miło, gdy łapę poda, w oczy zajrzy...
- Tak, nasi znajomi i krewni maja psy...
- I nic? Nie zachęciła się?
- Jakoś nie.
- A kto ją na starość poliże po rękach? Kto 'Glos Wybrzeża' w pysku przyniesie?
- Może być kot?
A teraz wracamy do Unii. Unia zaspokoiła swoją ciekawość względem rolnictwa i przeszła do tematu dyskryminacji. Dyskryminacja miała być ogólna, ale z pytań okazało się, że chodzi o rasową. Czyli czy obywatelce podoba się, że przyjeżdzają imigranci, czy przeszkadzali by ci imigranci na przykład jako dziennikarze telewizyjni albo ankieterzy. Ankietowana zasugerowała nieśmiało, że gdyby mieli takie same kwalifikacje, jak rodzimi, to czemu nie, mogą być w kolorze dowolnym. Potem się Unia pytała o internet, czy korzysta ankietowana i jak często. I nawet wiedziała, co to jest skype. I o telefony komórkowe też się pytała.
Potem Unia poszła pod numer trzynasty - bo ona chodziła co piąte mieszkanie. Zanim poszła, zostawiła różne ulotki i sugerowała patrzeć tam: http://europa.eu.int/comm/public_opinion - ale to dopiero za jakiś czas.
No i tyle.
Babilasy


Komentarze
Pokaż komentarze (1)