babilasy babilasy
1557
BLOG

Kanclerz

babilasy babilasy Polityka Obserwuj notkę 1

Umiłowani bracia i siostry w elektronach!


Istnieje taki, funkcjonujący w naszej świadomości, topos - mit utraconej wiedzy. Coś było wiadome naszym dalekim przodkom, ale my już nie wiemy dokładnie co, jak i po co. Vide megality, piramidy, Dogoni i Syriusz (lista jest długa). Zapewne na podobnej zasadzie historycy fascynują się zaginionymi królestwami, państwami i narodami, które miały swoje pięć minut w historii, a obecnie odkłada się na nich kurz dziejów. Przykładem mogliby być tutaj Chazarowie (ale także, toutes proportions gardees, Wikingowie, Hunowie i wiele innych).


Istniało w końcu średniowiecza, w samym środku Europy, duże, sprawnie zarządzane państwo, po którym do dziś - gdyby nie nazwa regionu winnego - nie pozostałoby śladu w naszej świadomości. Chodzi o Burgundię. Co prawda już na mocy traktatu z Verdun Lothar, najstarszy syn Ludwika Pobożnego otrzymał w wyniku podziału terytorium tzw. Francia Media (wąski pas od Niderlandów po Włochy, oddzielający królestwa Ludwika Niemieckiego i Karola Łysego), co stanowić mogło jakiś tam historyczny precedens do jakichkolwiek bytów państwowych pomiędzy Francją a Niemcami. Wcześniej jeszcze byli normańscy Burgundowie, którzy w czasach zamierzchłych przewędrowali z Bornholmu (lac. Burgundaholmum) na tereny między Renem a Rodanem.


Te wszystkie historie średniowieczne z podziałami, podbojami i zjednoczeniami Burgundii (Trans- i Cis Jurajskiej, czyli księstwa i hrabstwa, takoż Górnej i Dolnej) w zasadzie zbyt szerokie jak na potrzeby tego szkicu - dlatego przenieśmy się od razu do roku 1363, kiedy to Jan II Dobry, w ramach przepisywania interesu na rodzinę, nadał księstwo Burgundii jako dziedziczne lenno swojemu synowi. Interes trzeba było przepisać na rodzinę, albowiem po bitwie pod Poitiers Jan pojechał - nie do końca dobrowolnie - zwiedzać Londyn (po trzech latach, jak już się domowił co do kwoty, wrócił do Francji zbierać kasę; widząc się niezdolnym do zebrania uzgodnionego okupu - 3 milionów sztuk złota - dobrowolnie powrócił do Londynu, gdzie w pałacu Savoy dokonał żywota.


Tak więc na scenie pozostało dwóch synów Jana: Karol V zwany Mądrym rządzący tym ogryzkiem Francji, który po traktacie w Brétigny pozostał we francuskich rękach i Filip Śmiały, władający Burgundią. Zaraz tez Filip wynalazł sobie posażną jedynaczkę (Małgorzata Flandryjska) za miedzą i po rychłej śmierci teścia bardzo mu się ta Burgundia powiększyła. Tutaj pojawia się wątek polski w postaci księcia Władysława Białego (szerzej o tym awanturniku chociażby na tej stronie; stanowi on, notabene, dobry przykład na to, ze nasza nacja głowę do interesów też niekiedy ma: zastawiwszy swoje mini księstwo gniewkowskie u stryja, Kazimierza Wielkiego, za błahą kwotę tysiąca florenów, wydawszy szybko pieniądze na turystykę - Izrael, Węgry, Czechy, zmusza następnie Ludwika Węgierskiego do kupna tegoż księstewka za dziesięć tysięcy florenów; Ludwik dołożyć jeszcze musiał lukratywne opactwo na Węgrzech). Są mocne dowody historyczne, że Filip Śmiały wspomagał sakiewką łobuzerie Władysława; niektórzy piszą nawet, że jakiś niewielki oddziałek zbrojnych na Kujawy posłał - inni dowodzą, że to raczej Brandenburgowie (von Osten) z Drezdenka manu armata Władysława wspierali, jedni i drudzy na B - prawdy się dziś nie dojdzie. W każdym bądź razie oprócz Gombrowiczowskiej Iwony, Władysław to jedyny polski książę z Burgundią związany.


Po Filipie, księstwem władał jego syn, Jean Sans Peur. Władał rezydując w Paryżu, konkurując ze swym kuzynem, (a bratem króla) Ludwikiem księciem Orleanu o kontrolę nad szalonym królem Karolem VI. Spór rodzinny kończy się w 1407, kiedy to nasłani zbirowie mordują księcia Orleanu. Jan - chwilowo - kontroluje Paryż. Stronnikom Ludwika, pod wodzą hrabiego Bernarda d'Armagnac, udaje się jednak wyprzeć Burgundczyków z Paryża i przywrócić staus quo: rządzi, o ile akurat jest przy zdrowych zmysłach, Karol VI, Armaniakowie trzymają zaś w rękawie młodego delfina. Tymczasem angielski Henryk V przypomniał sobie, że wojna stuletnia jakoś przygasa i dawno nie był we Francji. Po lądowaniu w Normandii dochodzi do bitwy pod Agincourt. Jan spieszy na pole bitwy, ale zdecydowanie niespiesznie - nie jest zainteresowany nadmiernym wzmocnieniem stronnictwa Armaniaków. Po bitwie nie jest też zainteresowany aliansem ze zwycięskimi Anglikami, wręcz przeciwnie, spotyka się w Montereau (na moście) z delfinem w celu uzgodnienia warunków jego intronizacji. Tym razem jednak najemni zbirowie opłaceni byli przez Armaniaka.


Po śmierci Jana rządy w księstwie obejmuje jego syn, Filip Dobry (Philippe Le Bon). Historycy określają go chętnie mianem agresywnego oportunisty - zręcznie lawirując pomiędzy Anglikami a Francuzami doprowadza do wzrostu potegi Burgundii, kanibalizując mniejszych sąsiadów (Luksemburg, Brabancja). Był także hedonistą - lubił otaczać się luksusem (choć w strojach gustował prostych), utrzymywał na dworze krocie rzemieślników i artystów. W 1430 ustanowił Order Złotego Runa (Toison d'Or), dla uczczenia swojego ślubu z Izabelą Portugalską. Umiera w 1467, prawdopodobnie na zapalenie płuc, doprowadziwszy Burgundię do szczytu potęgi.

Synowi Filipa, Karolowi Śmiałemu, początkowo fortuna sprzyja. Ociera się nieomal o korone: udaje mu sie przekonac cesarza niemieckiego, Fryderyka III do koronowania go na krola burgundzkiego w Trewirze. Wszystko jest już zaaranżowane, "przypadkiem przejeżdzał akurat arcybiskup z regaliami", jednak w ostatniej chwili Fryderyk pośpiesznie udaje się w siną dal, zapewne w obawie o dalsze poczynania ambitnego władcy. Potem już wszystko wymyka się z rąk Karola: podpisanie traktatu w Picquigny zwiastuje pewne ocieplenie stosunków pomiędzy Anglią i Francją, francuski król Ludwik XI zyskuje wolną rękę w porządkowaniu swoich spraw na kontynencie. Robi to elegancko, cudzymi rękami: w 1474 Karol Śmiały ginie pod Nantes w bitwie z połączonymi siłami Zygmunta Habsburga (któremu wcześniej zajął, za długi, Alzację), René Lotaryńskiego (któremu wcześniej zajął, bez powodu, niemal cale ksiestwo) i Sabaudczykow (którym, na razie, nic jeszcze nie zajął). Sierotę po Karolu, Marię, czym prędzej wyswatano za arcyksięcia Maksymiliana Habsburga (późniejszego cesarza Maksymiliana I), a księstwo pokrojono: Burgundię właściwą włączono do Francji, a Niderlandy, w posagu, przypadły Habsburgom. I tak skończył się sen królewski śniony przez boczną linię Walezjuszy. Po detale i konteksty odsyłam do Huizingi.


Z punktu widzenia historyka sztuki najważniejszą postacią piętnastowiecznej Burgundii nie jest jednak żaden z jej władców. Jest nim Nicolas Rolin. Skromnego rodu, powoli lecz skutecznie pnący się po szczeblach urzędniczej kariery, zostaje w 1422 kanclerzem na dworze Filipa Dobrego. Był człowiekiem mądrym, twardym i bez serca. Historycy pełni są uznania dla jego zdolności administracyjnych, odnotowując jednak także brak skrupułów, bezwzględność i chciwość. Kronikarz podaje, że - dla uciszenia niechętnych języków - kanclerz stawił się pewnego dnia przed majestatem księcia, ubrany w skromną szatę prawnika. Przedstawił listę wszystkich beneficjów, prezentów i dobrodziejstw otrzymanych od Filipa, deklarując chęć ich zwrotu. Filip odmówił i skomentował "Dobrze, że jest jeszcze miejsce na twej liście". Inny kronikarz, Jacques de Clercq, pisze: "Zażywał sławy mędrca pierwszego w królestwie, ale jeno co się tyczy ziemskich spraw, bo gdy idzie o sferę duchową, to wolę milczeć o tym". Rolin był arcymistrzem polityki, średniowiecznym Bismarckiem, architektem traktatu w Arras (1435), fantastycznego odwrócenia sojuszów, jakie dokonała Burgundia wobec zmiany losów wojny stuletniej. Znaczną część traktatu zajmuje ustalenie odpowiedzialności Karola VII za zabójstwo Jana Sans-Peur (obfita lista kościołów do wybudowania i mszy do odprawienia - na koszt Francji), ale najważniejsze było de facto zwolnienie książąt burgundzkich z zależności lennej wobec królów Francji.


Obraz van Eycka "Madonna kanclerza Rolin" powstał około 1435 (obecnie wisi w Luwrze). Przedstawia adoracje Madonny z Dzieciątkiem. Jednak, wbrew średniowiecznemu obyczajowi ikonograficznemu, fundator obrazu nie jest przedstawiony w mikroskali, gdzieś na bocznym panelu, w towarzystwie świętego patrona, który niejako oręduje za delikwentem (proszę chociażby porównać z 'Madonną kanonika Paelle' tegoż samego van Eycka: kanonik - Georg - jest przedstawiany Madonnie przez świętego Jerzego, obok stoi "gospodarz domu", święty Donacjan; obraz wisiał pierwotnie w kościele Sint Donaas w Brugii). Tutaj kanclerz jest równoprawnym elementem kompozycji obrazu - ubrany w strojną, brokatową, wykończoną norkami szatę. Niby klęczy na pre-dieu, ale w całej postaci
nie znać pokory ani rozmodlenia, klęczy z miną przywołującego służbę pana. Wzrok niczym zimny laser, skupiony, badawczy (kojarzy mi się wzrok Tomasza Moora z portretu pędzla Holbeina młodszego). Ręce złożone, ale jakoś tak niereligijnie - wyczuwa się zniecierpliwienie raczej. Madonna o twarzy pyzatej flamandzkiej chłopki, oczy spuszczone, niepewność w postawie - najwyraźniej interesantka na kanclerskich pokojach. Dzieciątko prawą ręką błogosławi - ale ma zastraszoną, brzydką twarz i nieobecne oczy. Widać wyraźnie, że w Niderlandach dystans pomiędzy sacrum a profanum, pomiędzy Bogiem a człowiekiem zmalał wydatnie. Aniołowie koronują wezwaną Marię cackiem wykonanym przez dworskich jubilerów. Z tą koroną to zresztą ciekawa historia, Rolinowi tak się spodobała na obrazie, iż kazał złotnikom wykonać koronę na obraz i podobieństwo, czy raczej na podobieństwo obrazu. Najzabawniejsze jest to, że - jak wykazały zdjęcia rentgenowskie - w pierwszej, zamalowanej wersji kanclerz trzymał w rękach olbrzymią sakiewkę. Aluzja jak najbardziej na miejscu: armia burgundzka pochwyciwszy Joannę d'Arc sprzedała ją Anglikom za dość umiarkowaną sumę 10 tysięcy franków - pieniądze te trafiły do prywatnej kiesy kanclerza.


Piękno "Madonny kanclerza Rolin" polega także na precyzyjnej kompozycji dalszego planu. Odwrócone postaci na galeryjce (jedną z nich, mężczyzną w czerwonym turbanie, jest - najprawdopodobniej - sam van Eyck, który, jak Hitchcock, pokazywał się w epizodach na malowanych przez siebie obrazach), niestosownie wypięte, desakralizują scenę adoracji. Sam koncept kompozycyjny obrazu pożyczył sobie później od van Eycka van der Weyden ('Święty Łukasz malujący Madonnę') - zresztą i 'Zwiastowanie' van der Weydena odbywa się we wnętrzu mieszkania małżonków Arnolfinich van Eycka.

Innym obrazem na którym widać oblicze kanclerza Rolina jest poliptyk 'Sąd
Ostateczny
' namalowany przez van der Weydena dla hospicjum (Hôtel-Dieu) w Beaune. Cały przytułek, łącznie z wyposażeniem i dekoracjami ufundowany został przez Rolina w roku 1443. Według Stendahla ("Mémoires d'un touriste"), Ludwik
XI stwierdził, że Rolin, tak wielu do nędzy doprowadziwszy, słusznie budowę przytułku opłacił - aby ich wszystkich pomieścić. Obraz van der Weydena wisiał na ścianie olbrzymiej (72 metrowej) sali szpitalnej w ten sposób, aby wszyscy pacjenci mogli go oglądać i nabożnymi myślami czas swój wypełniać. Na zewnętrznych skrzydłach malarz umieścił osoby fundatorów: kanclerza Rolina i jego żony (trzeciej) Guigonne de Salins. Za fundatorami anioły trzymają tarcze herbowe. W środku święci Sebastian (to ten postrzelany nagus) i Antoni Pustelnik (rozpoznawany poprzez prosiaczka: "Dobry tez Lenart dla koni, dla wieprzów Święty Antoni" - jak napisał Mikołaj Rej w "Krótkiej rozprawie..."). Nad świętymi oczywiście zwiastowanie (podobną kompozycję zastosował już wcześniej van Eyck w "Ołtarzu gandawskim") Cały trik polegał na tym, że poliptyk rozkładano jedynie w niedziele i dni ścisłego postu - w pozostałe dni chorzy, biedni i bezdomni modlić się mieli do kanclerza Rolina i jego żony. (O tym, co się dzieje wewnątrz poliptyku - może przy innej okazji, bo już mi tekst rozpuchł się niczym baba drożdżowa).


Nicolas Rolin dożył lat - jak na średniowiecze - sędziwych, zmarł w 81 roku życia, z przyczyn naturalnych. Filipowi Dobremu, podczas choroby, nie odważono się donieść o śmierci kanclerza, w obawie, że mogłoby to dostarczyć władcy niepożądanych emocji. Gdy jednak książe "coś zwęszył", zapytał w końcu Jeana Chevrot, biskupa Tournai, który odwiedził go podczas choroby, czy prawdą jest, że kanclerz umarł. Pyszny dialog księcia z biskupem podaje za Chastellianem:
"Panie - mówi biskup - zaiste jest on już umarły, bo stary, ułomny i nie może długo żyć.
Ja nie o to pytam - mówi książe - ja się pytam czy on umarł na śmierć! (mort de mort et trespasse)
Ha, panie - rzecze na to biskup - on nie umarł, ale jest z jednej strony sparaliżowany, a więc tak prawie, jakby umarł.
Koszałki, opałki! - rozgniewał się książe - powiedz mi wreszcie jasno i wyraźnie, czy on nie zyje!
Tak, panie - wtedy dopiero mówi biskup - zaiste, on naprawdę umarł."


Michał

PS. Winienem Państwu objaśnienie, co mnie do tego tematu przywiodło. Otóż Hospice de Beaune istnieje i funkcjonuje jako - nowoczesny! - szpital do
dziś dnia (w starym budynku muzeum). Aby jednak przytułek mógł funkcjonować jako samofinansująca się instytucja, roztropny kanclerz Rolin nadał mu w gospodarowanie kilkadziesiąt hektarów przednich winnic. I, proszę sobie wyobrazić, legat kanclerza przetrwał do dziś! I właśnie wskutek wieczornego zadumania nad butelką znakomitego Côte de Beaune powstał ten tekst. A poza tym, już pojutrze jedziemy do Burgundii - skąd wracamy po nowym roku!

babilasy
O mnie babilasy

Lubimy koty i podróże. Bardziej jednak podróże, dlatego koty trzymamy u teściowej. Lubimy też operę, ale ona nie przeszkadza nam w podróżach. Wręcz przeciwnie. Ponieważ lubimy podróże - ewakuowaliśmy sie na blogspot. Skype: michal.babilas Skype: dorota.babilas GG: 1670265 Get your own Box.net widget and share anywhere!

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (1)

Inne tematy w dziale Polityka