W samolocie Air France obejrzeliśmy film "Królowa" Stephena Frearsa. W zasadzie film chcieliśmy obejrzeć już wcześniej, w kinie - ale jakoś się nam nie przydarzyło. Więc jednak miło ze strony Air France, że udało się nadrobić zaległości.
Film ogląda się... dziwnie. Może dlatego, że jego bohaterowie nadal żyją i pełnią swoje funkcje. Akurat zresztą Helen Mirren bardzo dobrze ucharakteryzowana na Elżbietę II a Michael Sheen bardzo podobny do Tony Blaira. Mało podobny książę Filip i książę Karol. Film pokazuje Blaira w roli niemal zbawcy instytucji monarchii, choć i sama bohaterka tytułowa pokazana została nie bez ciepła i zrozumienia.
Pierwsze pytanie, jakie mi się nasunęło, to pytanie o źródło scenariusza. U tego źródła bowiem musiała być cała masa niedyskrecji i przecieków - czy to pochodzących z otoczenia Blaira czy z kręgów zbliżonych do pałacu Buckingham. Wydawało mi się dotąd naiwnie, że współpracownicy osób publicznych powinny zachowywać dyskrecję, przynajmniej tak długo, jak długo osoby publiczne pozostają publiczne. Wiem, że w III/IV RP to nie działało i nie działa - ale w monarchii?
Sprawa druga - dystans historyczny. Jakoś nie potrafię wyobrazić sobie polskiego fabularnego filmu tyczącego jakichś wydarzeń z polskiej najnowszej historii ostatnich 10-15 lat. Na przykład obalania rządu Olszewskiego. Znaczy mam już szczątek obsady: bracia Damięccy mogliby zagrać Innych Braci. Nadal jednak nie wyobrażam sobie takiego scenariusza, który mógłby przedstawić racje obu stron z sympatią i rzetelnością. Tym jednak Frears różni się od Jacka Kurskiego a IV RP od monarchii Windsorów. W sumie optymistyczne.
Serdecznie,
Babilas
PS. Jakby 'Królowa' nie wygrała, to mam innego faworyta (też widziałem w samolocie) - "Little Miss Sunshine". Ciepła i sympatyczna opowieść, z ducha i z klimatu przypomniała mi serial "The Wonder Years" (Cudowne lata), który oglądałem pasjami przed dwudziestu laty.


Komentarze
Pokaż komentarze