Na nową powieść Mistrza czekałem oczywiście z niecierpliwością, wcześniej opublikowane w sieci fragmenty połknąłem błyskawicznie. Oto pierwsze wrażenia:
Sapkowski ma po mistrzowsku opanowany warsztat pisarza popularnego i to widać. Świat przedstawiony jest zbudowany solidnie, autor odrobił lekcje z tego co się działo w Afganistanie, sięgnął po wyrażenia z żołnierskiej gwary. To jest IMHO najmocniejsza część powieści - żołnierze, ich wzajemne stosunki, część realistyczna.
Niestety, mistrzostwo warsztatu widać tylko na poziomie języka i literackich chwytów "bliskiego zasięgu". Może ja znam już za dobrze jego pisarstwo i dla mnie jest przewidywalny, jednak w mojej ocenie zarówno zagadka jak i napięcie nie było budowane tak starannie i mozolnie jak w innych dziełach Sapkowskiego. Nie zdradzę chyba za wiele, ale i tutaj mamy do czynienia ze starą fascynacją Sapkowskiego: z Wielką Boginią, Wikką (Wika to przezwisko jednej z dziewczyn bohatera , pytanie czy przezwisko wybrane specjalnie, czy to przypadek), pogaństwem 'waginicznym", tj. w wydaniu kobieco - seksualnym. Może bogini ujęta jest w innym aspekcie, ale tu odsyłam do lektury. Oczywiście jest też pokazana "nietolerancja" religii męskich, tyle, że tym razem zamiast rzymskiego katolicyzmu i husytyzmu w roli chłopca do bicia mamy radykalny islam.
Po fragmentach z sieci spodziewałem się czegoś więcej. Nie chodzi mi nawet o to, że rzecz jest krótka (czytałem jeden wieczór i ranek) . Po prostu pozaczynane są wątki, pokazane różne postacie, a potem okazuje się, że to tylko epizody, że nic z tego głębiej nie wynika. Część z nich jest wykorzystana bardzo słabo. np. spodziewałem się po nazwach fortów bronionych przez radzieckich żołnierzy ( Muromiec, Gorynycz...), że więcej wyzyskany będzie bajkowy materiał rosyjski. Niby jest wyzyskany, ale tylko w jednej płaszczyźnie, wszystko to po wierzchu. Spodziewałem się, że dowódca afgański i "Czarnomor" pokazani przedpremierowo we fragmencie w sieci też odegrają większą rolę. Za dużo strzelb w pierwszym akcie, które do końca przedstawienia nie wypaliły.
Drażnić może też uczona mowa, jaką na posterunku rozmawiają ze sobą podchorążowie sowieccy, jeszcze cytujący Orwella (!) - u Sapkowskiego to normalny zabieg, komuś musi w usta włożyć swoje poglądy, czy wyłożyć wątpliwości. Ten Orwell to raczej przesada, no ale kto wie, może ja wiem mniej o Rosji Sowieckiej i przeciętnej świadomości jej nawet wykształconych mieszkańców w latach 80 ubiegłego stulecia,niż Autor.
Podsumowując: można przeczytać. Jest to powieść na przyzwoitym poziomie, choć Sapkowski przyzwyczaił nas do lepszych rzeczy. Wysiłek autora poszedł chyba w odtworzenie świata Afganu, a mniej w skonstruowanie powieści. Zastanawiam się, czy połknąłem powieść dlatego, że tak wciąga, czy też dlatego, że spodziewałem się, że za parę stron, to się pewnie zacznie. No i się nie zaczęło, ale nic to. Nawet Małysz nie zawsze skacze najdalej.



Komentarze
Pokaż komentarze (8)