W gospodarce niedoborów - a taką jest każda gospodarka socjalistyczno - biurokratyczna, rządzą swego rodzaju cykle koniunkturalne. Tak, bynajmniej cykle nie przynależą wyłącznie do kapitalizmu, choć ich natura jest nieco inna. Wygląda to tak: zaczyna się od zastrzyku gotówki na inwestycje i unowocześnienie, pozyskanego albo poprzez wyzyskanie własnych zasobów, albo poprzez przyjęcie ich z zewnątrz. Potem następuje faza konsumpcji, tj wydawania pieniędzy, najczęściej mało efektywnego, ale dającego zatrudnienie. Następnie przychodzi faza wyczerpania - okazało się, że pieniądze wydane mało efektywnie nie przyniosły spodziewanych dochodów. W tym momencie potrzebne jest zaciskanie pasa - podwyższenie podatków i cen po to, żeby znaleźć pieniądze na dokończenie niedoszacowanych inwestycji i spłatę zobowiązań.
W PRL miały miejsce w zasadzie trzy cykle. Pierwszy skończył się w roku 56, ale miał nieco inny przebieg- zakończył się wycofaniem państwa z szeregu nietrafionych gospodarczo zamiarów (kolektywizacja rolnictwa). Drugi, już całkiem klasyczny, skończył się strajkami roku 70 i masakrą na wybrzeżu. Trzeci, po przejedzeniu kredytów z Zachodu, zakończył się Solidarnością.
Obecnie jesteśmy pod koniec drugiej fazy takiego cyklu. Od czasu wstąpienia do Unii, Polska zaabsorbowała pieniądze z funduszy pomocowych i z kredytów. Właśnie kończymy ich przejadanie i zostajemy za to z całkiem pokaźnym długiem. Niedługo okaże się, na ile inwestycje ze środków unijnych (i pożyczonych) były trafione, czy przyniosą zysk. Ponieważ był wydawane przez biurokratów, a jeszcze przy ich wydawaniu państwo i samorządy musiały pokonywać przeszkody natury biurokratycznej i łapówkarskiej, z dużym prawdopodobieństwem zakładam, że spodziewanych zysków nie będzie. Co w takim razie nas czeka? Zapewne to samo, co zaszło na początku lat 70 i 80 - społeczny sprzeciw.
Oczywiście natura tych sprzeciwów była inna. W latach 60 PRL jeszcze nie utracił swojej siły legitymizacyjnej, ludzie wciąż wierzyli partii. Pokazało się to w 68 roku, kiedy na strajkujących studentów udało się napuścić "aktyw robotniczy". Pewnie część z tego aktywu to byli po prostu ludzie aparatu władzy, ale część chyba nie. Z pewnością w 68 roku rozpędzenie strajków studenckich zostało przez robotników przyjęte w obojętnością, a część kupowała propagandową legendę o "syjonistach". Dopiero dwa latal później sami robotnicy dostali w kość i także wśród nich wiara w PRL się załamała. Strajki początku lat 80 to już zupełnie inna jakość, istniały już grupy ludzi przekonanych co do natury PRL i zdeterminowanych, by coś z tym zrobić i to zarówno pośród robotników, jak i inteligencji.
Jaka jest więc nasza sytuacja - zbliżamy się bardziej do roku 70 czy 80? Moim zdaniem - 70. Mamy dwie grupy społeczne. Jedna, w wyniku wydarzeń lat 2005-2007 straciła złudzenia co do natury systemu III RP, a katastrofa smoleńska była dla niej katalizatorem utwierdzającym w postawie. Podobnie jak w 68 roku, postawa tej grupy wynika raczej z przyczyn politycznych, niż z materialnych. Tak jak w 68 na studentów udało się napuścić "aktyw robotniczy", a tak i teraz władzy udało się zmobilizować "aktyw młodzieżowy", który dał popis na Krakowskim Przedmieściu (niemal w tym samym miejscu, gdzie "aktyw robotniczy" prał studentów). Na miejscu wroga Żyda zastąpił Polak - katolik, a "faszysta" "syjonistę". Mechanizm generalnie zadziałał ten sam. Grupa względnie zadowolona została napuszczona na niezadowoloną, a władza zacierała ręcę. Przy urnach wyborczych "reakcjoniści" ostatecznie dostali w tyłek, a władza póki co jest niezagrożona.
Co będzie dalej, gdy w wyniku podwyżek "MWzDM" dostaną w kość tak jak robotnicy w 70? Jak będą się stawiać, to także może dojść do pacyfikacji (być może przy bierności prawicy, zaskoczonej wydarzeniami, tak jak inteligencja w 70 roku w małym stopniu wsparła robotników). Władza nie po to została władzą, żeby ją oddawać. Być może będzie wtedy jakieś przetasowanie, że "Gomułkę" - Tuska, zastąpi jakiś Gierek (wątpię, żeby Palikot, on raczej gra Moczara, może Schetyna, albo ktoś o kim jeszcze nie wiemy). Jednak w wyniku tych wydarzeń, III RP straci legitymizację w kolejnej grupie społecznej. Dwie grupy społeczne czy kulturowe, tj. "Polacy - katolicy" i "MWzDM" nawiążą nic porozumienia, co mam nadzieję przygotuje społeczeństwo do kolejnego cyklu i jego nieuchronnego końca.



Komentarze
Pokaż komentarze (8)